GRY



NOWE POSTY | NOWE TEMATY | POPULARNE | STAT | RSS | KONTAKT | REJESTRACJA | Login: Hasło: rss dla

HOME » UWAGA NA SEKTY..... » STANISŁAW MICHALKIEWICZ – ZATRUTE PIÓRO DO OGŁUPIANIA POLAKÓW

Przejdz do dołu stronyStrona: 1 / 1    strony: [1]

Stanisław Michalkiewicz – zatrute pióro do ogłupiania Polaków

  
MareczekX5
01.03.2013 12:14:53
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)

Grupa: Administrator 

Posty: 7589 #1222200
Od: 2012-7-24
Za: http://palmereldritch1984.wordpress.com/2012/08/12/stanislaw-michalkiewicz-zatrute-pioro-do-oglupiania-polakow/

Obrazek

Tytułem wstępu: Felietonistyka S. Michalkiewicza wielu Polakom wydaje się wartościowa i otwierająca oczy. Niewątpliwie może być interesująca w warstwie kabaretowej – czyli formalnej. Ci ”Judajczykowie“, co to zachodzą nas od tyłu, kiedy my szerzymy “demokrację” i “wolny rynek” wśród narodów “wolnego rynku” i “demokracji” spragnionych jak chińska ambasada w Belgradzie “chirurgicznych” bombardowań, ci “starsi i mądrzejsi“… - któżby się mógł oprzeć takim bon-mot’om?

Niestety, obok walorów kabaretowych twórczość pana Michalkiewicza obfituje w nieuczciwe chwyty retoryczne i sofizmaty (pseudologiczne toki rozumowania, trudne do sfalsyfikowania przez niekompetentnego czytelnika). Cała koncepcja wytworzenia takiej postaci jak pan Michalkiewicz na polskiej scenie “blogowej” – i “przyparafialnej” scenie politycznej nie jest jednak pozbawiona określonych celów. Patriotyczno-”antysemicki” lep ma za zadanie uwiarygodnić osobę pana Michalkiewicza wśród czytelników i słuchaczy – po to, by mógł propagować inne tezy niż “patriotyzm” i “antysemityzm”. Chodzi o propagację libertariańskich (ultrawolnorynkowych a’la Mikke) poglądów ekonomicznych wśród Polaków. Po co? Po to, aby ewentualny bunt społeczny , wywołany wdrożeniem (przez ekipę Mazowieckiego-Balcerowicza i wszystkie póżniejsze) w Polsce bandyckiej wersji XIX-wiecznego kapitalizmu, którego katastrofa – czyli ostateczne załamanie kolonialnej gospodarki III RP – być może właśnie nadchodzi, nie doprowadził do niepożądanych dla “wiadomych sił” zmian. Kiedy republikanie w USA zrozumieli, że ich polityka (“reganomika”, “deregulacja”, cięcie podatków dla najbogatszych, wojny) zaowocowała katastrofą, wykreowali ruch, który miał skanalizować niezadowolenie społeczne tak, by ludzie … domagali się jeszcze dzikszego i bardziej zderegulowanego kapitalizmu. Mowa oczywiście o socjotechnicznym tworze pod nazwą “Tea-Party”. W Polsce nie trzeba tworzyć niczego, “nasza” wersja opisanej socjotechniki oznacza zaganianie zbuntowanych Polaków do kibucu zwanego UPR, przefarbowywanego obecnie w celach marketingowych na (bardziej “patriotyczną” i “narodową”) “Nową Prawicę” (znaną szerzej jako KNP)..

Radio Maryja, Stanisław Michalkiewicz a UPR

Autor: Józef Bizoń
Wbrew pozorom omawiany problem jest istotny dla rozumienia działania mechanizmu zabezpieczającego interesy kliki rządzących Polską, kliki w zasadzie jednej maści. Aby dostrzec mechanizm trzeba kwestię nazwisk odłożyć na bok – dziś są takie a jutro będą inne.
Wymienione w tekście nazwy i nazwiska – są przytoczone wyłącznie jako konkretny przykład działania maszynerii politycznej III RP. W mechanizmie tym mamy do czynienia z zasadą przenoszenia autorytetu, używania tych samych pojęć i określeń – ale jednocześnie z podkładaniem zupełnie innego celu w ramach realizacji tegoż.
No i tu osoba pana Stanisława Michalkiewicza jest jak ulał.

