GRY



NOWE POSTY | NOWE TEMATY | POPULARNE | STAT | RSS | KONTAKT | REJESTRACJA | Login: Hasło: rss dla

HOME » HISTORIA » POWRÓT DO POZYTYWIZMU

Przejdz do dołu stronyStrona: 1 / 1    strony: [1]

Powrót do pozytywizmu

  
marcus
17.06.2014 21:33:35
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)



Grupa: Użytkownik

Posty: 2110 #1867962
Od: 2014-5-4

Stanisław Szczepanowski
„Na naszych oczach historia przyspieszyła” – obwieścił dramatycznie polski minister spraw zagranicznych, rozpoczynając swoje doroczne sejmowe exposé. W praktyce chodziło mu w tym efekciarskim zwrocie o postraszenie Sejmu Rosją, żeby zmobilizować posłów do popierania polityki rządu.

Jeżeli zatem wierzyć Radosławowi Sikorskiemu, możemy oto obserwować z bliska potężne i groźne wstrząsy, które zmieniają dotychczasowe oblicze świata; czujemy pod stopami ruchy tektoniczne w międzynarodowym układzie sił. Szkopuł w tym, że wystarczy spojrzeć na położenie Polski, a nie Krymu czy Ukrainy, by przekonać się, że nic takiego nie następuje.

Polityczna tektonika gdzieś za naszymi wschodnimi granicami nie zagraża w żaden sposób naszemu tkwieniu w okowach North Atlantic Terrorist Organisation i równie szkodliwej Unii Europejskiej, ani też naszej jednostronnej zależności gospodarczej od Niemiec. Położenie naszego państwa jest, póki co, całkowicie „stabilne”. Inaczej mówiąc, panuje w nim i nad nim zatęchła, obezwładniająca „atmosfera bagna”, której nie rozwiewa bynajmniej obudzony nagle wiatr Historii.

Rewolucji nie będzie

Pozbawiona samodzielnej polityki zagranicznej, z gospodarką sukcesywnie redukowaną do podwykonawstwa, zdemontowaną armią, społeczeństwem bombardowanym ideologią permisywizmu oraz ilustrującą go spornografizowaną „rozrywką” i „reklamą”, drenowana rosnącą emigracją, z młodzieżą obracaną w coraz gorszych matołów przez kolejne niewydarzone reformy edukacyjne – Polska wydaje się skazana na powolne zgnicie.

Najgorsze zaś, że w społeczeństwie towarzyszy temu zrezygnowane lub aprobatywne poczucie stabilizacji: przeświadczenie, że tak ma być, a w każdym razie nie ma żadnej alternatywy. Obóz zdrady narodowej tryumfuje, jego prominenci wykrzywiają nalane gęby do kamer w uśmiechu sytych, nażartych małp. Nikt nie podejmuje kontestacji, bo uboższych całkowicie pochłania walka o chleb, a zamożniejszych walka o modniejsze gadżety.

Potencjalne zaplecze społeczne buntu woli raczej wyjechać na Zachód na zmywak albo zbierać truskawki. Nie ma też w Polsce żadnej siły politycznej, która chciałaby nim pokierować. W świetle dostępnych przewidywań trudno się spodziewać, by w najbliższej przyszłości miały nastąpić jakieś zasadnicze zmiany w zastygłym układzie sił wewnątrz naszego państwa i w jego otoczeniu.

Nie nastawiajmy się więc – na przykład pod wrażeniem wydarzeń na Węgrzech w 2006 r. czy obecnej sytuacji na Ukrainie – na barykady i miejską partyzantkę; nie oczekujmy dzień po dniu rewolucji narodowej czy społecznej i ucieczki zdradzieckich elit tylko po to, żeby w końcu znudzić i rozczarować się czekaniem. Miejmy w pamięci słowa Oswalda Spenglera: „Optymizm jest tchórzostwem”. Na bagnie nie wybuchnie pożar, bo bagno jest niepalne.

Ale czy to daje nam powód, by opuścić ręce i zamknąć się w ciasnym kręgu czysto prywatnych spraw? Nie.

