monitorpolskislowian

Rocznica straszliwej zbrodni komunistycznej w Koniuchach
T#199450
Facebook
MareczekX5
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)
Administrator 
#1161467 29.01.2013 16:03:15
Źródło: http://www.pch24.pl/rocznica-straszliwej-zbrodni-komunistycznej-w-koniuchach-,11965,i.html
Za: http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2013/01/29/rocznica-straszliwej-zbrodni-komunistycznej-w-koniuchach/



TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA



Nad ranem 29 stycznia 1944 roku, Żydowsko – sowieckie oddziały pod nazwą „smiert okupantam” wymordował mieszkańców polskiej wsi Koniuchy w rejonie Solecznik na Litwie.

Oddział „smiert okupantam” mordował mieszkańców nie oszczędzając kobiet i dzieci. Bandyci okrążyli wioskę, wszystko podpalono, każde zwierzę, każdego człowieka zabito. Jeden z moich kolegów wziął kobietę, położył jej głowę na kamień i zabił ją kamieniem” – bandyci chwalili się swoim bestialstwem.

Oprawcy byli tylko jednym z oddziałów, które działały na Kresach realizując zbrodniczą politykę Stalina. Żydowsko-sowieckie oddziały dokonywały bezwzględnych pacyfikacji polskich wiosek, rabowały i mordowały, np. tylko w województwie nowogródzkim zabito około dwóch tysięcy osób wspomagających Armię Krajową na tym terenie.



Mord w Koniuchach nie został osądzony do dziś. Śledztwo, które w tej sprawie prowadzi IPN utknęło w martwym punkcie, mimo, że znani są sprawcy tamtej zbrodni. Część z nich zostawiła po sobie pamiętniki, a jeden z bandytów, Genrikas Zimanas (Henoch Ziman), został odznaczony przez władze PRL… orderem Vitruti Militari.




http://www.youtube.com/user/MareczekX5?feature=mhee



http://praca-za-prace.iq24.pl/default.asp
MareczekX5
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)
Administrator 
#1165434 01.02.2013 00:00:33
Za: http://niszczsyjonizm.blogspot.com/2013/01/pamietajmy-o-koniuchach.html



TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ ZDJĘCIA. DARMOWA REJESTRACJA



Mija kolejna, tym razem już 69. rocznica potwornej zbrodni, popełnionej 29 stycznia 1944 r. na bezbronnych mieszkańcach polskiej wsi Koniuchy na Wileńszczyźnie. Niemrawe śledztwo prowadzi w tej sprawie pion śledczy IPN od ponad dekady, jednakże w sprawie nic konkretnego się nie dzieje.

O ile na odcinek „Jedwabne” rzucono wielkie siły, aby wyjaśnić to i owo (w rezultacie przerywając nagle ekshumację już na samym początku i nie udostępniając podstawowych dokumentów ze śledztwa, wyjaśniono więc tak naprawdę niewiele), to w sprawie masakry w Koniuchach mieliśmy podejście zupełnie inne.

Inna też była rola mediów – tam wielkie zainteresowanie i wszelkie „autorytety” i autoryteciki z różnych dziedzin poczuły się wielce zobowiązane, aby dać posłuszny i jednoznaczny głos potępienia lokalnej polskiej społeczności (i Polaków w ogóle), tu mamy natomiast jednoznaczną i zastanawiającą zmowę milczenia. Jaka jest tego przyczyna? Śmierć, zadana w sposób niezwykle okrutny kilkudziesięciu osobom, w tym kobietom i maleńkim dzieciom nie zasługuje na uwagę? A mamy do czynienia ze zbrodnią, która jest niezwykle bogato udokumentowana, zachowały się bowiem dokumenty niemieckie, sowieckie (sowieckiej partyzantki), żydowskie, litewskie (litewskiej policji). Liczni bezpośredni świadkowie złożyli relacje i napisali wspomnienia.



W sprawie tej nie ma żadnych wątpliwości, zarówno co do sprawców, jak i ofiar. Wśród sprawców Kongres Polonii Kanadyjskiej, który złożył oficjalne zawiadomienie do IPN, ustalił (po imieniu i nazwisku!) co najmniej czterdziestu uczestników zbrodni – członków sowieckich „brygad” i „oddziałów partyzanckich”. Złożyli oni relacje i wspomnienia, zamieścili informacje o swym uczestnictwie w publikacjach i ankietach personalnych. Ofiarą zbrodni padło co najmniej 38 osób cywilnych narodowości polskiej…

Oficjalna wersja sprawców jest taka: wieś Koniuchy była silnie ufortyfikowana, chroniły ją jakieś „wieże” i umocnienia, stacjonował w niej silny garnizon niemiecki (byłby to ewenement na skalę okupowanej przez Niemców Europy). Akcja zbrojna sowieckich oddziałów partyzanckich, złożonych głównie przez „bojców” narodowości żydowskiej, wymierzona była wyłącznie przeciw okupantom i dyspozycyjnych wobec nich kolaborantów z tej wsi. Gdyby faktycznie doszło do jakiejkolwiek walki, to przecież „bojcy”, atakując ufortyfikowany i doskonale uzbrojony niemiecki garnizon, musieliby ponieść ogromne straty a ich sukces nie miałby w ogóle miejsca! Zginęła wyłącznie miejscowa ludność wiejska z napastnicy nie zdobyli żadnej broni…

