GRY



NOWE POSTY | NOWE TEMATY | POPULARNE | STAT | RSS | KONTAKT | REJESTRACJA | Login: Hasło: rss dla

HOME » KONTROWERSYJNE TEORIE » EUROPEJSKIE MANOWCE

Przejdz do dołu stronyStrona: 1 / 1    strony: [1]

Europejskie manowce

  
marcus
17.08.2014 19:36:39
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)



Grupa: Użytkownik

Posty: 2110 #1919035
Od: 2014-5-4
Ronald Lasecki zaszczycił polemiką mój tekst „Nie jestem Europejczykiem”. Artykuł Ronalda, zatytułowany „Europa nie jest złudzeniem”, porusza przy tym tak wiele zagadnień, że gdybym chciał wdawać się w rozpatrywanie ich wszystkich (np. czy w ogóle istnieje coś takiego, jak „przestrzeń historyczna” albo „przestrzeń kulturowa”), moja odpowiedź straciłaby uchwytny wydźwięk chyba nawet dla jej autora.

Dlatego ograniczę się w niej do kilku zagadnień posiadających znaczenie praktyczne.

Pudrowanie maszkary

W naszej dyskusji o tak zwanej jedności europejskiej trudno uznać za argument przytaczanie poetyckich i bardzo udanych literacko opisów jakiejś wyidealizowanej czy przyszłej Europy – której ani nie ma, ani nic nie zapowiada jej powstania – pióra Aleksandra Dugina, Remigiusza Okraski lub innych, równie znakomitych autorów. To tylko forma retorycznej ucieczki od rzeczywistości. „Zjednoczona Europa” taka, jaka jest – a innej nie będzie – jest projektem czysto lewackim, a mówiąc ściślej, lewicowo-liberalnym. Ideologia lewicowego liberalizmu panuje w niej wszechwładnie i określa realia.

Nie ma tam dla niej żadnej ideowej alternatywy. Jeden z polskich dziennikarzy parę tygodni temu słusznie zauważył, że wszystko jedno, czy nowym przewodniczącym Komisji Europejskiej zostanie socjaldemokrata Martin Schulz, chadek Jean-Claude Juncker czy liberał Guy Verhofstadt, ponieważ mimo deklarowania odmiennych etykietek politycznych w ogóle nie różnią się oni poglądami, w tym na tak kluczowe europejskie kwestie, jak „małżeństwa” homoseksualistów czy aborcja na życzenie. Ronald pisze:

„(…) zatrzymajmy się przy skojarzeniach, jakie u Adama rodzi pojęcie »europejskości«. Kojarzy mu się mianowicie z Danielem Cohn-Benditem (…). No cóż, każdy ma prawo mieć takie skojarzenia, jakie przychodzą mu do głowy. Mnie Europa kojarzy się z Ottonem III, Fryderykiem Barbarossą, Karolem V, von Metternichem, de Maistrem, Nietzschem, Juliusem Evolą, Léonem Degrelle, Asvero Gravellim, Robertem Brasillachem, Pierre Drieu La Rochelle, Francisem Parkerem Yockeyem (…), Jeanem Thiriartem, Tomaszem Gabisiem i wieloma innymi.”

Nie, to bynajmniej nie moje subiektywne skojarzenie; sylwetka Cohn-Bendita pozostaje najzupełniej reprezentatywną wizytówką tego, co niesie nam „zjednoczona Europa”. Twierdzić, że Unia Europejska realizuje pomysły postaci wyliczonych przez Ronalda można by tylko w ramach kiepskiego żartu. (Częściowo zresztą żadna realizacja i tak nie wchodzi w grę, ponieważ pomijając czynnych polityków, byli to myśliciele, czy wręcz literaci, trzymający się w bezpiecznej odległości od właściwej sfery polityki, co pozwoliło im pisać ładnie brzmiące ogólniki i unikać stawiania programów politycznych nadających się do rzeczowej dyskusji.)