Radio Maryja [i media z nim bezpośrednio związane] głosi to co głosi – ma swoich żelaznych słuchaczy.
Stanisław Michalkiewicz poprzez stałą obecność w Radio Maryja [a i okazuje się w 53 różnych innych mediach zamieszczany jak tego sprawa wymaga /patrz wywiad - St. Michalkiewicz sam o sobie/] kojarzony jest bezpośrednio z Radiem Maryja – no i że to co on tam głosi jest jedną z możliwych opcji akceptowanych przez to radio.
Faktyczne intencje Radia Maryja zapraszania St. Michalkiewicza są tutaj kompletnie nieistotne – ważny jest odbiór tegoż przez ogół słuchaczy.
St. Michalkiewicz od tzw. odzyskania przez Polskę wolności wspiera UPR i Korwina Mikke – również swą osobistą obecnością w tych środowiskach z fotkami z nimi włącznie.

Dobre kilka lata temu organizowanie kół terenowych UPR [w większych wsiach i miasteczkach] odbywało się według scenariusza, w którym żelaznym punktem było powołanie się na osobę St. Michalkiewicza [czasami fizycznie był on obecny na takim organizacyjnym zebraniu] i jego silne związki [wystąpienia i felietony] z Radiem Maryja i Naszym Dziennikiem. O programie UPR, czym ten twór jest w istocie, nigdy na takim spotkaniu nie mówiono, bo i po co – skojarzenie z RM i ND skutecznie miało to zastąpić i zastępowało.

UPR od dawna ma swój program – ten jawny, ale i nie tylko – opisałem go tu:
“Kontrrewolucja 2010 w wydaniu kandydata Korwina Mikke“
Swego czasu wywołałem wielki niesmak pośród organizatorów – [proszony o przeprowadzenie wykładu zorientowałem się pod koniec wykładu, że cały ten mój wykład jest w ramach założenia koła UPR] – gdy na koniec wykładu wyłożyłem zebranym ten program UPR.
Miny wszystkich były nietęgie.

Efekt końcowy działania tego mechanizmu mamy taki, że część elektoratu [o nastawieniu propolskim] przechwytywane było i jest przez UPR [2,5-2,8%]. Obecnie, z uwagi na podatny grunt i głoszone z wykorzystaniem mechanizmu przeniesienia autorytetu tezy St. Michalkiewicza, UPR może przekroczyć próg wyborczy do sejmu [a już 3% daje mu środki z budżetu państwa na dalszą jego działalność] z jego programem j.w.

Powstaje więc “piękny” – inteligentny – mechanizm zwalczania sił szczeropolskich.
Bez St. Michalkiewicza [a w szczególności bez jego obecności w Radio Maryja - z czego on sobie zdaje sprawę /dał temu wyraz w swym wywiadzie/] ten mechanizm skutecznie się wali.
W tym stanie rzeczy popieranie i promowanie St. Michalkiewicza nie leży w interesie sił szczeropolskich – a stąd i moim.

Oczywiście Pan St. Michalkiewicz może sobie pisać co chce, tylko my musimy wiedzieć co z jego pisania ostatecznie wynika i kto z tego jego pisania ostatecznie zbiera i zbierze profity.

