GRY



NOWE POSTY | NOWE TEMATY | POPULARNE | STAT | RSS | KONTAKT | REJESTRACJA | Login: Hasło: rss dla

HOME » HISTORIA » LIST DO KOLEGI ARCHITEKTA

Przejdz do dołu stronyStrona: 1 / 1    strony: [1]

List do kolegi architekta

Brzydkie listy z PRL-u
  
marcus
27.10.2014 23:51:57
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)



Grupa: Użytkownik

Posty: 2110 #1968401
Od: 2014-5-4
Z SIECI:
Jestem także architektem, lecz zdecydowanie nie zgadzam się z opiniami o architekturze i architektach okresu Polski Ludowej, zaprezentowanymi w ubiegłym tygodniu przez Pana w TV w audycji pt. “PRL - moja ojczyzna?”. To znaczy, przyjmuję je jako stan pańskiej świadomości i osobistej wiary, ale uważam je za obiektywnie nieprawdziwe i ubliżające naszej społeczności architektonicznej.

1. Mówił Pan o tym, że pracując w państwowym biurze projektowym zmuszany był do złego projektowania i ograniczany w swej twórczości architektonicznej. Rozumiem, że w konsekwencji pozbawiony był Pan satysfakcji ze swych realizacji, może nawet wstydzi się Pan obecnie za nie. Współczuję, gdyż taki stan dla architekta - twórcy jest rzeczywiście najgorszą rzeczą, jaka może się przytrafić.
Ale pocieszę Pana. Nie projektując od lat, nie wie Pan zapewne, że tamta zależność architekta od wymagań inwestora państwowego to “małe piwo” w stosunku do narzucania swego punktu widzenia (formy, materiałów, kosztu, gustów) przez inwestora prywatnego. Przedtem architekt mógł przekonywać swego inwestora, którego zresztą często reprezentował kolega po fachu, i wykłócać się z nim w imię np. racji społecznych. Teraz może tylko grzecznie i bezkrytycznie podporządkować się swemu chlebodawcy, jeśli nie chce stracić zlecenia i pracy.
Niestety marzenia architektów o pełnej niezależności i nie ograniczaniu przez nic i nikogo ich weny twórczej, to obiektywnie nierealne mrzonki w naszej epoce, jak świat długi i szeroki. Zaś odsądzanie z tego powodu od czci i wiary byłych instytucji państwowego inwestora jest obłudne i niezasłużone. Obecnie widać bardzo wyraźnie, że właśnie brak w budownictwie mecenatu państwowego pogłębia szybko narastającą degradację statusu architektów w Polsce.
Popatrzmy na przykład jak obecnie u nas przedstawiają się w ogóle szanse pracy architektów, zwłaszcza młodych, w swym zawodzie. Znany mi młody architekt, o sporych ambicjach, po czterech latach pracy w agencjach architektonicznych we Francji, jest tam od roku bez pracy. Chciał wrócić do kraju, ale po kilku miesiącach sondaży ocenił, że aktualnie w Polsce szanse pracy dla młodego architekta są jeszcze gorsze niż we Francji, mimo że występuje tam aktualnie poważna recesja w budownictwie. Tam ma teraz zapewniony przynajmniej odpowiedni zasiłek pieniężny, możliwość korzystania z różnych kursów branżowych na koszt państwa itp.
Tymczasem w tej pogardzanej przez Pana PRL mógłby bez trudu podjąć pracę w jakimś, odpowiadającym mu branżowo, dużym biurze projektów. I już tylko od niego, od jego zdolności, ambicji i pracowitości zależałaby jego kariera i pozycja jako architekta. Zaś obecna neokapitalistyczna rzeczywistość III RP pozbawia go w ogóle możliwości realizacji jego życiowej pasji, nie dając mu praktycznie szansy pracy w zawodzie architekta. Cóż więc tu mówić o jakimś przymuszaniu do złego projektowania, czy zniewalaniu architektów. Raczej po prostu architekci w tej nowej polskiej rzeczywistości są zupełnie zbędni.

