GRY



NOWE POSTY | NOWE TEMATY | POPULARNE | STAT | RSS | KONTAKT | REJESTRACJA | Login: Hasło: rss dla

HOME » HISTORIA » ELIGIUSZ NIEWIADOMSKI - DLA WAS ZBRODNIARZ, DLA NAS BOHATER!

Przejdz do dołu stronyStrona: 1 / 1    strony: [1]

Eligiusz Niewiadomski - Dla was zbrodniarz, dla nas bohater!

  
MareczekX5
18.12.2012 12:55:57
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)

Grupa: Administrator 

Posty: 7597 #1076331
Od: 2012-7-24
Obrazek
Okoliczności zamordowania Gabriela Narutowicza przez śp. Eligiusza Niewiadomskiego

Obrazek 31 stycznia 1923 r., na stokach cytadeli warszawskiej, na mocy wyroku sądowego stracony został śp. Eligiusz Niewiadomski. Jego ostatnie wypowiedziane słowa to: "Ginę za Polskę, którą gubi Piłsudski!". W tym właśnie zdaniu odnajdujemy cały sens zamachu na prezydenta Gabriela Narutowicza, jakiego dopuścił się właśnie Niewiadomski ratował Polskę, którą gubił Piłsudski.
Konstytucja marcowa uchwalona w Polsce w 1921 r. wprowadzała w kraju nowy urząd, a mianowicie urząd prezydenta RP. Ówcześnie ustanowione prawo w odróżnieniu od obecnie funkcjonującego zakładało, że prezydent miał być wybrany niebezpośrednio przez obywateli w wyborach powszechnych, ale bezwzględną większością głosów Sejmu i Senatu połączonych w Zgromadzenie Narodowe. Parlament jaki miał decydować o wyborze pierwszego polskiego prezydenta wyłonił się po wyborach z roku 1922, w których najwięcej mandatów zdobyli kandydaci narodowi ze Związku Ludowo-Narodowego (98 miejsc w Sejmie i 29 w senacie), na drugim zaś miejscu pod względem ilości miejsc w Parlamencie (87 i 25) znajdowali się kandydaci mniejszości narodowych z Bloku Mniejszości Narodowych, a więc sojusz Żydów, Niemców i separatystycznej ludności wschodniej. Bloku Mniejszości Narodowych zyskał nawet więcej mandatów niż Polska Partia Socjalistyczna i Chrześcijańska Demokracja razem wzięte (ChD - 43 i 7, PPS - 41 i 7). Od razu więc rzuca się w oczy dysproporcja sił w sejmie i senacie przedstawicieli właściciela Polski , a więc Narodu Polskiego oraz narosłego i obcego w polskim organizmie ciała - mniejszości narodowych. Jak chora i nienormalna była to sytuacja nie trzeba więc komentować. W państwie polskim o mały włos a najwięcej miejsc w sejmie i senacie zajmowaliby, zazwyczaj wrogo nastawieni wobec Polski, przedstawiciele mniejszości narodowych!
Ogromna część Polaków w latach 20. ale również i w 30. XX wieku podzielała poglądy głoszone przez polityków ruchu narodowego. Na poglądy te składało się wiele czynników, wśród których bardzo ważne było silne poczucie polskości, jedności narodowej stojące naprzeciw ogromnej i nad reprezentatywnej grupie mniejszości w naszym kraju. Niedawno, co odzyskana niepodległość po 123 latach zaborów była w dużej mierze zdominowana przez te mniejszości z mniejszością żydowską na czele. Dodatkowo nastroje walki podgrzewały partie lewicowe w tym socjaliści i komuniści, którzy prowadzili swoją "walkę rewolucyjną" organizując zamieszki i strajki w całym kraju. Szczególnie raziło to Polaków mających wciąż w pamięci niedawne doświadczenie wojny polsko-bolszewickiej, gdzie czerwona armia zostawiając za sobą jedynie zgliszcza i tysiące zabitych ludzie, po trupie Polski starała się nieść "komunistyczną wolność" na cały świat.
Rok 1922 i czas poprzedzający wybory parlamentarne to również okres zawirowań i intryg snutych przez Piłsudskiego jako Naczelnika Państwa. Marzyła mu się władza dyktatorska i dalsza możliwość realizowania swoich zgubnych dla Polski marzeń w polityce zagranicznej, stąd początkowo nie wykluczał on swojej kandydatury na przyszłego prezydenta Rzeczypospolitej. Polski sejm w obawie jednak przed nim przeznaczył takie prerogatywy dla przyszłego prezydenta, że stały się one niewystarczające dla Piłsudskiego, wobec czego odrzucił możliwość swojego kandydowania. Wolał wobec tego poprzeć na to stanowisko kogoś kto miał by być wyłącznie prezydentem wizerunkowym.
W parlamencie wyłoniony z wyborów z listopada 1922 r. jak już wspomniałem wcześniej mniejszości narodowe (głównie Żydzi i Niemcy) posiadały bardzo dużą liczbę posłów i senatorów. Kolejne liczące się partie, a więc Polskie Stronnictwo Ludowe Piast posiadało 70 miejsc w sejmie i 17 w senacie, PSL Wyzwolenie 48 i 8, Stronnictwo Chrześcijańsko - Narodowe 28 i 11. Przy takim rozłożeniu mandatów nie dziwi, więc fakt, że ciężko było wyłonić kandydatów na prezydenta i że niezbędne były porozumienia i kompromisy między poszczególnymi partiami, żadna bowiem partia nie posiadała znaczącej przewagi.
Z pięciu wyłoniony kandydatów na prezydenta poparcie sił prawicowych zyskał polityk związany z narodową demokracją Maurycy Klemens hr. Zamoyski. Był to aktywny działacz na rzecz niepodległości Polski, wiceprezes Komitetu Narodowego Polskiego a później ambasador polski w Paryżu. Zyskał on w pierwszej turze wyborów prezydenckich największą ilość głosów, bo aż 222 co stanowiło 40% głosów. Zgodnie z konstytucją musiał mieć jednak przynajmniej 51 % poparcie. Jego konkurenci do fotela prezydenckiego, reprezentant mniejszości narodowych Jan Niecisław Baudouin de Courtenay zyskał 103 głosy, a kandydat bezpartyjny Gabriel Narutowicz tylko 62 głosy. W tej sytuacji przerażona możliwością wygrania wyborów przez narodowców, lewica, Żydzi i Piłsudski zdecydowali się na znalezienie wspólnego kandydata, który by pokonał wspólnymi, desperacko zebranymi głosami Maurycego Zamoyskiego. Na to stanowisko idealnie nadawał się ktoś pokroju Narutowicza, a więc oficjalnie bezpartyjny a w poglądach liberał. Dodatkowym jego atutem, który mógł być rozstrzygający przy poparciu Narutowicza przez niejednego posła mniejszości narodowej była jego przynależność do wolnomularstwa, a co za tym idzie wrogość (lub przynajmniej oziębłość) wobec religii katolickiej.
W ten sposób mimo początkowej niechęci samego Narutowicza do kandydowania, stał się on kandydatem lewicującego PSL Wyzwolenie, Polskiej Partii Socjalistycznej oraz co najważniejsze licznych posłów i senatorów mniejszości narodowych.
W całym tym zamieszaniu i zakulisowych układach lewicy i mniejszości narodowych posłowie i senatorowie PSL Piast "wbili nóż w plecy" polskiej prawicy i polskiej racji stanu i mimo początkowego popierania Maurycego Zamoyskiego ostatecznie zagłosowali za Narutowiczem. Wobec takiej ilości przeciwników Zamoyski musiał przegrać a jego kontrkandydat Narutowicz zwyciężyć. Jego zwycięstwo miało oznaczać wygraną dla sił destabilizujących młode państwo polskie, sił, które wprowadzały zamieszki i "walkę klasową" na ulice miast polskich. Co więcej, kandydat ten miał stać się w przyszłości zwyczajnym pionkiem w rękach prawdziwie rządzących Polską sił zakulisowych.