Realizuje natomiast pomysły Cohn-Bendita, honorując przy okazji samą jego osobę. Szczególnie znamiennym przykładem wydaje się tu zamykający listę Ronalda p. Tomasz Gabiś. Ten bodaj najbardziej utalentowany polski pisarz polityczny doby III Rzeczypospolitej przez dziesięć lat wieszczył nadejście Imperium Europejskiego. To znaczy: przekonywał, że będąc konserwatystą, można, a nawet trzeba popierać Unię Europejską, ponieważ zgodnie z logiką wielkich procesów historycznych przekształci się ona z czasem w prężne, lśniące, „faszystowskie” imperium w pełnym tego słowa znaczeniu. W ostatnich latach p. Gabiś przyznał publicznie, że się mylił, żadne Imperium Europejskie nie powstanie, a Unia Europejska jest niereformowalna (co dla mniej wyrafinowanych umysłów było jasne od początku).

Europeizacja Polski w Unii sprowadza się do zamiany naszego kraju w kolonię gospodarczą i bombardowania społeczeństwa lewacką ideologią. Jeszcze do tego wrócę. Może lepszym określeniem od europeizacji byłoby w tym przypadku „europejszczenie”, by raz jeszcze odwołać się do Nikołaja Danilewskiego.

Co do europejskości, Ronald broni tego pojęcia jako „realnego stanu świadomości”, ponieważ sporo ludzi wierzy w jej istnienie. Jednak wiara nie czyni automatycznie swego przedmiotu rzeczywistym. To samo można przecież powiedzieć o „zachodniości” lub „cywilizacji judeochrześcijańskiej”: wielu ludzi wierzy w ich istnienie i się z nimi identyfikuje, więc każda z nich stanowi „realny stan świadomości”. Mimo to Ronald nie uważa, by za tymi popularnymi terminami kryła się jakaś rzeczywistość, wyjąwszy ich ładunek ideologiczny.

Pewne zdziwienie budzi fragment:

„Gdy liberałowie w Waszyngtonie i Nowym Jorku, nacjonaliści od Syrii po Birmę, socjaliści od Kuby po Wietnam wciąż nurzają się w bagnie nowoczesności, Europa zrozumiała już kłamstwo modernizmu.”

Mogę jedynie domyślać się w nim wyrazu znanej mi skądinąd fascynacji Ronalda ideologią postmodernizmu. Ta ostatnia niesłusznie uchodzi za zaprzeczenie mody kulturowej zwanej nowoczesnością, czyli modernizmem. Postmodernizm nie stanowi przeciwieństwa modernizmu, lecz jego kontynuację, rozwinięcie do ostatecznych konsekwencji, zradykalizowaną postać. Istotą modernizmu jest bowiem emancypacja i supremacja „jednostki”, czyli krytykowany przez Ronalda indywidualizm. Postmodernizm zaś to indywidualizm posunięty do ekstremum, aż do subiektywizacji wszystkiego, która owocuje hasłami w stylu „wybierz sobie płeć”.

A zatem „zjednoczona Europa” jako przeciwnik nowoczesnego indywidualizmu? A na czym wznosi się jej ideologiczna nadbudowa, jeśli nie na indywidualizmie, kulcie „jednostki”? Czemu, jeśli nie ochronie i promocji rozbestwionego indywidualizmu służy oficjalnie Unia Europejska ze swoją Kartą Praw Podstawowych oraz swoją obecnie przybudówką w postaci Rady Europy i Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu?

Euro-Ameryka

Wiąże się to z kolejną wartą poruszenia sprawą. „Zjednoczona Europa” nie tworzy żadnej alternatywy dla USA jako bieguna ideologicznego i politycznego. Unia Europejska nie odrzuci wzorców amerykańskich, bo sama z nich wyrasta. Nawet krąg żółtych gwiazdek na jej fladze naśladuje krąg z białych gwiazdek widniejący na pierwotnej fladze amerykańskiej Unii.

Paneuropeizm to koncepcja sformułowana i propagowana w XIX wieku przez wolnomularstwo, a jej pierwotna nazwa brzmi znajomo: „Stany Zjednoczone Europy”. W XX wieku koryfeuszami paneuropeizmu także byli masoni: Richard Coudenhove-Kalergi, Aristide Briand, Jean Monnet, a w Polsce zasłużony skądinąd dla sprawy narodowej Aleksander Lednicki – podobnie, jak w masonerii działali wszyscy „ojcowie-założyciele” USA.