No i na koniec skuteczność UPR w ‘kołowaniu’ ambitnych ludzi młodych – niekoniecznie słuchaczy Radia Maryja.
“Na pierwszych latach studiów wstąpiłem do Unii Polityki Realnej. Zrobiłem to z przekonania, albowiem wolnościowe idee UPR były mi aksjologicznie najbliższe. Zadałem sobie pytanie, czy radykalny program gospodarczy partii jest możliwy do praktycznej implementacji z punktu widzenia finansowego. Zainteresowałem się makroekonomią, finansami publicznymi, budżetowaniem i prognozowaniem. Owocem był sporządzony program gospodarczy oparty o model finansów publicznych. Jego wynik pokazywał, że idee Janusza Korwina-Mikke były niemożliwe do natychmiastowego zrealizowania, co najwyżej mogły określać cel w perspektywie co najmniej kilkunastu lat. Opracowanie na ten temat zrobiło się głośne we władzach UPR, zostałem mianowany członkiem sygnatariuszem UPR. Ale jednocześnie odkryłem, że lider partii głosił poglądy nie znajdujące oparcia w realiach finansowych. Zaczął rodzić sceptycyzm, co do jego celów. Sceptycyzm uległ pogłębieniu po obserwacji przebiegu posiedzeń najwyższych organów UPR. Uznałem, że celem Janusza Korwina-Mikke jest skanalizowanie impetu pragnącej zmian młodzieży oraz środowisk wolnościowych, tak aby idee te pozostawały wyłącznie przedmiotem rozważań teoretycznych. Na przełomie wieków wycofałem się z aktywnej działalności w UPR, sygnalizując kolegom, że kiedyś do polityki wrócę.” – Tomasz Urbaś
http://urbas.blog.onet.pl/2,ID393074870,index.html
A ilu nie miało takiego szczęścia, aby to odkryć?

Boguchwała, A.D. 03.02.2011 r. – mgr inż. Józef Bizoń

________

_________________
http://www.youtube.com/user/MareczekX5?feature=mhee



http://praca-za-prace.iq24.pl/default.asp
  
Electra18.10.2017 13:04:34
poziom 5

oczka
  
MareczekX5
01.03.2013 12:15:53
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)

Grupa: Administrator 

Posty: 7589 #1222202
Od: 2012-7-24
Stanisław Michalkiewicz- niebezpieczny kłamca, manipulator i oszczerca

Za: http://palmereldritch1984.wordpress.com/2012/08/12/stanislaw-michalkiewicz-niebezpieczny-klamca-manipulator-i-oszczerca/

Obrazek

Stanisław Michalkiewicz

Do napisania poniższego tekstu zainspirował mnie – nie pierwszej już młodości tekst Stanisława Michalkiewicza “Od ateistów – lepiej z daleka”. Pan Stanisław operuje w nim bardzo nieuczciwymi chwytami, by manipulować czytelnikami. Co się stanie, jeśli identyczne nieuczciwe chwyty zostaną zastosowane wobec niego? Albo jeśli zostaną mu postawione zupełnie uczciwe pytania retoryczne? Zobaczmy (uwaga: sprawa Stanisława Michalkiewicza jest o wiele poważniejsza, poniżej to głównie zdemaskowanie metod – ale te metody są używane przez pana Michalkiewicza w antypolskich celach, warto także zajrzeć tu: “Stanisław Michalkiewicz: obrzydzanie Polakom realizmu politycznego”).

Pisze więc pan Stanisław co następuje:

„nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę” (…) Przede wszystkim – co to znaczy: „nie wierzę”? Jeśli ateista twierdzi, że „nie wierzy”, to oczywiście kłamie, bo przecież wierzy, tyle, że w coś przeciwnego, niż człowiek religijny. Człowiek religijny wierzy w Boga, to znaczy – w to, że Bóg jest – i tak dalej. Nie twierdzi bynajmniej, że WIE, iż Bóg jest. Twierdzi tylko, że w to wierzy – i to jest w porządku, to jest racjonalne, ścisłe i uczciwe. Tymczasem ateista, twierdząc, że „nie wierzy”, sugeruje posiadanie jakiejś wiedzy o tym, iż Boga nie ma.

Jeśli ten wątek czyta ktokolwiek myślący, to widzi, że Michalkiewicz próbuje metodą manipulacji znaczeniem słów dowieść, że ktoś twierdzi coś innego, niż twierdzi. Jeśli ja wierzę, że pan Michalkiewicz jest Żydem-katsą, to czy pan Boomcha/25godzina* twierdząc, że nie wierzy, sugeruje, że posiada jakąś wiedzę o tym, że pan Michalkiewicz Żydem-katsą nie jest? Niech mi pan Michalkiewicz na to odpowie. Czytajmy dalej:

Jednakże deklarując, jakoby „nie wierzyli”, sugerują, że posiadają jakąś wiedzę pewną, czyli kłamią w żywe oczy. Od takich łgarzy lepiej trzymać się z daleka, bo skoro tak ostentacyjnie kłamią w jednej sprawie, to cóż może powstrzymać ich od łgarstw we wszystkich innych sprawach?

