GRY



NOWE POSTY | NOWE TEMATY | POPULARNE | STAT | RSS | KONTAKT | REJESTRACJA | Login: Hasło: rss dla

HOME » PSYCHOLOGIA, WIARA, EWOLUCJA » CZARNOKSIĘŻNICY Z GÓR: O MAGII, BACACH I DIABELSKICH PAKTACH

Przejdz do dołu stronyStrona: 1 / 1    strony: [1]

Czarnoksiężnicy z gór: o magii, bacach i diabelskich paktach

  
marcus
16.07.2014 15:31:17
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)



Grupa: Użytkownik

Posty: 2110 #1891706
Od: 2014-5-4


Ilość edycji wpisu: 1

Głowa żmij, sznur wi­siel­ca, kości wy­ko­pa­ne o pół­no­cy z cmen­ta­rza – to nie­zbęd­ne skład­ni­ki ta­jem­nej prak­ty­ki ma­gicz­nej, która prze­trwa­ła w Kar­pa­tach. – To nie bajki, a nie­bez­piecz­na wie­dza, w któ­rej ponoć ma­czał palce sam dia­beł – prze­strze­ga­ją lu­dzie gór. Kto ma bacę wy­łącz­nie za we­soł­ka z owiecz­ka­mi, jest w błę­dzie. To naj­po­tęż­niej­szy z czar­no­księż­ni­ków.

„U szczy­tu hie­rar­chii cza­row­ni­ków stoją bez­sprzecz­nie ba­co­wie. Umie­jęt­no­ści ma­gicz­ne są nie­ro­ze­rwal­nie zwią­za­ne z tym za­wo­dem. A mia­nem bacy ob­da­rza się nie tylko star­sze­go pa­ste­rza, ale tego pa­ste­rza, który umie cza­ro­wać” – pi­sa­ła et­no­graf Anna Ko­wal­ska-Le­wic­ka, która w la­tach 60. pro­wa­dzi­ła ba­da­nia te­re­no­we w spo­łecz­no­ściach pa­ster­skich. Wie­dzę tę naj­barw­niej od­da­ją kar­pac­kie le­gen­dy. Opo­wie­ści o adep­tach sztu­ki cza­ro­dziej­skiej prze­ka­zy­wa­ne są w gó­rach od po­ko­leń. Po­dą­ża­my ich tro­pem.

Magia biała i dia­bel­ska

- W gó­rach się gada, że baca to umiał „po­cy­nić”. To był czło­wiek nie­zwy­kły i za­ufa­ny. Taki le­karz i cza­ro­dziej można by rzec. Do baców się po radę szło i po pomoc w cho­ro­bie. Każdy baca miał swoje wiel­kie ta­jem­ni­ce i ich nie zdra­dzał – opo­wia­da go­spo­darz z Ochot­ni­cy Gór­nej, ma­low­ni­czej wsi w pa­śmie Gor­ców. Nie­mal pod każdą strze­chą wspo­mi­na­ją tu Bu­lan­dę, pa­ste­rza i maga, któ­re­go sława prze­trwa­ła w opo­wie­ściach.

– On to mu­siał mieć spół­kę z samym dia­błem, bo wszyst­ko wie­dział, co i gdzie się zda­rzy­ło, nawet jak na wła­sne oczy nie wi­dział. Mó­wi­li, że to sam Zły mu do­no­sił – pod­po­wia­da miej­sco­wa ba­jar­ka i sypie le­gen­da­mi o ta­jem­nych spraw­kach gor­czań­skie­go bacy.

Józef Mi­cha­łek, baca z Be­ski­du Ży­wiec­kie­go pod­kre­śla, że pa­ster­ska wie­dza – her­me­tycz­na i nie­do­stęp­na – prze­trwa­ła do dziś.

- Żaden baca o tej sfe­rze nie bę­dzie opo­wia­dał, bo ba­cow­ską le­gen­dę bu­du­je aura ta­jem­ni­cy. Ta wie­dza jest nadal uży­wa­na, a lu­dzie czę­sto zwra­ca­ją się o pomoc w róż­nych spra­wach. Nie­ste­ty dużo złego robią róż­nej maści zna­cho­rzy, któ­rzy ba­zu­ją na ludz­kiej na­iw­no­ści. Tym­cza­sem mą­drość bacy pły­nie z do­świad­cze­nia i dzie­dzi­czo­nych prze­ka­zów – opo­wia­da. Pod­kre­śla jed­no­cze­śnie, że dzia­ła­nia takie opie­ra­ją się wy­łącz­nie na bia­łej magii, czyli tej, która służy do­brym celom i nie wy­rzą­dza krzyw­dy.