Brak różnic między, nazwijmy to, orientacją „atlantycką” a orientacją „europejską” zachodzi nie tylko w sferze symbolicznej i ideologicznej, ale również w sferze praktycznej polityki. Andrzej Waligórski w epoce PRL napisał fraszkę o stosunkach polsko-sowieckich. Wierszyk rozpoczyna się słowami: „Raz ordynarny niedźwiedź kucnąwszy na łące / W dość niewybredny sposób podtarł się zającem.” W dalszej części zając przechwalał się, że „nawiązał współpracę z niedźwiedziem”.

Obraz ten doskonale ilustruje sytuację Polski zarówno w NATO, jak i w Unii Europejskiej. „Współpraca transatlantycka” polega na tym, że wysyłamy naszych żołnierzy na neokolonialne wojny prowadzone przez Amerykę w Jugosławii, Afganistanie czy Iraku. „Współpraca europejska” polega na tym, że wysyłamy naszych żołnierzy na neokolonialne interwencje wojskowe Francji w Mali czy Republice Środkowoafrykańskiej, a funkcjonariuszy naszej Agencji Wywiadu do Mińska, żeby razem z funkcjonariuszami niemieckiej BND organizowali wystąpienia „demokratycznej opozycji” przeciw Aleksandrowi Łukaszence.

Jeżeli Unia Europejska różni się czymś od Ameryki, to tylko jeszcze wyższym poziomem lewactwa.

Gwałtu rety, mordercy!

Nieco więcej uwagi wymaga to, co Ronald wydaje się uznawać za największą zaletę Unii Europejskiej. Pisze mianowicie:

„Nawet gdyby Unia Europejska nie miała osiągnięć innych niż europejski pokój i przywrócenie swobody przemieszczania się po Kontynencie, już samo to wystarczyłoby do jej legitymizacji.”

Nieświadomie powtarza w ten sposób standardową gadkę demoliberalnych polityków, którzy zapewniają do znudzenia, że jeśli Unia Europejska zniknie, to narody Europy zaraz rzucą się na siebie nawzajem i zaczną się zabijać z byle powodu albo nawet zupełnie bez powodu – i dlatego powinniśmy godzić się na wszystkie szkody, jakie przynosi nam dalsze istnienie Unii. Bo bez niej natychmiast nasi sąsiedzi przyjdą i pod drzwiami staną, i nocą kolbami w drzwi załomocą.

Po ten demagogiczny pseudo-argument sięgnął również krytykowany przez Ronalda Radosław Sikorski w szeroko komentowanym odczycie dla Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej wygłoszonym 28 XI 2011 r.: rozpad Unii Europejskiej to nieuchronna nowa wojna w Europie, a jedynym, co może uchronić Unię przed rozpadem, jest „ściślejsza integracja”, czyli oddanie centralnym państwom Unii jeszcze większej władzy nad jej państwami peryferyjnymi, niż mają ją obecnie. (Minister Sikorski jak zwykle uprawiał serwilizm, czy też, według własnych słów, „robił laskę”, tym razem nie Amerykanom, a Niemcom, skądinąd reprezentowanym na jego wykładzie przez ówczesnego ministra spraw zagranicznych Guidona Westerwellego, jawnego pederastę.).

Może najbardziej groteskowym przykładem tej samej retoryki była kampania propagandowa we Francji przed referendum w sprawie tzw. Konstytucji Europejskiej w 2005 r., prowadzona przez francuskich „euroentuzjastów” pod hasłem „Konstytucja Europejska albo powrót III Rzeszy”. Jak wiadomo, postawieni przed takim wyborem Francuzi gremialnie zagłosowali za powrotem III Rzeszy i dlatego bonzowie Unii Europejskiej na kontynencie już nigdy nie dopuścili do poddania unijnego traktatu pod referendum, a kiedy w referendum odrzucili go mieszkańcy Irlandii, zwyczajnie kazali władzom w Dublinie je powtórzyć, a Irlandczykom zagłosować tym razem „za”.