W powojennych opisach owej bohaterskiej „akcji zbrojnej”, lub nawet… „bitwy”, śmierć miało ponieść aż 300 mieszkańców wsi, choć wszystkich tam było zaledwie kilkudziesięciu. Opisy wielkich walk pojawiły się w żydowskiej literaturze naukowej i wspomnieniowej, mającej na celu wyeksponowanie szczególnego bohaterstwa niezłomnych „partyzantów”. Cały czas podtrzymywana jest absurdalna wersja o istniejących tam fortyfikacjach i niemieckim garnizonie, o uzasadnionym odwecie (ale za co?), a wszystko po to, aby zniwelować wrażenie o niesłychanej zbrodni. Instytucje państwowe, powołane do wyjaśniania takich spraw i ścigania sprawców, działały tu wyjątkowo nieudolnie. Jakże bowiem wytłumaczyć fakt, że przez ponad dekadę nie udało się dotrzeć do sprawców i choćby ich przesłuchać? Podobno wrażliwa na takie wydarzenia pewna gazeta nie zdobyła się po dziś dzień nawet na jeden artykuł. Dzięki Kongresowi Polonii Kanadyjskiej i staraniom śp. Andrzeja Przewoźnika na miejscu stanął krzyż, upamiętniający ofiary. Dziś nawet to z pewnością byłoby nie do osiągnięcia.

Mamy zatem do czynienia z polityką historyczną, która jest niezwykle wybiórcza i ślepa na jedno oko. Nie powstanie więc film, sugestywnie oddający realia. A tu nie trzeba konfabulować, jak w osławionym już „Pokłosiu”, czy publikacjach pewnej nadwrażliwej dziennikarki, która całe lata poświęciła na zaciemnianie sprawy Jedwabnego. Wystarczy rzetelnie przedstawiać oczywiste fakty.
Nie łudźmy się - w obecnej sytuacji nic takiego nie będzie mieć miejsca. Mamy do czynienia z osobami i środowiskami „wrażliwymi inaczej”, które wyszukają (bądź nawet specjalnie umieszczą) źdźbło w naszym oku, nie widząc belki w oku własnym.

Jak okrutna potrafiła być wojna i okupacja, jaką gehennę przeżywały polskie wsie, świadczyć mogą wspomnienia żydowskiego „partyzanta”, uczestnika masakry w Koniuchach.
Zamieszczamy poniżej ich fragment, żeby pokazać, ze zbrodnia i wynaturzenia nie mają narodowości – wszyscy do tego byli zdolni. Ale też – to musimy wyraźnie przyznać – nie wszyscy to robili…
Z poniższej relacji wiemy, że „akcja”, która kosztowała życie co najmniej 38 ofiar, trwała zaledwie godzinę, sprawcy zabawiali się później z ciałami zabitych, lub tylko ciężko rannych kobiet w sposób niezwykle bestialski. I choć nie wszyscy podzielali radość uczestników owej „zabawy”, nikt ich w tym nie powstrzymał i nie rozliczył. Przeciwnie, zostali powitani w swej bazie jak bohaterowie. Bohaterstwo, jak widać, może przybierać różne oblicza.

Leszek Żebrowski


***

Pol Bagriansky Koniuchi, „Pirsumim. Publications of the Museum of the Combatants and Partisans”, Tel Aviv, nr 65-66 (grudzień 1988):

Gdy dotarłem do oddziału, aby przekazać nowe rozkazy, zobaczyłem straszny, przerażający obraz. [...] Na małej polance w lesie leżały półkolem ciała sześciu kobiet w różnym wieku i dwóch mężczyzn. Ciała były rozebrane i położone na plecach. Padało na nie światło księżyca. Jeden po drugim partyzanci strzelali trupom między nogi. Gdy kule dosięgały nerwów, trupy reagowały jak żywe. Drgały i wykrzywiały się przez kilka sekund. Trupy kobiet reagowały w bardziej gwałtowny sposób niż mężczyzn. Wszyscy partyzanci z tego oddziału brali udział w tej okrutnej zabawie, śmiejąc się w dzikim szaleństwie. Najpierw przestraszyłem się tym przedstawieniem, ale potem zaczęło mnie ono w chory sposób interesować. […] Im się nie spieszyło i dopiero jak trupy przestały reagować na kule, przemieścili się na nową pozycję. […]

Ludzie byli zmęczeni, ale z ich twarzy wyzierała satysfakcja i szczęście z wykonanego zadania. Tylko niewielu zdawało sobie sprawę, że popełniono straszliwy mord w ciągu godziny. Ci nieliczni wyglądali ponuro, smutno i mieli poczucie winy. [...]

Dotarliśmy do bazy późno w nocy. Byłem zmęczony i zmordowany, a więc zasnąłem od razu, tak jak większość z naszego oddziału. Jak się dowiedzieliśmy następnego dnia, pozostałe oddziały zostały przywitane jak bohaterowie za zniszczenie Koniuchów. Pili, jedli i śpiewali całą noc. Sprawiło im przyjemność zabijanie i niszczenie, a najbardziej picie.
Za: http://www.pch24.pl/pamietajmy-o-koniuchach,11985,i.html#ixzz2JUfTrwD4



http://www.youtube.com/user/MareczekX5?feature=mhee



http://praca-za-prace.iq24.pl/default.asp
Aby pisać na forum musisz się zalogować !!!
rss · kontakt · załóż własne forum · korzystasz z forum? wesprzyj projekt!