GRY



NOWE POSTY | NOWE TEMATY | POPULARNE | STAT | RSS | KONTAKT | REJESTRACJA | Login: Hasło: rss dla

HOME » SŁOWIANIZM » ŻYWE SŁOWIAŃSKIE OBRZĘDY

Przejdz do dołu stronyStrona: 1 / 1    strony: [1]

Żywe Słowiańskie Obrzędy

  
MareczekX5
23.05.2013 10:29:33
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)

Grupa: Administrator 

Posty: 7589 #1458653
Od: 2012-7-24
Za: http://opolczykpl.wordpress.com/2013/05/21/zywe-slowianskie-obrzedy/

Obrazek
.

(Przymierzałem się do podobnego tematu. Wyprzedził mnie Dobrogost i z przyjemnością wklejam jego tekst – opolczyk)

.

Do dziś w wielu miejscach ciągle żywe są obrzędy związane ze Słowiańską religijnością mające tysiące lat tradycji. Mimo iż na przestrzeni wieków kościół próbował je wytępić lub zmienić ich znaczenie i przebieg w większości przypadków poniósł na tym polu zupełną porażkę. Ta żywa religijność dopiero dzisiaj zaczyna ginąć i być wypaczana w związku z nowoczesną pop kulturą. Jednym z najważniejszych obrzędów starosłowiańskich jest topienie Marzanny. Aby lepiej zrozumieć jego doniosłe znaczenie warto przyjrzeć się podobnemu zwyczajowi istniejącemu do dziś w tradycji Buddyzmu Tybetańskiego. Pod koniec starego roku sporządza się tam figurki do których łapie się wszystkie negatywne siły i energie ze starego roku, okadza się i oczyszcza domy a na koniec w trakcie specjalnej magicznej ceremonii ostatniego dnia roku niszczy się wszystkie te figurki a z nimi negatywne siły. Przypada to mniej więcej w okresie topienia naszej Marzanny bo stary rok kończy się wraz z zimą a nowy zaczyna się wraz z wiosną co jest naturalne i logiczne a nie w środku zimy ni przypiął ni przyłatał jak w katolicyzmie :-)

W naszej dawnej Słowiańskiej tradycji było tak samo rok kończył się wraz z zimą wtedy oczyszczało się domy i obejścia z całego zła minionego roku, te złe siły zamykano w słomianej kukle (Kukłę wykonywano ze słomy, owijano białym płótnem, zdobiono wstążkami i koralami) i na koniec palono ją i topiono by się ich pozbyć w ostatni dzień roku. Dlatego w naszej tradycji najważniejsze było aby orszak dzieci (symbolizujących nowe) z Marzanną i zielonymi gałązkami jałowca w dłoniach, obszedł wszystkie domy we wsi by zabrać z nich zło. Po drodze podtapiano marzannę w każdej wodzie, jaka się nadarzyła. Złe siły zostawały uwięzione w kukle i gałązkach jałowca i kiedy to nastąpiło wieczorem przekazywano te gałązki i kukłę młodzieży (symbolizujących siłę niszczenia zła. Zapalano gałązki by w ogniu spłonęło zło i wyprowadzano kukłę ze wsi by poza wsią ją podpalić by ogień zniszczył wszelkie zło, następnie wrzucano ją do wody by woda zmyła nawet ślad po dawnym złu w ten sposób następowało oczyszczenie społeczności i okolicy ze zła i radośnie można było następnego dnia przywitać nowy rok tańcami, śpiewami i ucztowaniem.

„Za mej to jeszcze pamięci był ten obyczaj u nas jeszcze po wsiach, iż w Białą Niedzielę w poście topili bałwana, jeden ubrawszy snop konopi albo słomy w odzienie człowiecze, który wszystka wieś prowadziła, gdzie najbliżej było jakie jeziorko czy kałuża, tam zebrawszy z niego odzienie wrzucali do wody, śpiewając żartobliwie: Śmierć się wije u płotu, szukający kłopotu etc. Potem najprędzej do domu od tego miejsca bieżali, który albo która się wtenczas powaliła albo powalił, wróżbę tę mieli, iż tego roku umrze. Zwali tego bałwana Marzanna”.