Zgodnie z przewidywaniami 9 grudnia 1922 r. w drugiej turze wyborów Gabriel Narutowicz zwyciężył w wyborze na prezydenta RP. Głosowało na niego 289 uprawnionych (52, 97%), a przeciw było 227 (40, 90%) katolicko -narodowych posłów i senatorów. Wybory wygrał kandydat nie większości Polaków, (bo ci w większości wspierali ugrupowania narodowe i katolickie) a przedstawiciel Żydów, Niemców, socjalistów i Piłsudskiego.
Wybór ten od razu wywołał szok i oburzenie w społeczeństwie. Ludzie masowo protestowali przeciwko takiemu prezydentowi i przeciwko zakulisowych machinacją socjalistów, Piłsudskiego i bliskim im mniejszościom narodowym. Katolickie i myślące w kategoriach narodowych społeczeństwo było oburzone wyborem członka masonerii i sympatyka mniejszości żydowskiej na stanowisko prezydenta Rzeczypospolitej. W odpowiedzi na to prasa prawicowa atakowała w swoich artykułach oburzające intrygi lewicy i Piłsudskiego oraz samego Narutowicza. W zaistniałej sytuacji ulice zawrzały. Niechęć Narodu Polskiego wobec sił, jakie reprezentował sobą Narutowicz była widoczna na ulicach miast całego kraju.
Zaprzysiężenie pierwszego prezydenta odbyło się 11 grudnia 1922 roku. W tym dniu demonstranci próbowali powstrzymać elekta siłą, tarasując ulice prowadzące do gmachu sejmowego. Niestety Narutowicz nie wycofał się, chociaż widział na własne oczy, że Naród Polski nie chce go na swojego prezydenta. Do zaprzysiężenia niestety, jednak doszło i Gabriel Narutowicz stał się pierwszym prezydentem Rzeczypospolitej. Zaraz po jego zaprzysiężeniu zaczęły napływać do niego liczne listy z groźbami od anonimowych nadawców. Narutowicz zlekceważył jednak te ostrzeżenia i nie zrzekł się swojej funkcji. Miało się to w najbliższych dniach okazać jego zgubą.
Eligiusz Niewiadomski od 1 marca 1918 pracował, jako kierownik wydziału malarstwa i rzeźby w Ministerstwie Kultury i Sztuki jeszcze w rządzie Rady Regencyjnej. Pracę jego przerwała wojna polsko-bolszewicko i jego ochotniczy zaciąg do armii. W 1921 r. Niewiadomski powrócił do swojej pracy w Ministerstwie Kultury. Praca ta umożliwiła mu 16 grudnia 1922 r. w czasie otwarcia wystawy w warszawskiej Zachęcie zbliżyć się do będącego tam również prezydenta Narutowicza. Niewiadomski zbliżył się do prezydenta i oddał do niego z bliskiej odległości trzy strzały z rewolweru. Narutowicz zginął na miejscu. Co ważne Niewiadomski nie bronił się i nie próbował nawet uciec. Oddał się bez walki w ręce ochrony.
Zabójstwo prezydenta wywołało szok. Stało się również okazją do działań dla wszelkiej maści ekstremistów lewicowych, którzy pałali rządzą zemsty na polskiej prawicy. Również Piłsudski i jego ludzie szybko podjęli próby przejęcia władzy w Polsce i zlikwidowania swoich przeciwników z prawicy narodowej. Ostatecznie jednak nie zdobyli się na ten ruch, w 1926 r. jednak się już nie wahali to już jednak całkiem inna historia.
Sytuację udało się opanować marszałkowi sejmu Maciejowi Ratajowi, który 17 grudnia 1922 r. powołał nowy rząd z generałem Władysławem Sikorskim na czele. Generał-premier objął jednocześnie resort spraw wewnętrznych i wprowadził na krótko stan wyjątkowy.
Reakcja demokratów, lewicy i ludzi związanych z Piłsudskim była łatwa do przewidzenia. Większość z nich próbowała wykorzystać okazje do przechwycenia władzy i rozprawienia się prawicą narodową. Reakcja narodu była jednak odmienna, wielu ludzi zabójstwo Narutowicza przyjęło z ulgą, obwiniano go, bowiem o to, że przyjął tytuł prezydenta, a obwiano się, że jego prezydentura może stać się okazją do masowych ruchawek komunistów i socjalistów.
Sam zaś Eligiusz Niewiadomski stojąc na swojej rozprawie przed sądem dnia 30 grudnia zażądał dla siebie kary śmierci. W swoich zeznaniach wytłumaczył swoje motywy zabicia Narutowicza, wyraził nawet współczucie dla niego i jego najbliższych, uważał jednak, że czynem tym ratował kraj przed niebezpiecznymi rządami lewicy i mniejszości narodowych w tym głownie Żydów i Niemców. Początkowo zamierzał dokonać zamachu na Piłsudskiego jednak jego decyzja o "odsunięciu się" od polityki sprawiła, że zaniechał tego czynu. Elekcja i zgoda Narutowicza na bycie prezydentem wbrew woli Narodu sprawiła, że Niewiadomski zdecydował się na jego zabicie.
Oczekując na wykonanie wyroku w więzieniu napisał Kartki z więzienia - zbiór swoich przemyśleń dotyczących polityki, patriotyzmu i troski o Polskę. Ukończył także Malarstwo polskie XIX i XX w. W momencie egzekucji wyraził wolę by nie przywiązywano go do słupka, ani nie zawiązywano mu oczu. Jego ostatnie słowa brzmiały: "Ginę za Polskę, którą gubi Piłsudski!". Został rozstrzelany przez pluton egzekucyjny 31 stycznia 1923 o godzinie 7:19.
Zamach na prezydenta Narutowicza był zamachem nie przeciw tej tragicznej postaci, która stała się mimo swej woli symbolem pewnych sił, ale właśnie był to zamach na te siły. Był to przede wszystkim Piłsudski ze swoimi ambicjami i planami, Piłsudski, który zmarnował szansę jaką dała mu Opatrzność kiedy był Naczelnikiem, szanse by zbudować silną i wielką Polskę. On jednak zrezygnował z siły jaką miał i oddał władzę w ręce ludu. Dał tym samym szanse na zwycięstwo antynarodowym siłą zarówno lewicy internacjonalistycznej jak i tej odcinającej się od Kominternu. Położył podwaliny pod sejmowładztwo, na które sam potem się uskarżał!? Niewiadomski strzelał do prezydenta, którego wyniosła na to stanowisko nieodpowiedzialność za kraj Piłsudskiego i głosy wrogich Polsce mniejszości narodowych!
Z chwilą, gdy stracono Niewiadomskiego stał się on bohaterem wielu Polaków, głównie ludzi myślących kategoriami narodowymi. Choć sam zamach jak każde zabójstwo jest złem, w tym jednak przypadku złem mniejszym, Niewiadomski bowiem kierował się miłością do Ojczyzny i Narodu Polskiego. Zabijając prezydenta nie Polski a lewicy i wrogich mniejszości uchronił nasz kraj przed grożącą mu anarchią i walką rewolucyjną. W latach 20., 30. Niewiadomski był dla wielu nie zbrodniarzem a bohaterem. Najlepiej świadczyły o tym spontaniczne tłumy odprowadzające jego trumnę w ostatniej ziemskiej podróży. Dziś po latach okupacji sowieckiej i w czasie, kiedy w Polsce rządzą ekipy antynarodowe, służalcze wobec swoich zagranicznych mocodawców, zastraszone we własnym państwie przez mniejszości narodowe historia wydarzeń z grudnia 1922 roku przedstawiana jest jednostronnie. Niewiadomski stał się "szaleńcem", który zabił "oświeconego", "zachodniego" liberała-prezydenta. Niewiadomski, który uosabiał "najgorsze" cechy polskie - patriotyzm, nacjonalizm i troska o swój kraj, był sztyletem kierowanym przez niewidzialną rękę "szowinizmu i faszyzmu". Stąd jest on jednoznacznie potępiany, jako zbrodniarza. Dla wielu jednak jego czyn był mniejszym złem, próbą ratunku zagrożonego państwa i czynem desperackim, ale i bohaterskim. Odważnym, gdyż skazanym z góry na śmierć. Stąd dla wrogów Narodu Polskiego zapatrzonych w "zachodnie standardy" był on i zawsze będzie zbrodniarzem, dla nas jednak był, jest i będzie BOHATEREM!