Ju­ha­si z Be­ski­du Są­dec­kie­go widzą jed­nak w cza­ro­dziej­skich spraw­kach siły pie­kiel­ne.

– Ej, wielu ta­kich było i jest do tej pory, co umia­ło cza­ra­mi po­waż­nie za­szko­dzić. Taki baca cza­row­nik, to mu­siał opo­wie­dzieć się po któ­rej jest stro­nie: bo­skiej, czy dia­bel­skiej. Bez wąt­pie­nia, ci po­tęż­niej­si, to pakty z samym dia­błem za­wie­ra­li. I to nie żadne ba­ja­nia, a praw­da, bo wielu na oczy wi­dzia­ło, co umie­li po­czy­nić. Ten, co się w po­tęż­nej magii „ba­brał”, mu­siał być po ciem­nej stro­nie mocy – opo­wia­da­ją.

Znaw­cy folk­lo­ru Be­ski­dów rów­nież pod­kre­śla­ją de­mo­nicz­ną stro­nę ba­co­wa­nia.

– Temat ba­cow­skiej magii jest w pew­nym sen­sie te­ma­tem prze­klę­tym i nie­do­stęp­nym. O tym się gło­śno nie mówi. Prze­cież kon­szach­to­wa­nie z dia­błem czy uży­wa­nie magii jest po­wią­za­ne z kul­tem sa­ta­ni­stycz­nym. A lu­dzie gór – tak bar­dzo z ko­ścio­łem zwią­za­ni – jed­nak swoje pro­ble­my za­wie­rza­li nie księ­dzu, a bacy, do­sko­na­le wie­dząc z ja­ki­mi mo­ca­mi spół­ku­je – opo­wia­da folk­lo­ryst­ka i miesz­kan­ka kar­pac­kie­go przy­siół­ka. Trud­no tu zna­leźć roz­mów­cę, który cza­ro­dziej­ską moc bacy pod­da­wał­by w wąt­pli­wość.

- Nikt jed­nak nie chce mówić otwar­cie, bo tu cho­dzi o moce po­tęż­ne. To nie bajki dla dzie­ci, a po­waż­ne spra­wy. Moc bacy brała się z dia­bel­skich kon­szach­tów. I tu wąt­pli­wo­ści nie ma – prze­ko­nu­je star­szy pa­sterz z Wier­chom­li. Na gór­skich ha­lach, w to­wa­rzy­stwie baców, spę­dził kil­ka­dzie­siąt se­zo­nów i nie­jed­no wi­dział.

Za gó­ra­mi, za la­sa­mi

Opo­wieść o ba­cow­skiej po­tę­dze musi się­gnąć re­aliów daw­nej wsi kar­pac­kiej. Przez setki lat, aż do po­cząt­ków XX wieku, pod­sta­wą go­spo­dar­ki wiej­skiej była ho­dow­la owiec. Na­biał, mięso i skóry sta­no­wi­ły o bo­gac­twie go­spo­dar­stwa. Baca, któ­re­mu od­da­wa­no zwie­rzę­ta na wie­lo­mie­sięcz­ny wypas, za­rzą­dzał ma­jąt­kiem spo­łecz­no­ści, a więc mu­siał być czło­wie­kiem ob­da­rzo­nym naj­więk­szym za­ufa­niem.

– Prze­kła­da­jąc to na język współ­cze­sny można po­wie­dzieć, że baca był me­na­dże­rem firmy. To od jego dzia­łań za­le­żał do­bro­byt i po­wo­dze­nie całej spo­łecz­no­ści. Tra­dy­cyj­na spo­łecz­ność wpi­sa­na była mocno w cykl przy­ro­dy i od niej uza­leż­nio­na. A baca, jako prze­by­wa­jąc naj­bli­żej na­tu­ry, po­strze­ga­ny był jako ten, który wie i widzi wię­cej – opo­wia­da Józef Mi­cha­łek.