” Najpierw orszak niosący kukłę obchodził wszystkie domy we wsi, śpiewając przy tym stosowne pieśni. Po ich odśpiewaniu „wiosenni kolędnicy” czekali na datki. Najczęściej dawano im jajka, niekiedy drobne pieniądze. Kiedy zapadał wieczór, Śmierć wynoszono poza granice wsi. „

„Chrześcijaństwo próbowało zakazać tego starosłowiańskiego zwyczaju. W 1420 roku Synod Poznański nakazywał duchowieństwu: Nie dozwalajcie, aby w niedzielę odbywał się zabobonny zwyczaj wynoszenia jakiejś postaci, którą śmiercią nazywają i w kałuży topią. Rodzima tradycja okazała się jednak silniejsza. W konsekwencji na przełomie XVII i XVIII wieku próbowano tradycję topienia marzanny zastąpić (w środę przed Wielkanocą) zrzucaniem z wieży kościelnej kukły symbolizującej Judasza, co również zakończyło się niepowodzeniem. Obecnie w Polsce obrzęd łączony jest z nastaniem kalendarzowej wiosny 21 marca lub z przypadającym na ten właśnie okres Jarym Świętem. Marzanna to również nazwa kukły przedstawiającej boginię, którą w rytualny sposób palono bądź topiono w czasie wiosennego Jarego Święta, aby przywołać wiosnę.”
/wiki/

Po zakończeniu starego roku obchodzono radośnie nowy rok czyli Święto Jaryły – „Najpiękniejszą i najpracowitszą dziewczynę (lub kukłę) ubierano na biało i sadzano na białym koniu uwiązanym do słupa. Otaczała ją gromada dziewcząt, która śpiewała:
„Włóczył się Jaryło, Po całym świecie, Rodził żyto w polu, Płodził ludziom dzieci, A gdzież on nogą, Tam żyto kopą, A gdzież on na ziarnie, Tam kłos zakwitnie”
Po tańcach i tak zwanym korowodzie, następował pierwszy siew. Święto kończyło się uroczystą ucztą.”
/wiki/

Jak widać święto – jak większość Słowiańskich świąt – składało się ze wspólnych tańców i radosnego ucztowania do białego rana i tak powinno być :-) Najpiękniejsza dziewczyna ubrana na biało, na białym koniu symbolizowała przybycie nowego pięknego radosnego roku – dziś z białym koniem może być problem, ale wybieranie pięknej, radosnej dziewczyny na symbol nowego roku jest czymś wspaniałym i godnym kultywowania :-) Obchodzono to święto między 23, a 27 kwietnia – dziś już zapomniane. Jak podaje wiki Zostało zniesione przez biskupa ludowego w 1765 roku. Ja oboma rękami głosuję za jego przywróceniem :-)

Należy tu sobie uświadomić, że obydwa te święta były świętami całej społeczności i miały głębokie znaczenie tak więc jeśli sam sobie zrobię Marzannę obejdę z nią dom a potem ją utopię to nie będzie żadne kultywowanie święta tylko moja fanaberia. Tak samo kiedy pojadę gdzieś do znajomych, albo umówimy się gdzieś i zrobimy Marzannę to będzie to tylko bezsensowna zabawa a nie Słowiańskie Święto, aby było to autentyczne święto musi się w to zaangażować cała społeczność w której żyję. Jeśli więc pojadę do wioski w której to święto się obchodzi i wezmę w nim udział wówczas faktycznie będą to prawdziwe obchody tego święta a nie wygłupy :-) Tyle, że jeśli tam nie mieszkam to z mojego domu i okolicy nie zostanie zabrane zło :-( Jedyna szansa to przekonać społeczność, że to fajne święto i go wypromować :-)
Podobnie jest z jarym świętem z tym, że tu jak się umówimy ze znajomymi w odpowiednio dużej grupie i wybierzemy królową nowego roku, która poprowadzi radosny korowód po którym nastąpi pierwszy siew i będziemy radośnie tańczyć i ucztować nie z obowiązku a z radości to mamy autentyczne święto a to się daje zrobić jak się chce :-) I tak dochodzimy do najważniejszego Słowiańskiego święta czyli sobótki :-)