Augustus ONR Pomorze

Źródło: http://www.onr.h2.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=159:eligiusz-niewiadomski-dla-was-zbrodniarz-dla-nas-bohater&catid=38:artykuy
_________________
http://www.youtube.com/user/MareczekX5?feature=mhee



http://praca-za-prace.iq24.pl/default.asp
  
Electra24.03.2019 20:16:08
poziom 5

oczka
  
MareczekX5
18.12.2012 12:59:42
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)

Grupa: Administrator 

Posty: 7597 #1076332
Od: 2012-7-24
Źródło: http://gazetawarszawska.com/2012/12/16/eligiusz-niewiadomski/
“…Byłoby źle z Polską, gdyby odrobina charakteru wystarczała aby być uznanym za wariata,”[/]
Obrazek
Obrazek

[b]Przypadek Eligiusza Niewiadomskiego

Obrazek
Eligiusza Niewiadomskiego tworzyły sprzeczności, które do dziś nie pozwalają jednoznacznie ocenić jego osoby. No bo jak wytłumaczyć, że profesor rysunku, znany malarz i człowiek powszechnie szanowany mógł zamordować pierwszego prezydenta RP Gabriela Narutowicza. Większość społeczeństwa uznała go za szaleńca i pospolitego zbrodniarza. Tylko narodowcy rozumieli i usprawiedliwiali to co zrobił, nazywając go bohaterem.

Jak podawała „Gazeta Poranna” z 7 lutego 1923 roku kondukt żałobny z trumną Eligiusza Niewiadomskiego ruszył o 5.45 rano do kościoła na warszawskich Powązkach.

Gdy dotarto na cmentarz ktoś zaintonował „Kto się w opiekę”, a ludzie szybko podchwycili pieśń. W kościele odprawiono żałobną Mszę, w czasie której zaśpiewano jedną zwrotkę „Roty”. Rodzina Niewiadomskiego była zaskoczona, widząc, że na cmentarzu zebrał się tłum, liczący około 10 tysięcy ludzi. Prawie wszyscy mieli w rękach kwiaty. Po mszy długi szereg wieńców i trumnę zaniesiono drogą cmentarną wyłożoną gałązkami jodły do grobu. Kobiety płakały. Nie było nikogo, kto nie miałby w oczach głębokiego bólu. Gdy trumnę spuszczano do dołu, zapanowała zupełna cisza. Jeden z uczestników odpiął Krzyż Walecznych z własnej piersi i rzucił do grobu. Po dokonaniu pogrzebu publiczność odśpiewała „Rotę”, na trumnę posypały się setki kwiatów. Na wstędze dużego bukietu z fiołków alpejskich można było przeczytać „Od Polek z Ameryki – cześć Nieśmiertelnemu”. O 9-tej uroczystości dobiegły końca. Ludzie zaczęli się rozchodzić, ale na ich miejsce zaczęli przychodzić nowi, kładąc kwiaty i wieńce…
Obrazek
Eligiusz Niewiadomski został stracony 31 stycznia 1923 roku na mocy wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie, który doszedł do przekonania, że Niewiadomski: „powodowany osobistym poglądem na obecny stan rzeczy w Polsce i swoistym poczuciem Jej honoru rzeczywiście dnia 16 grudnia 1922 roku w Warszawie podczas otwarcia wystawy w gmachu Zachęty Sztuk Pięknych dokonał zamachu na życie wybranego przez Zgromadzenie Narodowe, zgodnie z Konstytucją z dnia 17 marca 1921 roku, obowiązującą w Rzeczypospolitej Polskiej, Prezydenta Gabriela Narutowicza, w trzecim dniu jego urzędowania, dając do niego trzy strzały rewolwerowe i powodując tym natychmiastową śmierć”. Dalej Sąd zawyrokował: „Mieszkańca m.st. Warszawy, Eligiusza Niewiadomskiego, lat 53, skazać po pozbawieniu praw stanu na karę śmierci”.