Trud­ne wa­run­ki wy­pa­su – czę­sto na od­le­głych ha­lach, sma­ga­nych desz­czem i wia­trem – wy­ma­ga­ły od pa­ste­rzy wielu umie­jęt­no­ści zwią­za­nych z me­dy­cy­ną, za­rzą­dza­niem, prze­po­wia­da­niem po­go­dy, a przede wszyst­kim wie­dzą ma­gicz­ną. Wiara w czary i uroki była po­wszech­na na pol­skiej wsi. Ob­rzą­dek ma­gicz­ny pod­czas wy­pa­su chro­nić miał zwie­rzę­ta przed szko­dli­wym dzia­ła­niem in­nych cza­row­ni­ków, któ­rzy mogli ode­brać zwie­rzę­tom mlecz­ność lub spro­wa­dzić na nie cho­ro­by. Baca łą­czył więc funk­cję wodza, maga i sza­ma­na. – Do bacy szło się nie tylko za­kli­nać i od­cza­ro­wy­wać zwie­rzę­ta. Znane w gó­rach było rzu­ca­nie klątw mię­dzy ro­da­mi. Jak się chcia­ło po­mo­cy w ule­cze­niu, albo i za­szko­dze­niu komu, to się szło do niego, bo miał w tym te­ma­cie wie­dzę naj­więk­szą. Uży­cie czar­nej magii za­wsze jed­nak po­zo­sta­wia­ło ślad. Takie „ba­bra­nie się ca­ra­mi” cią­ży­ło na wiele po­ko­leń. I te złe moce w gó­rach cią­gle krążą, bo z uro­kiem to jest tak, że on nigdy nie znika, nie można go usu­nąć, a co naj­wy­żej prze­nieść na inną osobę – opo­wia­da juhas.

Każdy z baców wie­dzę ma­gicz­ną zdo­by­wał drogą dzie­dzi­cze­nia, ale przez całe życie sta­rał się ją wzbo­ga­cać, zdo­by­wać od in­nych cza­row­ni­ków czy wy­czy­ty­wać w księ­gach czar­no­księ­skich.

„Zdobywanie wiedzy magicznej było jednym z najważniejszych zadań, a, że najpotężniejsi czarnoksiężnicy zamieszkiwali tereny Słowacji, polscy pasterze wyruszali do nich na praktykę, czy poradę w trudniejszych sprawach. Bacowie słowaccy do dziś cieszą się sławą potężnych czarowników. Specjalizacja w czarnej magii przysparza im wielu klientów” – pisze Anna Kowalska-Lewicka w „Magii Hodowlanej”.

- Nie raz będąc na bacówce widziałem, jak ludzie ze sprawami przychodzili. Baca zawsze z góry wiedział, po co kto przyszedł. Przewidywać umiał wszystko. Czasem towarzyszyliśmy mu podczas tych obrzędów, a czasem – jak to poważniejsze sprawy były – baca zostawał sam. Zawsze jednak zaczynał czary od tego, że szaty wkładał i laskę pasterską brał – relacjonuje juhas.

Teresa, mieszkanka łomnickiego przysiółka, na własne oczy widziała te bacowskie czary.

– Raz, gdy owca zachorowała, po ugryzieniu żmii, poszliśmy do bacy na Wierchomlę. Baca nas pyta: „chcecie widzieć tego, co zło zrobił?”. A my odpowiadamy, że chcemy. Wtedy pod bacówkę żmija przypełzła i padła.

Księgi i kości

„Koniecznym atrybutem prawdziwego czarnoksiężnika była i jest nadal książka czarnoksięska (‚ksiąska z carami’) gdzie wpisane są formuły zaklęć” – podaje Kowalska–Lewicka.

- Rzeczywiście takie książki istnieją i na własne oczy widziałem – zarzeka się juhas. – Ale rzecz to bardzo niebezpieczna jak dostanie się w niepowołane ręce – dopowiada gospodarz z Wierchomli. Jak bardzo niebezpieczna? Jedną z opowieści przytacza muzykant z Krościenka nad Dunajcem. – Raz podobno tak było, że wybrał się baca z pienińskiej hali do słowackich magów. W tym czasie juhasów podkusiło i otworzyli zakazaną skrzynię, a tam księga w czarne skóry oprawiona, zaczęli czytać. Naraz zaczęły dziać się rzeczy dziwne i straszne. Koliba zaczęła unosić się nad ziemią i wirować, przerażeni juhasi powstrzymać tego nie mogli. Baca, powiadomiony przez tajemne siły w porę wrócił i zaklęcie odwołał – opowiada góral.

