Ukraina-ukryte fakty
Poradnik zagubionego skauta

Anonimowi bojownicy narodowej rewolucji toczonej zza klawiatury komputera przeżyli prawdziwy ewolucyjny skok. Jak pamięta każdy, kto w ostatnich miesiącach śledził wydarzenia na Ukrainie i komentarze do nich, początkowo ulegli oni fascynacji ruchem Prawy Sektor.

Jej przyczyny są łatwe do wytłumaczenia – wystarczyło parę sloganów o „rewolucji narodowej” (czymkolwiek miałaby ona być) i machanie szmatkami ze skompromitowanymi (w terminologii omawianej grupy – „wyklętymi”) symbolami w rodzaju wilczego haka, tottenkopfu czy dwóch run Sig, by dziarscy bojownicy Trzeciej Drogi biegnącej między nieokreślonymi biegunami zaczęli się ślinić niczym psy Pawłowa.

Ich podniecenie nieco zmalało, gdy okazało się, że nowi idole snują plany współpracy swego kraju z NATO i chcą ułatwić rodakom wyjazdy „na zmywak”. Jedyni prawdziwi nacjonaliści poszli zatem po rozum do głowy i zmienili taktykę. Zamiast lansować Jarosza czy odcinającą się od radykalizmu panienkę strzelającą sobie fotki z flagą modelowej organizacji skautowskiej (jak lord Baden-Powell określił niegdyś Hitlerjugend), skupili się na przedstawianiu wrogów ukraińskiej rewolucji i całej ludzkości (przynajmniej jej białej części). Tu już zabrakło im inwencji. Na wroga standardowo nominowano Żydów. [Wszyscy się uwzięli na Żydów. Zawsze i wszędzie. Bez najmniejszego powodu - ]

Pewną nowością jest jednak zidentyfikowanie nowej marionetki w ich rękach. Jest nią prezydent Federacji Rosyjskiej Władymir Putin. Czym zawinił? Zapowiedział ustanowienie „gorącej linii” między Kremlem a Tel-Awiwem. Podpisał także ustawę penalizującą wychwalanie faszyzmu.

To jednak nie koniec „zdrady rasy” na Wschodzie. Pojawiły się informacje dotyczące udziału batalionu Aliya w walkach w Donbasie. Co gorsza, spora część Rosjan także jest częścią światowego spisku, chcieliby oni bowiem przywrócenia Wołgogradowi nazwy Stalingrad.

Podobno nie należy nobilitować głupoty poprzez polemizowanie z nią. Uczyńmy jednak wyjątek od tej reguły i odnieśmy się metodycznie do zarzutów internetowych krzykaczy. Zacznijmy od Putina. Kwestię rosyjskiego antyfaszyzmu zostały już przeanalizowane w publikowanych na Xportalu tekstach, do których odsyłam zainteresowanych czytelników [i].

Co jednak zrobić w sprawie kontaktów Putina z Izraelem? Odpowiadamy: spojrzeć z perspektywy szerszej niż przekątna monitora. Izrael jest państwem. Posiada siły zbrojne i broń atomową. Jest położony w miejscu istotnym strategicznie i funkcjonuje w nim jako czołowy sojusznik Stanów Zjednoczonych. Bohaterowie niniejszego tekstu nie zmienią tego, choćby całymi dniami z heroicznym wysiłkiem wystukiwali na klawiaturach klątwy we wszystkich znanych sobie językach.

Putin nie może traktować go jak powietrza. Dlaczego? Ponieważ w odróżnieniu od wspomnianych anonimów posiada władzę w państwie, które może dążyć do wzmocnienia swojej znaczącej pozycji na arenie międzynarodowej. To on, a nie środowiska strzegące czystości antykwarycznych doktryn prowadzi politykę na poziomie globalnym.

Wspomniany batalion Aliya być może naprawdę znajduje się w Donbasie [ii]. Oznacza to, że po stronie ludowych republik mogą walczyć Żydzi – weterani armii radzieckiej, którzy potem wyemigrowali na Bliski Wschód. Obrońcy Doniecka, Ługańska i Słowiańska (już nazywanego nowym Stalingradem) nierzadko posługują się sztandarami z sierpem i młotem.