W dniu wykonania wyroku Niewiadomski był w dobrym humorze, żartował nawet. Parę minut po 6-tej rano zabrano go z więzienia mokotowskiego samochodem wojskowym otoczonym przez straż wojskową do Cytadeli warszawskiej. Samochód psuł się w drodze kilka razy, dlatego Niewiadomski kilkaset ostatnich kroków przeszedł pieszo. Przy nim szli jego obrońca Stanisław Kijeński i duchowny o.Benjamin, Kapucyn. Gdy mecenas Kijeński wziął go pod ramię, Niewiadomski z pogodnym i uprzejmym uśmiechem podziękował za pomoc: „Panie mecenasie, niech mnie pan puści, bo pomyślą jeszcze, że mnie pan podtrzymuje, a ja idę z całą pewnością siebie”. Egzekucję wykonać miała szkolna Kompania 30 pułku Strzelców Kaniowskich. Żołnierze ustawili się w czworobok, w środku którego stanął Niewiadomski, przy nim duchowny.
Obrazek
Po odczytaniu sentencji wyroku, skazany pocałował krzyż i został pobłogosławiony. Odezwał się: „Odchodzę szczęśliwy, że przestanę patrzeć na to, co z Polską zrobił Piłsudski. Ufny jestem, że krew moja przyczyni się do zjednoczenia serc polskich”. Po wypowiedzeniu tych słów, podszedł do słupka. Komendant Kompanii podprowadził 6 wylosowanych żołnierzy na odległość 8 kroków przed słupek. Jeden z nich podszedł do Niewiadomskiego, aby przewiązać mu oczy chusteczką. Niewiadomski powiedział: „Nie zawiązujcie mi oczu i nie przywiązujcie do słupka”, po czym zwrócił się do żołnierzy, którzy mieli go rozstrzelać i powiedział: „proszę, aby mierzono mi w głowę, ja stanę wam wygodnie”. Stanął, zdjął płaszcz i kapelusz, rzucił je obok na ziemię. Do ust podniósł kwiaty, które dostał od rodziny. Dokładnie o 7.19 padła komenda i zabrzmiała salwa. Niewiadomski osunął się na ziemię. Lekarz stwierdził natychmiastową śmierć.

Niewiadomski nie uważał się za pospolitego mordercę, raczej za bohatera narodowego. Ostatnie dni życia, które spędził w więzieniu wypełnił rozmyślaniem i pisaniem. Wtedy powstało jego przesłanie do „Do wszystkich Polaków”: „Nie chcę aby wyrok na mnie wykonany, stał się powodem zemsty krwi. Był on zgodny z prawem i życzeniem moim, był zatem sprawiedliwy, więcej- był potrzebny. Śmierć moja jest koniecznym uzupełnieniem mego czynu. Bez niej był on nie tylko bezpłodny, ale leżałby na nim cień mordu. Śmierć to zatrze, czyn mój zakwitnie dopiero podlany krwią moją. Zakwitnie to znaczy przemówi do Narodu. Głupcy i hipokryci widzą w nim akt szaleństwa albo fanatyzmu. Tak nie jest! Byłoby źle z Polską, gdyby odrobina charakteru wystarczała aby być uznanym za wariata, a odrobina uczucia wychodzącego, poza normy przeciętne, dawała kwalifikacje na fanatyka. Czyn był straszny, bo musiałem uderzyć w naród. Nie słowem bezsilnym, lecz gromem. Gromem równym tej hańbie, jaką go opanowała spółka cynicznych hultajów i jawnych wrogów Polski. Musiałem uderzyć gromem, aby zbudzić tych co mniemają, że Polska już się ciałem stała, że minął czas wysiłków i ofiar i że broń można już złożyć. Tak nie jest! To, na co patrzą oczy nasze, nie jest jeszcze Polską. Nie o takiej śniły wielkie serca poetów naszych, nie za taką cierpiały, walczyły i ginęły pokolenia. (…) To Jest dopiero Polska Piłsudskiego, Judeo-Polska. Naród polski do władzy w niej jeszcze nie doszedł. Polskę prawdziwą trzeba dopiero zdobyć i zbudować. W walce o nią niech się hartuje dusza pokoleń. Od udziału w tej walce nie zwalnia nikogo, ani wiek, ani stanowisko społeczne, ani przynależność lub nie przynależność do partii. Trzeba ją zacząć od zwycięstwa nad sobą, od pokonania własnej słabości”.
Obrazek
16 grudnia wielu zadawało sobie pytanie, dlaczego ten świetnie wykształcony, powszechnie szanowany, uczciwy obywatel, uczestnik walk o niepodległość z 1920 roku, mąż i ojciec targnął się na życie prezydenta. Nie znajdowano na to logicznego wytłumaczenia. Wytłumaczenie miał jednak Niewiadomski. On czuł się po prostu rozgoryczony faktem, że Narutowicz, mason, ateista, przez wiele lat przebywający zagranicą (32 lata spędził w Szwajcarii), a co za tym idzie, nie znający interesów państwa został głową polskiego narodu. „W Sejmie kluby lewicowe w porozumieniu z żydostwem, stojąc na czele jawnych wrogów Polski, postanowiły za wszelką cenę nie dopuścić do prezydentury człowieka niezależnego. Potrzeba im było człowieka chwiejnego, uległego, dającego się powodować. W takim chcieli mieć powolne narzędzie matactw politycznych i gwarancję utrzymania kraju w stanie dotychczasowej anarchii. Udało im się przeprowadzić swojego kandydata głosami żydostwa przeciw większości polskiej. Narutowicz nie zorientował się i wybór przyjął. Przeciwko tym hańbom trzeba było zaprotestować głośno i silnie, bronić majestatu Rzeczypospolitej sponiewieranego przez ciury. Czy miałem do tego prawo? Miałem prawo i obowiązek. Miałem takie prawo jak każdy obywatel, dla którego Ojczyzna nie jest czemś, o czem się dowiaduje z gazet”.

Podobnego co Niewiadomski zdania była i część polskiego społeczeństwa. Ugrupowania narodowe w dniu zaprzysiężenia prezydenta Narutowicza zorganizowały demonstrację kwestionującą wybór Zgromadzenia Narodowego.