Po pierwsze, gdyby nawet Unia Europejska gwarantowała pokój w Europie, nie byłby to dostateczny powód, by ją popierać lub się jej nie przeciwstawiać. Za pomocą tej samej argumentacji można by przecież bronić NATO. Państwa członkowskie NATO też nie prowadzą wojen ze sobą nawzajem, a jednak Ronald nie sądzi, by samo to wystarczało do legitymizacji Paktu Północnoatlantyckiego.

Po drugie, ów ulubiony argument demoliberalnych polityków jest zwyczajnie nieprawdziwy. Unia Europejska nie jest potrzebna do zachowania pokoju w Europie. Przywołany przez Ronalda (i ministra Sikorskiego w Berlinie) przypadek Jugosławii niczego takiego nie dowodzi, o czym łatwo się przekonać na przykładach byłych państw Układu Warszawskiego i RWPG. Po rozwiązaniu obu tych organizacji w Europie Środkowo-Wschodniej nie zaczęły wybuchać wojny między spierającymi się o różne kwestie państwami. Nie doszło do wojny między Polską a Litwą, Polską a Ukrainą, Polską a Rosją, Słowacją a Węgrami, Węgrami a Rumunią itd. Czechosłowacja rozpadła się na Czechy i Słowację w sposób pokojowy, a nie, powiedzmy, w wyniku zbrojnego powstania Słowaków wywołanego czystkami etnicznymi prowadzonymi przez Czechów. Żadnego z tych faktów nie zawdzięczamy Unii Europejskiej, bo jej tu wówczas nie było.

Po trzecie, demoliberalni politycy starają się podtrzymywać wiarę, że w Unii Europejskiej nie ma konfliktów międzypaństwowych. To nieprawda. Między państwami członkowskimi nadal występują konflikty polityczne i ekonomiczne. Z reguły kończą się wygraną tych państw, które stworzyły i utrzymują Unię Europejską jako swoje narzędzie do eksploatacji innych państw. W Unii na żądanie Komisji Europejskiej zamykamy nasze stocznie i cieszymy się z zaszczytnej pozycji cudzego rynku zbytu, a importujemy tak zaawansowane wyroby, jak śrubki. Ronald pisze:

„Nacjonalistyczną »Europę Wolnych Narodów« widzimy dziś na Ukrainie. Tak właśnie wyglądałaby Europa suwerennych państw narodowych, gdyby obecna Unia się rozpadła. (…). W Europie państw narodowych musielibyśmy znów walczyć o Wilno, Grodno, Śląsk i Pomorze.”

Nie będąc zwolennikiem hasła „Europy Wolnych Narodów”, jestem o tyle zaskoczony, że niedawno sam Ronald w innym artykule* uznał pojawienie się niemieckich „zielonych ludzików” na Śląsku za całkiem realny scenariusz – choć Niemcy i Polska należą do Unii Europejskiej.

Po czwarte, obraz Unii Europejskiej jako promotora pokoju i stabilizacji jest kłamstwem.

Kto bowiem, jeśli nie Niemcy, „główny motor integracji europejskiej”, podburzał w 1991 r. Chorwatów przeciw władzom Jugosławii i potajemnie uzbrajał ich armię, dostarczając jej nawet czołgi pozostałe po rozwiązanej NVA, armii NRD?

Kto, jeśli nie „europejskie” Niemcy, zarobił na wojnie w Jugosławii, obracając Chorwację oraz Bośnię i Hercegowinę we własne kolonie gospodarcze?

Kto, jeśli nie Berlin, do spółki z USA stworzył „niepodległe” Kosowo? Kto wykorzystał w 2011 r. zapaść Grecji (jeśli nie maczał palców w jej wywołaniu), by przejąć kontrolę nad finansami tego państwa?

A kto w 2010 r. wysłał funkcjonariuszy BND do Mińska, żeby organizowali tam białoruski „majdan”?

Jeśli nie Unia, to…

Ronald stwierdza:

„Zawsze zadawałem krytykom Unii Europejskiej pytanie »co jeśli nie Europa?«. Nigdy nie usłyszałem przekonującej odpowiedzi.”