Obecność Żydów i „komunistów” (a może nawet „żydokomuny”?) ma przemawiać przeciwko walczącym republikom. Po drugiej stronie stoją przecież dziarscy chłopcy z ukraińskiej Gwardii Narodowej. Weterani Majdanu, członkowie Prawego Sektora czy Białego Młota, którzy machali porządną, nacjonalistyczną flagą OUN i z upodobaniem zdobili swe tarcze czarnymi słońcami i liczbą 88. Dziś występują np. jako batalion Azow z wilczym hakiem na naszywkach. Tylko batalion Donbas złożony z „prawoseków” i wyposażony za pieniądze Ihora Kołomojskiego, miliardera i przewodniczącego Zjednoczonej Wspólnoty Żydowskiej jest jakby pomijany w galerii bohaterów…

Dochodzimy tu do kolejnego problemu, zasygnalizowanego już wcześniej – całkowitej bezrefleksyjności przy udzielaniu, choćby moralnego, poparcia. Nie ma miejsca na analizę wydarzeń, szerszy, międzynarodowy kontekst. O słuszności decyduje jedynie odczytanie symboli. Nakłada się na to prymitywny trybalizm. Plemię Czerwonej Gwiazdy – wróg. Plemię Swastyki – przyjaciel. Przyjaciel (określany poprzez symbole, których używa) zawsze ma absolutną rację. Wroga trzeba wdeptać w ziemię.

Z problematyką symboli i ich nieumiejętnego odczytania łączy się zarzut odnośnie Stalingradu. Dzielni antykomuniści dostrzegają w nim tylko Stalina. Nie chcą zrozumieć, że dla Rosjan było to zwycięstwo całego narodu. To nie Stalin czy Chruszczow zmusili Niemców i ich sojuszników do cofnięcia się ze Stalingradu. Zrobili to Rosjanie (czy wręcz Ludzie Radzieccy). Płacąc cenę pół miliona istnień ludzkich, odnieśli zwycięstwo. Nie w walce o Wołgograd, lecz właśnie Stalingrad [iii]. Mają prawo je czcić, tak jak Polacy bitwę warszawską.

Jakie wnioski można wysnuć z powyższego tekstu? Nie są one optymistyczne dla współczesnych „faszystów”. Oprócz zdezaktualizowania się ich idei o Trzeciej Drodze (które miały sens, gdy istniały rywalizujące ze sobą bloki kapitalistyczny i komunistyczny) stawiają w centralnym miejscu walkę z komunizmem (równie dobrze można dziś zwalczać Jaćwingów; chyba, że ktoś obawia się imperializmu północnokoreańskiego) i ślepe przywiązanie do dawnych symboli i mitów – wszechpotężnych Żydów [iv] i ich bolszewickich kolaborantów.

Umieją długo, wzniośle i w sposób pozbawiony konkretów mówić o Ideach (zawsze pisanych majuskułą), lecz zupełnie nie potrafią zrozumieć otaczającego ich świata. Zamknięci w bezpiecznej twierdzy nostalgii za „starymi dobrymi czasami”, nie podejmują nawet próby refleksji nad rzeczywistością tu i teraz. Trawestując zniekształcony przez polską prawicę cytat z socjalisty George’a Orwella [v], można zatem stwierdzić, że w ich wykonaniu narodowy rewolucjonizm jest rodzajem fantazji masturbacyjnej, dla której świat faktów nie ma większego znaczenia.

Henryk Wroński

[i] Adam Danek – Walka z „faszyzmem” po rosyjsku
Andrea Virga – Faszyzm i antyfaszyzm. Refleksje na dzień zwycięstwa
[ii] Jeśli przyjmiemy, że udało mu się przekroczyć granicę z Rosją, co wobec obecnej postawy władz tego kraju wcale nie jest oczywiste.
[iii] Warto przypomnieć, że ważną rolę odegrał w niej Konstanty Rokossowski – Polak, marszałek Polski i Związku Radzieckiego.
[iv] Przypis dla najgłupszych: Autor jest świadomy istnienia lobby syjonistycznego i wpływania przez nie na politykę rozmaitych państw. Jest również zwolennikiem istnienia państwa palestyńskiego w wariancie maksymalistycznym. Nie przeszkadza mu to w dostrzeganiu różnicy między polityką prowadzoną przez mocarstwa regionalne i światowe, a „polityką” prowadzoną przez byty internetowe.
[v] Słowa Orwella miały jakoby dotyczyć lewicowości. W rzeczywistości napisał on: “Particularly on the Left, political thought is a sort of masturbation fantasy in which the world of facts hardly matters.”

http://xportal.pl


  PRZEJDŹ NA FORUM