W trakcie swej kilkudniowej prezydentury Narutowicz dostał wiele anonimowych listów z pogróżkami. Pisano w nich, że czeka go śmierć jeśli nie zrezygnuje z funkcji prezydenta. Także w prasie pojawił się szereg nieprzychylnych mu artykułów.

W trakcie procesu 30 grudnia 1922 roku ku zaskoczeniu sądu i publiczności zgromadzonej na sali Niewiadomski przyznał się, że początkowo nosił się z zamiarem zabicia Józefa Piłsudskiego, Naczelnika Państwa. Co prawda, z początku podziwiał go i szanował, ale później obwiniał za anarchię w państwie, pusty skarb i wsadzanie swoich towarzyszy na ważne stanowiska państwowe. Zapewnił, że Piłsudskiemu uratowała życie jedynie jego rezygnacja z ubiegania się o fotel prezydenta…



Osobistej urazy Niewiadomski do Narutowicza nie posiadał. Nie znał, nie widział i nie rozmawiał z nim wcześniej ani on ani jego rodzina. Na sali sądowej dodał: „Nie żałuję niczego, zrobiłem to, co było moim obowiązkiem, moim trudnym, ciężkim obowiązkiem. Spełniłem go twardo i uczciwie. Przez moje ręce przemówiła nie partyjna zaciekłość, tylko sumienie i zelżona godność narodu. Tak jak ja, czują tysiące, tylko nie każdy zrobił to, co stało się moim udziałem”.

Ogłoszenie wyroku przyjął ze spokojem: „Oznajmiam niniejszym, że wyrok przyjmuję. Wszystkie podania o ułaskawienie, o ile by takowe z czyjejkolwiek strony wpłynęły, proszę uważać za złożone bez mojej wiedzy i wbrew mojej woli. O ile na podaniu znalazł się mój podpis, proszę uważać go za nieautentyczny”.

Dla wielu Eligiusz Niewiadomski stał się bohaterem narodowym. Kilka dni po egzekucji, w kościołach całego kraju organizowano uroczystości żałobne za jego duszę. Przez kilka najbliższych lat publikowano wiersze jemu poświęcone i urządzano wystawy jego dzieł malarskich. Bez wątpienia duże zasługi dla szerzenia kultu Niewiadomskiego położyła Narodowa Demokracja.
Obrazek
Z opracowania Emilii Kunikowskiej, która oparła się m.in. na pu­blikacjach w „Kurierze Porannym” /01.02.1923/; „Kurierze Poznańskim” /01.02.1923/; „Gazecie Porannej” /07.02.1923/ i „Kartkach z więzienia: Eligiusz Niewiadomski”, Poznań 1923 oraz S. Kijeńskiego: „Proces Eligiusza Niewiadomskiego”.
_________________
http://www.youtube.com/user/MareczekX5?feature=mhee



http://praca-za-prace.iq24.pl/default.asp
  
MareczekX5
18.12.2012 13:01:59
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)

Grupa: Administrator 

Posty: 7597 #1076334
Od: 2012-7-24
16 grudnia 1922 roku na otwarciu wystawy w Zachęcie Sztuk Pięknych malarz Eligiusz Niewiadomski zastrzelił wybranego 9 grudnia na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Gabriela Narutowicza.

W swojej historii Polski Wacław Sobieski pisał:

„W dwa tygodnie później Niewiadomski stanął przed sądem. Przyznał, że zamordował Prez. Narutowicza z premedytacją, wyjaśniał pobudki swego czynu i żądał, by mu wymierzono najsurowszą karę. Prokurator Rudnicki stwierdził, że «śledztwo nie wykazało, by Niewiadomski miał jakichkolwiek wspólników» i postawił wniosek o karę śmierci. Zapadł wyrok skazujący Niewiadomskiego na śmierć i został w końcu stycznia 1923 r. wykonany” (W. Sobieski, „Dzieje Polski”, t. III, Warszawa 1938).

Do dziś zabójstwo Narutowicza przypisywane jest niemal powszechnie obozowi narodowemu, Niewiadomski zaś stanowi symbol fanatycznego wyznawcy „endeckiej ideologii”, prowadzącej do mordu. Osoba zabójcy głowy państwa do dziś wzbudza skrajne emocje (w lipcu tego roku grób Niewiadomskiego został zniszczony przez „nieznanych sprawców”). Patryk Pleskot we wstępie do najnowszej biografii Niewiadomskiego zestawia go wręcz z norweskim ekstremistą Andersem Breivikiem [sic! - admin], podkreślając, że do dziś pozostaje on ikoną dla „radykalnych nurtów endecji” (P. Pleskot, „Niewiadomski zabić prezydenta”, Warszawa 2012). Ostatnio pojawiają się też analogie ze sprawami Grzegorza Brauna i Brunona K.

Jakie były faktyczne związki zamachowca z obozem narodowym oraz jakie było prawdziwe podłoże wydarzeń sprzed dziewięćdziesięciu lat?

Tło polityczne tragedii

W okresie bezpośrednio poprzedzającym wybory prezydenckie nic nie zdawało się zapowiadać nadchodzącego dramatu. Wyłoniony w drodze wyborów z listopada 1922 r. parlament wydawał się zdolny do wyłonienia stabilnej większości, mogącej utworzyć rząd składający się z koalicji PSL „Piast” oraz stronnictw wchodzących w skład Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej (Związek Ludowo-Narodowy, Chrześcijańska Demokracja i Stronnictwo Chrześcijańsko-Narodowe).

Pierwszym symptomem świadczącym o możliwości takiego scenariusza był wybór marszałków Sejmu i Senatu, którymi odpowiednio obrani zostali Maciej Rataj z „Piasta” oraz Wojciech Trąmpczyński z ZLN-u.

Wydarzenia pierwszej połowy grudnia 1922 roku przerwały jednak rozpoczętą w ten sposób współpracę pomiędzy ludowcami a obozem narodowym. O bezpośrednim przebiegu wyboru Prezydenta tak pisał w swojej historii Polski dwudziestolecia międzywojennego związany z obozem narodowym historyk Władysław Konopczyński:

„Prawica wysilała się, by utrzymać wspólny front z Witosem. Daremnie. Zgromadzenie Narodowe [9 grudnia 1922 r.] odbyło pięć głosowań. Kandydat prawicy Maurycy Zamoyski miał zrazu względną większość, ale gdy odpadły kolejno kandydatury prof. Baudouin de Courtenay i Wojciechowskiego (którego zlecił Piłsudski) skupiły się wota lewicy, centrum i mniejszości na osobie Gabriela Narutowicza, wysuniętego przez Wyzwolenie i przez masonerię” (W. Konopczyński, „Historia polityczna Polski 1914-1939”, Warszawa 1995).