To najwspanialsze święto obchodzone w najkrótszą noc w roku, czyli z 21 na 22 czerwca najbardziej mnie cieszy i jest mi najbliższe bo odkąd byłem dzieckiem radośnie świętowałem je z całą wsią do białego rana :-)
Podobno to święto ognia i wody, ale w okolicy nie było żadnej rzeki więc ja je znam jako święto wspaniałego ognia kiedy wraz z zapadnięciem zmierzchu rozpalano ogromny stos wokół którego tańczono, biesiadowano i bawiono się do rana a ja z innymi dziećmi biegaliśmy wokół z pochodniami i było super :-) Starsi opowiadali różne historie a dla młodzieży było to święto miłości :-) Tak je pamiętam z dzieciństwa. Z czasem trochę podupadało bo zamiast jednego ognia przy którym świętowali wszyscy zaczęło się pojawiać kilka (dwa, trzy) na różnych końcach wsi i trzeba się było ochodzić by na koniec wrócić do najbliższego i nie było już takiej wspólnoty w końcu zaczęło się pojawiać wiele ognisk a przy każdym grupka ludzi i to już przestało być to :-( Prawdziwa sobótka to jeden centralny ogień, który jednoczy wszystkich wszyscy się super bawią nikt się nie alienuje i nie pozwala się nikomu alienować i nudzić. W czasie tej magicznej nocy musi płonąć wielki ogień, w ogniu muszą być uroczyście palone zioła i być radośnie rozdzielane między wszystkich by zapewniły im ochronę i pomyślność. Muszą być radosne tańce, zabawy i wróżby, ma być też wyżerka a nie tylko pijaństwo :-) Nie twierdzę, że nikt tam nie pił, owszem pijali niektórzy po kątach, ale się z tym nie obnosili i nie wszyscy a przede wszystkim nie przy dzieciach zaś większość świętujących w ogóle nie piła i ogólnie picia nie pochwalano, a teraz gdy bywam na różnych sobótkowych imprezach to niestety często są to płytkie pijackie imprezy na których najwyraźniej większość przychodzi by się nachlać pod pozorem świętowania, albo zrobić sztywną dziwaczną imprezę.

Godne polecenia jest również święto Maslenica znane w Rosji i na Białorusi będące jakby połączeniem marzanny i jarego święta – do momentu przyjęcia chrześcijaństwa Maslenica była obchodzona w dzień równonocy wiosennej, jako dzień pojednania z bliźnimi i wybaczania krzywd w czasie trwającej tydzień Maslenicy należy się bawić i weselić tańczyć w korowodzie wokół ognia aby wyzwolić się od wszelkiego zła, należay ze sobą przynieść stare rzeczy, by spalić je na szczęście w ognisku. Rosjanie mają ciągle radosną słowiańską duszę i potrafią się bawić :-)
Warto też pamiętać o kolędowaniu z Turoniem też z dzieciństwa pamiętam, że nie wyobrażałem sobie aby nie było przedstawienia z Turoniem a teraz chodzą jakieś patafiany w zwykłych ubraniach śpiewają smętne kolendy by wyłudzić grosz – żałosne.
Na koniec dożynki, które kojarzą mi się z dzieciństwa przede wszystkim z biesiadowaniem pięknymi strojami i wiankami kończące się wieczorem pijackim festynem, ale fajnie było :-)

To właśnie prawdziwe Słowiańskie świętowanie, radosne wspólne tańce, zabawy biesiadowanie i cieszenie się życiem a nie jakieś dziwaczne teatralne, sztywne i nieszczere, skansenowe martwe odtwórstwo „rodzimowiercze”. Oczywiście nie mam nic przeciwko przebieraniu się za „Słowian”, sam mam piękny strój :-) Ale świętowanie to ma być świętowanie czyli tańce, ogniska i biesiadowanie – radosne wspólne biesiadowanie z głębi Słowiańskiego serca i radości życia – to musi się czuć i nie może to być coś wydumane a pretekst do świętowania zawsze się znajdzie byle mieć trochę fantazji :-) Świętowanie i obrzędy muszą wynikać z tej radości poczucia wspólnoty i zabawy inaczej nie mają sensu ani Słowiańskiego ducha a więc stroje i forma stają się puste – nie należy jednak mylić strojów i obrzędów z religijnością bo to są zupełnie inne rzeczy.
Jeśli chodzi o żywą Słowiańską religijność to niestety odnoszę nieodparte wrażenie, że ona wśród „rodzimowierców” zupełnie nie istnieje, jest całkowicie martwa a nawet wydaje mi się, że oni zupełnie nie rozumieją co to takiego a nawet, że zupełnie ich to nie interesuje i to mnie martwi a często odstręcza, ale o tym spróbuję napisać następnym razem :-)

.