2. Mówił Pan coś o generalnej brzydocie PRL-owskiego budownictwa w porównaniu do obecnych pięknych realizacji.
W ostatnich 20 latach istnienia PRL budowano w kraju rocznie po prawie 300 tysięcy mieszkań, w tym 70-80 procent w ramach spółdzielczego budownictwa osiedlowego. W bieżącym roku natomiast realizuje się nieco ponad 80 tys. mieszkań, z czego mniej niż połowę w spółdzielczym budownictwie plombowym. W jeszcze gorszych proporcjach jawi się budownictwo ogólne oraz przemysłowe, które praktycznie zamarły. Cóż więc można tu porównywać? - Pałacyk nowobogackiego multimilionera z masowym budownictwem osiedlowym? Świeżą plombę mieszkalną, zresztą przeważnie z remanentów projektowych sprzed pięciu lat, z plombą zrealizowaną 10 lat temu? Nowy, przeszklony, marmurowo-aluminiowy superbank z domem kultury sprzed 20 lat? Może nowe kramy jarmarczne z tamtymi domami towarowymi i osiedlowymi pawilonami usługowo-handlowymi?
Proszę, niech jakiś prężny prywatny inwestor wybuduje w Polsce od nowa choć jedno miasto (dobry żart!), lub chociażby jedno nowe osiedle (a kuku!) - będzie co porównywać. Oby szybko, bo po dwudziestu latach nastaną inne standardy, inna moda, inne oczy.

3. Z pogardą wypowiadał się Pan o architekturze szkół tak zwanych “tysiąclatkach” z lat 60-tych. Być może uczył się Pan w takiej tysiąclatce, ja natomiast, jako młody architekt, “maczałem swe palce” w realizacji tego wielkiego planu, na dziś w ogóle nie do pomyślenia, budowy w ciągu trzech lat prawie 3 tysięcy szkół podstawowych na Tysiąclecie Państwa Polskiego. Mam w szczególności na swym koncie gruntowne adaptacje projektów typowych czternastu szkół podstawowych o 12-18 izbach lekcyjnych, w tym honorową tysiąclatkę o numerze 999. Przy czym wszystkie te moje szkoły zrealizowane zostały w dwóch latach.
Oczywiście trudno byłoby Panu kwestionować rozmachu i tempa realizacji owych tysiąclatek, więc krytykuje przede wszystkim ich wygląd architektoniczny. Muszę Panu, jako architekt, zwrócić jednakże uwagę, iż w naszym zawodzie architektura to bardzo obszerne pojęcie, nie tylko subiektywny wygląd zrealizowanego obiektu. Obejmuje także funkcję użytkową, właściwą lokalizację, zagospodarowanie otoczenia, zabezpieczenie odpowiedniej infrastruktury technicznej, trwałość budowli, łatwość eksploatacji i konserwacji, zastosowania właściwych materiałów (konstrukcja, ekologia), zmieszczenie się w realnych możliwościach finansowych inwestora.
Otóż wszystkie te moje tysiąclatki “trzymają się” i funkcjonują bardzo dobrze. Są to dziś zresztą w większości szkoły licealne. Co do ich wyglądu, to najkrócej mówiąc, prezentują się nie jak zamki, kościoły czy hotele, lecz po prostu jak szkoły, co poznać z daleka. Rzecz jasna wszystkie posiadają płaskie dachy, jak całe budownictwo tamtych lat, gdy zabronione było stosowanie dachów konstrukcji drewnianych, wobec wyniszczenia lasów podczas wojny. I to oczywiście jest dziś dla Pana naganne. Obecna postmodernistyczna moda w architekturze preferuje przede wszystkim dachy strome (lasy można już dowoli wycinać), łukowe okna, wieżyczki, kolumienki.
Rzecz jasna, że gdybym dziś miał projektować obiekty szkolne, starałbym się robić to w zgodzie z kanonami aktualnej mody. Tym abstrakcyjnym na dziś stwierdzeniem, kończę swe osobiste reminiscencje, wywołane Pana wypowiedziami w przytoczonej, nieszczęsnej audycji w TVP. Abstrakcyjnym, bo oczywiście żadnej szkoły już nie będę projektować w sytuacji, gdy przez ostatnie pięć lat rozpoczęto w III RP budowę mniejszej ilości szkół, niż ja sam zaprojektowałem w minionych, brzydkich latach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.
Kraków, 29.09.1994 r.
  
Electra27.06.2017 17:43:17
poziom 5

oczka

Przejdz do góry stronyStrona: 1 / 1    strony: [1]

  << Pierwsza      < Poprzednia      Następna >     Ostatnia >>  

HOME » HISTORIA » LIST DO KOLEGI ARCHITEKTA

Aby pisac na forum musisz sie zalogować !!!

randki | własny sklep internetowy | promocje | darmowe aliasy | CyberCiekawostki | darmowe forum | sklepy
opinie, testy, oceny | katalog stron | toplsta

<

Gada teraz:
Dodatki na bloga