Wybór Narutowicza, o którym zadecydowały głosy „piastowców”, wywołał niezadowolenie posłów prawicy oraz ich zwolenników.

Stanisław Grabski, jeden z ówczesnych liderów obozu narodowego w parlamencie, opisując w swoich „Pamiętnikach” reakcję warszawskiej ulicy na wybór Narutowicza na urząd Prezydenta, pisał:

„Gdy rozeszła się po Warszawie wieść, że o wyborze prezydenta Rzeczypospolitej zdecydowali niepolscy i kryjący się z nieprzyjaznym do Polski stosunkiem posłowie i senatorowie ukraińscy, białoruscy, żydowscy i niemieccy, dając swoje poparcie kandydatowi, za którym mniejszość polskich członków Sejmu i Senatu się oświadczyła – powstało w całej niemal patriotycznej opinii stolicy, a szczególnie wśród młodzieży uniwersyteckiej i wyższych klas gimnazjalnych, silne wzburzenie. Polskie warszawskie mieszczaństwo wraz z inteligencją zawodowo pracującą w olbrzymiej swej większości głosowało podczas wyborów parlamentarnych 1922 roku na listę Chrześcijańskiej Jedności Narodowej (…) Gdy zaś naród polski nie dostał z czyjejś łaski, ale sam sobie wywalczył granice swego państwa – to rządzić Polską i decydować o najwyższych sprawach państwowego jej życia powinien on sam. Tak czuł i rozumował przeciętny warszawiak. Odczuł on jako bolesną prowokację swej godności narodowej, że o osobie głowy państwa zdecydowała nie większość przedstawicieli polskiego narodu, ale poparcie udzielone mniejszości ich przez zorganizowany i kierowany przez syjonistów blok mniejszości narodowych” (S. Grabski, „Pamiętniki”, t. II, Warszawa 1989).

Atmosferę towarzyszącą wyborowi Narutowicza świetnie oddaje film „Śmierć prezydenta” w reżyserii Jerzego Kawalerowicza z sugestywną rolą Marka Walczewskiego jako Eligiusza Niewiadomskiego.

Niewiadomski

Kim był człowiek, który zdecydował się na niespotykany w dotychczasowej historii Polski krok, jakie też związki łączyły go z obozem wszechpolskim? W stanowiącym nieocenione źródło opisywanej epoki „Pamiętniku”, Stanisław Kozicki, jeden z ówczesnych liderów Narodowej Demokracji, pisał:

„Oskarżając nas o to, że byliśmy sprawcami śmierci Narutowicza, mogli przeciwnicy nasi nawiązywać do faktu, że Eligiusz Niewiadomski przed pierwszą wojną światową należał do Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego, a nawet do Ligi Narodowej. Poznałem go był w roku 1902 w tym charakterze. Należeli też do Ligi jego starszy brat i siostra Cecylia. Był to człowiek bardzo prawy, lojalny, energiczny i odważny; miał przy tym bardzo gwałtowny temperament i był zawsze zwolennikiem środków radykalnych. Gdy się zaczęły działania polityczne poprzedzające wojnę, Niewiadomski stał się zwolennikiem organizowania sił zbrojnych polskich i przez to zbliżył się do ideologii Piłsudskiego. Odsunął się wówczas od Demokracji Narodowej i wystąpił z Ligi” (S. Kozicki, „Pamiętnik 1876-1939”, opracowanie M. Mroczko, Słupsk 2009).

Nieco światła na osobę Niewiadomskiego rzuca także opublikowany w zeszłym roku na łamach „Rzeczpospolitej” („Rz” z 17-18. 12. 2011) artykuł Agnieszki Rybak, zatytułowany „Chory na Polskę”, w którym autorka wykorzystała materiały rodzinne, w tym opracowania Andrzeja Prus-Niewiadomskiego, wnuka brata Eligiusza:

„Największy (…) wpływ na Eligiusza miał jego starszy brat Roman, inżynier kolejnictwa i działacz endecji. Zarobił pieniądze przy budowie kolei riazańsko-uralskich, po powrocie do Polski zaś założył własne przedsiębiorstwo (…) Zakładał Ligę Narodową i Stronnictwo Demokracji Narodowej, wspomagał te organizacje finansowo, uczestniczył w akcji przerzucania czasopism i broszur polskich z Galicji do Królestwa. Eligiusz, zwany Elkiem, również konspirował, szmuglując zakazane gazety. W niepublikowanych do tej pory wspomnieniach Cecylia Niewiadomska pisze o działalności wychowanka: «W krótkim czasie nabył zręczności i pewności siebie, nauczył się różnych sposobów, a przytomność umysłu zażegnywała nieraz katastrofę» (…) Za działalność konspiracyjną Eligiusz trafił zresztą do Cytadeli. Władze wypuściły go jednak po kilku miesiącach z braku dowodów winy. Małżeństwo z Natalią de Tilly położyło kres jego działalności politycznej (…) Dla Natalii Eligiusz porzucił Ligę Narodową i na wiele lat zrezygnował z polityki (…) W czasie wojny Niewiadomski sympatyzuje z Piłsudskim. Dopiero z czasem przychodzi rozczarowanie Naczelnym Wodzem”. Legenda Piłsudskiego nie pozostawała jednak bez wpływu na dalszą postawę Niewiadomskiego, w pisanych tuż po procesie sądowym „Kartkach z więzienia” niedwuznacznie wyznawał: „…bliżsi mi są duchem ci wyznawcy człowieka, którego działalność potępiam, aniżeli te zimne, bezkrwiste ślimaki, którzy mówią to, co jest niby pokrewne moim myślom” (cyt. za: P. Pleskot, „Niewiadomski zabić prezydenta”).

Ciekawy rys na temat poglądów politycznych Niewiadomskiego stanowi wspomnienie malarza Jana Skotnickiego, który był kolegą przyszłego zamachowca w czasie jego pracy w Ministerstwie Kultury i Sztuki:

“Na kartach pamiętników Skotnicki uznaje Niewiadomskiego «za typowy produkt wychowania carskich szkół. Niewiadomski, jak wielu wychowanków tych szkół, a szczególnie uniwersytetów, był przepojony duchem nielegalnej literatury końca zeszłego stulecia, mentalnością ówczesnych rosyjskich zamachowców i ich pryncypialnością. Ta pryncypialność była głównym źródłem jego radykalizmu.

Szaleniec

Że znalazł się on w obozie narodowym, to przypadek. Chwilowe, taktyczne hasła tego obozu przyjmował jako istotne wyznanie wiary. Niewiadomski w każdej partii byłby krańcowym radykałem. Nie próbował zgłębiać programów, pociągała go raczej ich jaskrawość. Stąd wypływało jego oderwanie od rzeczywistości, a także pozerstwo i deklamatorstwo».” (P. Pleskot, „Niewiadomski zabić prezydenta”).