Za: http://dragontn.blog.pl/2013/05/21/zywe-slowianskie-obrzedy/

.

***

.

Z większością opisów Dobrogosta zgadzam się, natomiast nie do końca zgadzam się z niektórymi jego wnioskami i opiniami.

Topienie Marzanny pamiętam ze szkoły (lata 70-te w PRL). 21 marca pryskaliśmy na wagary i organizowaliśmy nasze własne topienie Marzynny, nie bardzo nawet zdając sobie sprawę z tego, że to jest prastary słowiański obrzęd. Przy czym dziewczęta ze szkół średnich (np. z Zespołu Szkół Zawodowach przy ul. Skłodowskiej) potrafiły to dobrze zorganizować – miały zawsze fajną Marzannę i udział w jej topieniu brało ich dużo. Choć nie było to tak, jak pisze Dobrogost, że “aby było to autentyczne święto musi się w to zaangażować cała społeczność w której żyję.” Ja uważam, że na dobry początek niech robią to nawet małe grupki. Bo wtedy być może wystąpi tzw. “efekt setnej małpy” i świętować topienie Marzanny (i inne słowiańskie święta) będą całe lokalne wspólnoty/społeczności. Choć w dużych miastach może to być niezwykle problematyczne. Niemniej cieszy mnie np. to, że nawet w największych miastach w Polsce łącznie z Warszawą to święto zaczyna być obchodzone.

.
Obrazek
.



Oznacza to, że trudne jest zdergadowanie go teraz przez jahwistów do “obrzędu ludowego”, czy “wiejskiego folkloru”. Ponadto może ono odciągać młodzież od pop kultury, o której wspomina Dobrogost (Ta żywa religijność dopiero dzisiaj zaczyna ginąć i być wypaczana w związku z nowoczesną pop kulturą).

Topienie Marzanny jest najbardziej rozpowszechnionym nadal utrzymującym się obrzędem słowiańskim, który przetrwał ponad tysiącletnie katoliczenie naszego kraju i całkowicie zadaje kłam jahwistycznej propagandzie mówiącej o zwycięstwie rzymskiej szubienicy nad pogańskimi obrzędami i zwyczajami. Nie pomogły zakazy synodu biskupów, nie pomogły próby zastąpienia topienia Marzynny zrzucaniem kukły Judasza z kościelnych wież. Propaganda Galla Anonima spaliła na panewce:
“Lecz dajmy pokój rozpamiętywaniu dziejów ludzi, których wspomnienie zaginęło w niepamięci wieków i których skaziły błędy bałwochwalstwa…”
Nasza słowiańska wiara i kultura nie zaginęły w niepamięci wieków. Nadal są żywe.

Ciekawą informacją w tekście Dobrogosta jest ta z wiki odnośnie święta Jaryły:

“Jeszcze w połowie XIX wieku na Białorusi obchodzone było pomiędzy 23, a 27 kwietnia[potrzebne źródło]. Zostało zniesione przez biskupa ludowego w 1765 roku.”

W roku 1765 Białoruś była częścią Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Od wieków poddana była zmasowanej jahwizacji – głównie prawosławnej, ale za sprawą jezuitów w końcowym okresie przed rozbiorami i katolickiej. A mimo to jeszcze w 1765 roku biskup był zmuszony “znieść” słowiańskie święto. Z marnym jednak skutkiem, skoro jeszcze w połowie XIX wieku, już pod zaborem rosyjskim Białorusini to święto nadal obchodzili. To kolejny przykład demagogii i kłamstw żydłackich dotyczących “nawrócenia” Polski w roku 966.