W czasach politycznego bezruchu i martwoty, ucieczki jednostek w egoizm, bezmyślnej konsumpcji jednych, a społecznej degradacji i strachu o własną egzystencję innych – trzeba na nowo odczytać dziedzictwo polskiego pozytywizmu, powrócić do idei „pracy organicznej” i „pracy u podstaw”. Nie należy przy tym kojarzyć pozytywizmu z epoką przyziemnych myśli i wyjałowienia z wielkich idei, jak bywa on portretowany w szkolnych podręcznikach. Akurat polski pozytywizm był znacznie bardziej nasycony pierwiastkami wspólnotowymi i narodowymi, niż pozytywizm zachodni. Pozytywizm Adama Wiślickiego, Henryka Sienkiewicza, Bolesława Prusa, Aleksandra Świętochowskiego, Adama Mahrburga w o wiele większym stopniu przechował w sobie spuściznę polskiego Romantyzmu, niż skłonni są to zauważać i przyznać powielacze podręcznikowych schematów.

Nie przez przypadek pojęcie „pracy organicznej” wymyślił jeden z największych romantycznych mesjanistów, hrabia August Cieszkowski; nie przez przypadek pojawiały się takie postacie, jak inny mesjanista, „romantyk pozytywizmu” Stanisław Szczepanowski (na zdjęciu), w którego ideach dwie przeciwstawne ponoć epoki zlały się w jedno. Jakich wskazówek udziela nam dawny pozytywizm na dziś?

Największym osiągnięciem liberalizmu w polityce, kulturze i gospodarce jest kompletne zdruzgotanie wszelkich więzi społecznych. „Burżuazja tam, gdzie doszła do władzy, zburzyła wszystkie patriarchalne, idylliczne stosunki (…) i nie pozostawiła między ludźmi żadnego innego węzła prócz nagiego interesu” – podsumowali celnie Marks i Engels. Efektem jest wszechogarniająca bierność społeczna, brak organizacji życia zbiorowego i brak kolektywnego wpływu na rozstrzygnięcia publiczne, ponieważ wszyscy są zajęci sobą i nikt nie chce spoglądać poza czubek własnego nosa (czy brzeg swojej szklanki piwa). Przeorani przez liberalizm, zamiast zbiorowością, całością społeczną, staliśmy się bezładną kupą niepowiązanych ze sobą atomów. Dlatego nie miej do swoich rodaków pretensji, że nie chcą się przebudzić.

Społeczeństwo samo z tej bierności nie wyjdzie. Nie marnuj więc czasu. „Iluż to jest ludzi, którzy czekają na rewolucję jutra, zamiast robić dzisiaj rewolucję nieustającą” – kręcił głową Roman Dmowski przed stu dwudziestu laty. Nie czekaj, aż „coś” się stanie, aż „coś” samo się zmieni. Nie czekaj, aż wiatr Historii sam powieje. Nie czekaj na wstrząs nie wiadomo skąd. „Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia.” (2 Kor 6,2). Skoro na razie próżno wyglądać zmiany systemowej, rozpocznij pracę nad wprowadzaniem w życie społeczne, kulturalne czy gospodarcze wycinkowych, ale pożądanych zmian, przesuwających jego wzór w kierunku nieliberalnym, a bardziej wspólnotowym. Koniecznie działaj z innymi.

By osiągnąć konkretne wyniki, nie musisz przy tym dysponować armią zwolenników czy współpracowników, zwłaszcza na początku, toteż nie zniechęcaj się jej brakiem. Praca u podstaw wymaga czasu. Miej w pamięci mądrość Kazimierza Brodzińskiego: „Czyń każdy w swoim kółku, co każe Duch Boży, a całość sama się złoży”. Niech przyświeca ci filozofia życiowa „małego pozytywizmu”, wyrażona w utworach Wojciecha Młynarskiego. „Róbmy swoje, róbmy swoje, może to coś da? Kto wie?”

Swoje – czyli co?

Na przykład: włącz się w działalność organizacji pro-obronnych; w ruchy ochrony lokalnych tradycji i krajobrazu; w niekomercyjne formy handlu; w organizację życia religijnego swojej parafii; w dzieła pomocy ubogim rodakom; w protesty społeczne przeciw budowie hipermarketów, przeciw lichwiarskim działaniom banków i para-banków, przeciw kasowaniu instytucji użyteczności publicznej, przeciw łamaniu i obchodzeniu praw pracowniczych w naszym kraju.