W podobnym duchu, sprzeciwiając się przypisywaniu Niewiadomskiego endecji, wypowiadał się, co może nieco dziwić, na łamach „Myśli Narodowej” jeden z najbardziej wyrazistych publicystów narodowych – Adolf Nowaczyński:

„Szaleniec, który popełnił potworne zabójstwo na osobie pierwszego prezydenta Rzeczypospolitej, najgorszą przysługę, najstraszliwszą krzywdę wyrządził tej idei i temu obozowi, któremu w momencie zaćmienia wszystkich władz umysłowych mógł przypuszczać, że działa na rękę. Odpowiedzialność za obłędny krok desperata nie tylko nie spada na żaden obóz polityczny, ale żaden obóz polityczny, ale żaden obóz polityczny nie może i nie ma prawa ani chwili, w jak najmniejszym stopniu, z tą bezmyślną zbrodnią się solidaryzować lub w jakikolwiek sposób psychologicznie ją w sensie usprawiedliwienia tłumaczyć” (cyt. za: „Z bojów Adolfa Nowaczyńskiego. Wybór źródeł. Tom I”, pod red. A. Mellera i S. Kosiorowskiego, Warszawa 2012).

Jak do opisywanych wydarzeń i do samej osoby zamachowca odnosiła się sama Narodowa Demokracja? W opublikowanym na łamach „Dziejów Najnowszych” artykule, zatytułowanym „Media endeckie wobec wyboru i śmierci pierwszego prezydenta RP Gabriela Narutowicza”, Mariusz Mazur w następujący sposób pisze o reakcji prasy narodowej na opisywane wydarzenia:

„Fala publikacji, jakie pojawiły się w prasie narodowej w związku z wyborem, a następnie zamordowaniem pierwszego prezydenta Rzeczypospolitej, wypełnia wszelkie warunki, by użyć wobec niej miana kampanii propagandowej, a w zasadzie nawet dwóch kolejnych kampanii. Pierwsza dotyczyła wyboru i zamordowania Narutowicza, druga była jej konsekwencją i próbowała zbudować podstawy kultu Niewiadomskiego (…) Prasa narodowa najpierw potępiała wybór, potem czyn, czyli zbrodnię, wreszcie efekt, nigdy osobę zamachowca. Początkowo odcinała się od niego, z czasem wzrastać zaczęło poszukiwanie zrozumienia dla jego czynu, choć nie odnajdziemy nigdzie poparcia wyrażonego wprost” („DN” nr 2/2010).

Kłopot z kultem

Z kolei Janusz Faryś w biografii Stanisława Strońskiego (w filmie Kawalerowicza doskonała kreacja Włodzimierza Saara) pisze o postępującym w łonie endecji zrozumieniu dla czynu zamachowca:

„Bezpośrednio po wyborze Wojciechowskiego prasa prawicowa, w tym Stroński, rozwinęła akcję w obronie Niewiadomskiego. Starała się wykazać, że działał samotnie, przyświecały mu szlachetne pobudki, a czyn jego traktowała jako ofiarę, «… która może stanie się w tym smutnym zdarzeniu i wśród zła dokonanego ziarnem uszlachetniającym umysły i serca…». Stawiała przy tym na jednej płaszczyźnie Narutowicza i Niewiadomskiego. Szybko ustał czas zakłopotania, nastał zaś czas kreowania nowego «bohatera» obozu narodowego. Stroński w tworzeniu kultu Niewiadomskiego odgrywał rolę pierwszoplanową” (J. Faryś, „Stanisław Stroński. Biografia polityczna do 1939 roku”, Szczecin 1990).

W następujący zaś sposób reakcje Wielkopolan na wiadomość o czynie Niewiadomskiego relacjonował w swoich wspomnieniach Wojciech Wasiutyński: „Zabójstwo Narutowicza zostało przyjęte z satysfakcją. Powiadano, że nasz kasztelan (woźny) pierwszy się dowiedział na mieście i pobiegł do dyrektora Molendy, a ten z radości dał mu pół funta kiełbasy. W witrynach niektórych składów (sklepów) ukazały się fotografie Niewiadomskiego. Wszyscy, którzy byli za Niemcami w czasie wojny, uważani byli za wrogów Poznania” (W. Wasiutyński, „Prawą stroną labiryntu”, Gdańsk 1996).

Warto wspomnieć, że swoisty „kult Niewiadomskiego” miał w obozie narodowym dość istotnego protektora w postaci samego Romana Dmowskiego. W swoim „Diariuszu” Jerzy Drobnik, jeden z przedwojennych liderów młodzieży narodowej, pisał:
„Uderzyło mnie dowodzenie Dmowskiego, iż z Niewiadomskiego, zabójcy prezydenta, należy powoli zacząć robić bohatera narodowego” (cyt. za: Z. Lenarczyk, „Jerzy Drobnik. Między dziennikarstwem a polityką”, Poznań 2001).

Dmowski miał zresztą żywić nieskrywany żal do przedstawicieli prasy endeckiej za małostkowość i kunktatorstwo wykazane w stosunku do osoby Niewiadomskiego.

Zachowanie redaktora „Gazety Warszawskiej” – Zygmunta Wasilewskiego, klasyfikował wręcz, jak pisał Krzysztof Kawalec w biografii Dmowskiego, „jako tchórzostwo”. Swoista sława, która otaczała Niewiadomskiego w obozie narodowym, jak pisze w cytowanym już artykule Agnieszka Rybak, spłynęła na jego zięcia – Aleksandra Demidowicz-Demideckiego, jednego z przywódców Młodzieży Wszechpolskiej i OWP, będącego nomen omen synem Konstantego Demidowicza – działacza PPS i piłsudczyka, który współorganizował ucieczkę Piłsudskiego ze szpitala psychiatrycznego w Petersburgu.

Prowokacja „dwójki”?

Przez wiele lat sprawę zamachu na Narutowicza badał także jeden z najwybitniejszych ideologów obozu narodowego – Jędrzej Giertych. O ile w wydanej jeszcze przed wojną pracy, w której pisał: „Zamach ten ściągnął natomiast oburzenie szerokiego ogółu na obóz narodowy, do którego szeregów sprawca zamachu się zaliczał” (J. Giertych, „Tragizm losów Polski”, Pelplin bdw), skłonny był jeszcze zaliczać Niewiadomskiego, jak to wówczas powszechnie czyniono, do obozu narodowego, wpisując tym samym jego czyn „na konto” endecji, o tyle w jednej z ostatnich prac, wydanej w latach 80. ub. wieku historii Polski, Giertych nie wiązał już w żaden sposób osoby sprawcy zamachu z obozem narodowym: „żaden ślad porozumienia czy wtajemniczenia między Niewiadomskim a ośrodkami politycznymi narodowymi nie został ani współcześnie, ani w ciągu następnych z górą 60 lat wykryty” (J. Giertych, „Tysiąc lat historii polskiego narodu”, t. III, Londyn 1986).