A teraz Kupalnocka. Przytoczę cytat Długosza – fałszerza historii, który ubolewał, że 500 lat po domniemanym chrzcie Polski na święto Kupały “odprawiano [te igrzyska] przez bezwstydne i lubieżne przyśpiewki i ruchy, przez klaskanie w dłonie i podnietliwe zginanie się, oraz inne miłosne pienia…”

Dzisiaj Kupale grozi inne niebezpieczeństwo. W Poznaniu mobilizuje się dziesiątki tysiący ludzi, aby to słowiańskie radosne święto wyrodziło się w kabotyńskie bicie rekordu Guinnessa. Z prastarą Kupalnocką takie idiotyzmy nie mają nic wspólnego. Miejmy nadzieję, że ta “nowa tradycja” umrze śmiercią naturalną podobnie jak to miało miejsce wcześniej z zrzucaniem kukieł Judasza z kościelnych wież.

Dosyć ostro rozprawia się Dobrogost z rodzimowierczymi wspólnotami pisząc:
“…a nie jakieś dziwaczne teatralne, sztywne i nieszczere, skansenowe martwe odtwórstwo „rodzimowiercze”.”

Przyznam się szczerze, że i ja oglądając relacje filmowe z niektórych obrzędów także zauważam pewną ich sztuczność. Biorę to raczej na “skrępowanie” rodzimowierców i żerców faktem filmowania ich – mają oni wszak świadomość faktu, że nagranie to trafi do internetu. Przypuszczam, że prędzej czy później rodzimowiercy przyzwyczają się do kamer i nawet przy nich będą podczas obrzędów naturalni i spontaniczni. Natomiast obrzędy te uważam za konieczne – są one przecież kontynuacją (a nie “rekonstrukcją”) tradycji i obrzędów naszych przodków. Martwi mnie za to coś innego. Otóż zauważyłem, że te same święta słowiańskie przez różne wspólnoty i związki obchodzone są w różnych terminach. Myślę, że byłoby lepiej, gdyby związki i wspólnoty koordynowały obchody świąt tak, aby wszystkie wspólnoty obchodziły je w tym samym czasie, dając tym wyraz słowiańskiej jedności wszystkich rodzimowierców.
Obrzędy te także spełniać mogą rolę odciągania młodzieży od pop kultury. I być może kiedyś dzięki nim osiągniemy pogański efekt setnej małpy.

Lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach.

Zacytowałem Miłosza, choć go nie lubię.
Bądźmy kamyczkami nadającymi lawinie taki a nie inny bieg. Mam nadzieję, że ta lawina zmiecie po drodze to wszystko, co zabija Ducha Słowiańszczyzny.
.
opolczyk

.

ps.

Dołączam zdjecia z tegorocznch obchodów topienia Marzanny zorganizowanych “prywatnie” przez Malwę i jej męża.
.
Obrazek
.
Obrazek
.
Obrazek
.

Na “deser” dokładam także zdjęcia wykonane na świętej górze Ślęży skąpanej w śniegu. Malwa i jej mąż pierwszą rocznicę ślubu uczcili odwiedzając naszą świętą górę. Rocznica zbiegła się z Jarymi Godami. Ku radości Malwy i jej męża Ślężański Niedźwiedź miał już w łapkach kraszankę. Ucieszyło to Malwę i natychmiast pomyślała – “Nasi tu byli“. Haftowana chustka jest dziełem Malwy.

.
Obrazek
.
Obrazek
.

Dodatkowo wrzucam także zdjęcia z cmentarza na Białorusi znalezione na stronie Watry. Ciekawe jest to, że część grobów “ozdobiona” jest rzymską szubienicą, która bezsilnie “przygląda się” kontynuacji pogańskiego obrzędu odprawianego u jej stóp.
.
Obrazek
.
Obrazek
.
Obrazek
.
Obrazek
.
Obrazek

_________________
http://www.youtube.com/user/MareczekX5?feature=mhee



http://praca-za-prace.iq24.pl/default.asp
  
Electra14.12.2017 19:43:51
poziom 5

oczka

Przejdz do góry stronyStrona: 1 / 1    strony: [1]

  << Pierwsza      < Poprzednia      Następna >     Ostatnia >>  

HOME » SŁOWIANIZM » ŻYWE SŁOWIAŃSKIE OBRZĘDY

Aby pisac na forum musisz sie zalogować !!!

randki | własny sklep internetowy | promocje | darmowe aliasy | CyberCiekawostki | darmowe forum | sklepy
opinie, testy, oceny | katalog stron | toplsta

<

Gada teraz:
Dodatki na bloga