Jeżeli nie masz własnych pomysłów, szukaj informacji o inicjatywach wymyślonych przez innych i wybierz najbardziej wartościowe z nich. Wokół jest tysiąc możliwości, więc będzie naprawdę dziwne, jeżeli ich nie wykorzystasz. I ty się jeszcze pytasz, co robić?

Nie angażuj się jednak w byle co. Nie walcz z nieistniejącą „komuną”, wyobrażając sobie, że zmieniasz świat na lepsze. Nie przebieraj się w kostiumy „żołnierzy wyklętych” albo średniowiecznych rycerzy, wyobrażając sobie, że „strzeżesz płomienia tradycji”. Wokół są prawdziwe problemy; wokół ludzie twojej krwi i twojej wiary czekają na pomoc.

Nie trać czasu na zabawę w „metapolitykę”

Bo „działalność metapolityczna” to oksymoron. Prawdę mówiąc, lepiej zrobisz, jeśli zamiast w teorii bronić „solarnej Tradycji” albo innych „imponderabiliów”, zajmiesz się w praktyce obroną tradycyjnego wyrobu wędlin przed zakusami Unii Europejskiej.

Praca koncepcyjna jest ci potrzebna o tyle, o ile rodzi programy i plany konkretnych działań. Jak w faszystowskiej filozofii Giovanniego Gentile, „myśl i czyn” muszą stać się jednością, zgodnie z zasadą „sformułowane i wykonane”. Osobowy ideał, jaki powinieneś realizować, to Mosleyowski thought-deed man, któremu myśl służy wyłącznie do tego, by wcielać ją w życie. Zwalczaj w sobie nawyk snucia doktrynalnych dywagacji jako substytutu rzeczywistego działania.

Nie popadaj w poczucie, że skoro wokół nie widać barykad ani płomieni, to zajmujesz się rzeczami małymi i przyziemnymi. „W tej zaś bezorężnej walce, jaką toczyć mamy, pobudką i otuchą niech będzie wielkość idei, wielkość celu” – pisał w okresie popowstaniowych obrachunków hrabia Stanisław Tarnowski.

Przykładaj się do tego, co robisz. Miej świadomość, że w ten sposób walczysz ze złem. Jesteś żołnierzem na wojnie o wielu frontach. Wypędzasz demony ze swojej ziemi, piędź po piędzi. Jak średniowieczny mnich benedyktyn: nie wywijając mieczem, lecz codzienną, wytrwałą pracą. Ora et labora. Tylko od ciebie zależy, czy idea polska ucieleśni się w tobie i będzie pracować twoimi rękami.

Traktuj swoją działalność jako po części przygotowawczą. Nowy pozytywizm nie jest programem na wieczność. Jeżeli pewnego dnia w kraju pojawi się autentyczny ruch sprzeciwu wobec neokolonialnego statusu Polski, jej liberalnej gospodarki i lokajskiej polityki zagranicznej, nie odmawiaj mu poparcia politycznego ani finansowego; wesprzyj go też swoim udziałem.

Pamiętaj: żadna koniunktura w polityce międzynarodowej czy wewnętrznej nie trwa w nieskończoność. Być może i my doczekamy się wreszcie powrotu możliwości przemian systemowych.

Adam Danek
Myśl Polska, nr 25-26 (22-29.06.2014)
http://mysl-polska.pl
Share this:
  
Electra22.06.2017 14:03:01
poziom 5

oczka

Przejdz do góry stronyStrona: 1 / 1    strony: [1]

  << Pierwsza      < Poprzednia      Następna >     Ostatnia >>  

HOME » HISTORIA » POWRÓT DO POZYTYWIZMU

Aby pisac na forum musisz sie zalogować !!!

randki | własny sklep internetowy | promocje | darmowe aliasy | CyberCiekawostki | darmowe forum | sklepy
opinie, testy, oceny | katalog stron | toplsta

<

Gada teraz:
Dodatki na bloga