W miarę zaś docierania do nowych faktów i relacji, w tym przede wszystkim gen. Józefa Hallera i ks. Feliksa Bolta, który, na kilka godzin przed jego dokonaniem, miał się przypadkowo dowiedzieć o planowanym zamachu, Giertych doszedł jednak do przekonania, że cała rzecz była dziełem zakonspirowanych w wojsku i policji stronników Piłsudskiego.

W kolejnej ze swoich powojennych prac narodowy publicysta pisał:

„Plan zamachowców był bardzo prosty: z powodu śmierci Narutowicza, spowodowanej przez «endeka» pojawi się w Warszawie, na znak oburzenia i protestu wielka manifestacja robotników socjalistycznych. Od manifestacji tej odłączy się przygotowana zawczasu bojówka, złożona z takich socjalistów, którzy byli w istocie członkami konspiracji piłsudczykowskiej i odwiedzi mieszkania polityków, zwłaszcza posłów sejmowych, narodowych i pokrewnych, wedle długiej dawno przygotowanej listy i wszystkich ich wymorduje. Wywoła to kilkudniowy okres anarchii i bezprawia. Wtedy Piłsudski stanie na czele wojska i ogłaszając się dyktatorem, jako czynnik rzekomo neutralny w sporach między partią socjalistyczną a polityczną prawicą, przywróci porządek (…) Do takiego toku wydarzeń potrzeba był tylko jednego: by Narutowicz został zamordowany. I to zamordowany koniecznie przez «endeka». Taki «endek» został znaleziony. Nie był on członkiem żadnej «endeckiej» organizacji, ale znany był z tego, że miał «endeckie» poglądy. A był dość niezrównoważony i nieodpowiedzialny, a na swój sposób odważny. Był on byłym urzędnikiem Oddziału II Sztabu «Dwójki», a więc ludzie z obozu piłsudczykowskiego znali go i mieli do niego łatwy dostęp. To nie «endecy», to ludzie z obozu Piłsudskiego namówili go do tego, by się dołączył w sposób czynny do protestu przeciwko obraniu w Polsce głowy państwa przez Niemców, Żydów i separatystów ukraińskich oraz polską lewicową mniejszość, wbrew woli polskiej większości – i by swój protest poparł zabiciem niefortunnego wybrańca” (J. Giertych, „O Piłsudskim”, Krzeszowice 2011).

Tak zarysowanemu scenariuszowi zapobiegł, zdaniem Giertycha, jedynie sprzeciw posłów socjalistycznych dla planów rzezi narodowców. Warto zwrócić uwagę, że faktu istnienia podobnych planów nie neguje też autor wspominanej już najnowszej biografii Niewiadomskiego.

Pytania pozostają…

Jeżeli fakty i scenariusz podane przez Giertycha są zgodne z prawdą, to zabójstwo Gabriela Narutowicza byłoby kolejnym czynem obciążającym zarówno samego Józefa Piłsudskiego, jak i cały obóz polityczny, któremu przewodził. Bez względu jednak na ewentualną inspirację stojącą za zamachem, faktem pozostaje, że Niewiadomski był człowiekiem autentycznie przeświadczonym o zgubnej dla Polski roli Piłsudskiego, którego oskarżał o wszystkie patologie odrodzonej Polski, w tym destabilizację i oddanie państwa „obcym potencjom”, jak wówczas pisano.

Na procesie Niewiadomski wyznał, że to Piłsudski był pierwotnie celem planowanego zamachu (od takiego planu Niewiadomski jednak odstąpił na wieść o rezygnacji przez Piłsudskiego z zamiaru kandydowania na urząd prezydenta), podkreślając przy tym, iż personalnie Narutowicz nie był jego wrogiem, a jedynie symbolem stosunków narzuconych przez wrogie Polsce mniejszości narodowe i Piłsudskiego (późniejszy minister spraw zagranicznych August Zaleski miał w reakcji na zabójstwo Narutowicza powiedzieć do jednego z dyplomatów: „Że też te pańskie endeki (!) zabiły tak porządnego człowieka jak Narutowicz, a nie tego dziada Piłsudasa”, „Jana Drohojowskiego wspomnienia dyplomatyczne”, Warszawa 1959).

Ostatnie słowa wypowiedziane przez Niewiadomskiego tuż przed egzekucją miały wedle prasowych relacji brzmieć: „Umieram za Polskę, którą gubi Piłsudski”.

Z drugiej jednak strony, ferując dziś wyroki, warto pamiętać, że paradoksalnie artysta pozostawał pod znacznym wpływem osoby Józefa Piłsudskiego, symbolizującej, jego zdaniem, „moc twórczą” narodu, jednostkę zdolną do wielkich czynów i poświęceń (daje temu wyraz w cytowanych „Kartkach z więzienia”).
Planowany na Piłsudskiego zamach, którego ofiarą padł w ostateczności Gabriel Narutowicz, był z tego punktu widzenia wyrazem rozczarowania osobą Naczelnika Państwa, efektem zawiedzionych nadziei, jakie wobec jego osoby żywił Niewiadomski. Obserwowane zaś w późniejszym okresie znamiona kultu wobec osoby malarza, widoczne w środowiskach narodowych, nieobce także i jej liderom, można z jednej strony odczytywać jako uleganie nastrojom „partyjnych dołów”, z drugiej zaś jako konsekwencję wcześniej zajmowanego stanowiska.
Za: http://marucha.wordpress.com/2012/12/16/umieram-za-polske-ktora-gubi-pilsudski/#comment-217259
_________________
http://www.youtube.com/user/MareczekX5?feature=mhee



http://praca-za-prace.iq24.pl/default.asp

Przejdz do góry stronyStrona: 1 / 1    strony: [1]

  << Pierwsza      < Poprzednia      Następna >     Ostatnia >>  

HOME » HISTORIA » ELIGIUSZ NIEWIADOMSKI - DLA WAS ZBRODNIARZ, DLA NAS BOHATER!

Aby pisac na forum musisz sie zalogować !!!

randki | własny sklep internetowy | promocje | CyberCiekawostki | darmowe forum | sklepy
opinie, testy, oceny | katalog stron | toplsta

<

Gada teraz:
Dodatki na bloga