Coś mi to przypomina: demokraci też powtarzają, że na pytanie „jeśli nie demokracja, to co?” nikt nie potrafi im udzielić przekonującej odpowiedzi, bo niezależnie od tego, ile poda im się odpowiedzi opisujących alternatywy ustrojowe i jakie argumenty w nich przedstawi, i tak z góry nie uznają żadnej z nich za przekonującą, gdyż przyjmują apriorycznie (na wiarę), że najlepsza i tak jest demokracja.

Kampania propagandowa przed referendum w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej prowadzona była pod hasłem „Unia albo Białoruś”. Mieliśmy dość czasu, by przekonać się ponad wszelką wątpliwość, że prawidłowy wybór brzmiał wówczas „Białoruś”.

Jak wypada po dziesięciu latach od akcesji porównanie położenia Polski w Unii i Białorusi poza Unią?

Polska wymiera, wykrwawiana dodatkowo masową emigracją na zmywak i jeszcze ponaglana rezolucjami Parlamentu Europejskiego do wprowadzenia pełnej swobody dokonywania aborcji.

Białoruś zaludnia się. Polska demontuje swoją armię, a jej resztki zamienia w korpus ekspedycyjny do użytku USA i Francji. Białoruś rozbudowuje siły zbrojne w oparciu m.in. o nowe bronie własnej produkcji. W unijnej Polsce Krzysztof Bęgowski zostaje wybrany posłem na Sejm tylko z tego powodu, że jest zboczeńcem, który kazał się zdeformować fizycznie. Na Białorusi OMON rozbija w Mińsku „klub” dla pederastów. „Droga białoruska” daje się scharakteryzować jako zachowanie suwerenności ideologicznej, skupienie wysiłku na budowie własnego potencjału oraz rozwijanie współpracy międzynarodowej ze Wschodem (nie złożonym bynajmniej wyłącznie z Rosji), a nie z Zachodem.

Ronald zresztą sam udzielił sobie odpowiedzi na pytanie, na które rzekomo nikt nie udzielił mu odpowiedzi. W innym swoim artykule („Eurazja umarła w Kijowie”) pisał bowiem:

„Z punktu widzenia innych niż Rosja państw położonych w regionie eurazjatyckim lub w obszarze wpływów byłego ZSRS, sensowniejsza zatem od orientacji na Rosję wydaje się polityka izolacji i budowania własnego potencjału. Gdy Rosja przestaje być gwarantem bezpieczeństwa regionalnego, a kryzys ukraiński zdecydowanie falsyfikuje ją w tej roli, państwa mniejsze, zamiast polegać w swojej polityce bezpieczeństwa na pomocy Rosji, powinny zacząć polegać na sobie.

Turkmenistan i Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna obrały, jak się okazuje, pewniejszą strategię niż choćby bliższa nam geograficznie i kulturowo Białoruś. Gdy mocarstwo pełniące dotychczas rolę przeciwwagi dla USA traci tą rangę, mniejszym państwom pozostaje zwrócić się ku polityce izolacji i samowystarczalności. Szczególnie zagrożona przez blok zachodni Białoruś powinna uważnie studiować przypadki turkmeński i północnokoreański, strzegąc się przed nadmiernym uzależnieniem i zawisłością od Rosji.”

I to także wydaje się słuszniejszym wyborem, niż tkwienie w szkodliwych, pasożytniczych, podporządkowanych całkowicie cudzym celom organizacjach międzynarodowych.

Adam Danek
http://prawica.net
  
Electra17.10.2017 00:07:03
poziom 5

oczka

Przejdz do góry stronyStrona: 1 / 1    strony: [1]

  << Pierwsza      < Poprzednia      Następna >     Ostatnia >>  

HOME » KONTROWERSYJNE TEORIE » EUROPEJSKIE MANOWCE

Aby pisac na forum musisz sie zalogować !!!

randki | własny sklep internetowy | promocje | darmowe aliasy | CyberCiekawostki | darmowe forum | sklepy
opinie, testy, oceny | katalog stron | toplsta

<

Gada teraz:
Dodatki na bloga