Kufer bacy, oprócz księgi czarnoksięskiej, zawierał wiele przedmiotów niezbędnych do odprawiania praktyk magicznych.

– Różne to były rzeczy, o stuła wykradziona z kościoła, wosk z gromnicy postawionej na ołtarzu, przystęp, czyli ziele magiczne i czosnek wyhodowany w paszczy żmij. A co najważniejsze, kości zmarłego z grobu wygrzebane – wylicza juhas z Sądecczyzny.

Dr Urszula Janicka-Krzywda, etnograf specjalizująca się w magii pasterskiej tak opisuje rytuał zebrania kości. „Baca wędrował nago, bez świadków, na cmentarz, aby zaopatrzyć się w kości i zęby nieboszczyka, drzazgi z trumny, ziemię z mogiły. Cennym ‚lekiem’ była również woda użyta do obmywania zwłok zmarłego, sznur wisielca i drzazgi z drzewa powalonego przez piorun (…)”.

Dziedziczenie tajemnicy

W górach mówi się, że baca nie umarł, dopóki nie przekazał swojej wiedzy. Zazwyczaj rody czarnoksięskie miały w prostej linii przynajmniej kilku magów, więc tradycja przekazywana była z ojca na syna.

- Zdarzało się czasem, że baca uznawał, że potomek jest tej wiedzy niegodny, albo źle ją wykorzysta i wybierał innego dziedzica. Wybraniec musiał przejść szereg różnych obrzędów. A jak baca umierał, to księgę magiczną mu oddawał. Ale wtajemniczanie trwało długo, całymi latami – opowiada juhas.

Jeśli zdarzyło się, że z jakichś przyczyn tajemnej wiedzy nie przekazał, wszystkie przedmioty należące do bacy konfiskował ponoć sam diabeł – tak przynajmniej mówi legenda, zasłyszana na bacówce w Beskidzie Sądeckim. – Mówiono, że jak nikt dziedzictwa nie przejmie, to szatan wysyła stado kruków, by zniszczyły chałupę i cały dobytek, żeby jaka wiedza się nie przedostała w niepowołane ręce – opowiada pasterz.

A co dziś pozostało po tamtym dziedzictwie?

- Magiczna wiedza w górach nie umarła. Tylko z pozoru się wydaje, że tamten świat odszedł w niepamięć. On trwa potężny, uśpiony. Bacowska wiedza dalej jest przekazywana, a w różnych sprawach ludzie szukają nadal pomocy w górach – podkreśla juhas z Wierchomli.

-A co do księgi magicznej, to niech nikogo nie świerzbi, żeby ją odnaleźć. Chronią jej takie moce, że biada temu, kto znajdzie i bezmyślnie użyje – przestrzega na koniec.

Na podstawie relacji zebranych w Beskidzie Sądeckim, Gorcach i Pieninach oraz publikacji:
- Kowalska-Lewicka Anna, Hodowla i pasterstwo w Beskidzie Sądeckim, Kraków, 1980.
- Janicka-Krzywda Urszula „ Pasterska magia”, etnomuzeum.eu.

http://strefatajemnic.onet.pl
  
Electra19.10.2017 20:23:42
poziom 5

oczka

Przejdz do góry stronyStrona: 1 / 1    strony: [1]

  << Pierwsza      < Poprzednia      Następna >     Ostatnia >>  

HOME » PSYCHOLOGIA, WIARA, EWOLUCJA » CZARNOKSIĘŻNICY Z GÓR: O MAGII, BACACH I DIABELSKICH PAKTACH

Aby pisac na forum musisz sie zalogować !!!

randki | własny sklep internetowy | promocje | darmowe aliasy | CyberCiekawostki | darmowe forum | sklepy
opinie, testy, oceny | katalog stron | toplsta

<

Gada teraz:
Dodatki na bloga