Właśnie, panie Michalkiewicz. Czy jeśli pan w tak prostacki sposób robi czytelnika w bambuko (czyli oszukuje), to czy można wierzyć, że powstrzyma się pan od robienia czytelnika w bambuko w innych sprawach?

Wprawdzie może nie dotyczy to wszystkich ateistów, a w każdym razie ja nie wiem, czy wszyscy są tego samego zdania, ale nie ulega wątpliwości, że ateiści są bardzo licznie reprezentowani wśród zwolenników aborcji. Aborcji – a więc zabijania ludzi bardzo małych, których istnienie z jakichś względów przeszkadza ludziom większym.

Czy jest różnica pomiędzy byciem zwolennikiem Breivika a byciem Breivikiem, panie Michalkiewicz? Niech pan sobie przypomni, co pan pisał:

Dlaczego zatem państwom NATO wolno zabijać Afgańczyków, którzy nie podzielają oczekiwanego od nich entuzjazmu dla demokracji, a Andersowi Breivikowi nie wolno zabijać Norwegów, których uznał za potencjalnie niebezpiecznych dla swojego narodu? To pytanie postawił jeszcze w Średniowieczu francuski poeta Franciszek Villon, przytaczając rozmowę cesarza z morskim piratem: „Cysarz tak ozwie się surowo: czemuś iest zbóycą morskim, bracie? Aż tamten, mało robiąc głową: czemuż mnie zbóycą nazywacie? Dlatego, że na iedney łodzi? Gdybych miał statków choć ze dwieście, nie byłbych, iako iestem, złodziey lecz cysarz, iako wy iesteście!”
Powszechnie narzeka się dzisiaj na niedostatek ideowości i to nie tylko wśród „młodych”, co to nie chcą już niczego, tylko „popić, po(g)ruchać i radia posłuchać” – ale również wśród autorytetów moralnych, którzy uważają, że życie ludzkie jest „wartością najwyższą” (p.e.1984: skąd ten cudzysłów – czyżby dla pana Michalkiewicza życie było “wartością najwyższą”, a nie wartością najwyższą? Jak ma się życie poczęte do życia młodych ludzi na wyspie Utoya? Oczywiście – należy poświęcić własne życie w obronie ojczyzny, należy zabijać najeźdźców – ale określanie życia “wartością najwyższą” (w cudzysłowie) w kontekście mordu Breivika i utyskiwań nad “niedostatkiem ideowości” brzmi dość … psychopatycznie). (…)
Mamy zatem kryterium, przy pomocy którego możemy bez trudu odróżnić ideowość prawdziwą od ideowości udawanej – jeśli ktoś dla idei, którą głosi, gotów jest zaryzykować własne życie. Breivik twierdzi, że zabijając swoje ofiary liczył się z utratą życia – i rzeczywiście; policja przybyła na miejsce by go aresztować dopiero wtedy, jak skończyła mu się amunicja – podobnie jak i dzisiaj twierdzi, że przyjąłby karę śmierci. Podobnie mówił Eligiusz Niewiadomski – i został stracony. Breivik może tylko tak mówi, bo w Norwegii kary śmierci nie ma – ale czy nie warto by jej przywrócić choćby dlatego, by móc sprawdzić takie deklaracje?
Źródło: http://marucha.wordpress.com/2012/04/24/wokol-procesu-breivika/

Nie piszę tego w obronie “lewaków” (ateista i “lewak” to nie to samo, mimo, że “lewak” zwykle jest ateistą; przez “lewaka” rozumiem pseudolewicowca zajmującego się “antyfaszyzmem”, organizacją “kolorowych niepodległych” i różnych “marszów równości”, natomiast ma gdzieś ludzi wyrzucanych z domów na bruk, pracowników tyrających za głodowe pensje 16 godzin na dobę i łamanie prawa pracy), tylko przeciw hipokrycie.

Zresztą nie o nią (Labudę) tu chodzi, tylko o ateistów, którzy twierdzą, ze „nie zabijają”. Jakże „nie zabijają”, kiedy właśnie zabijają, a nawet zabijanie propagują? Od takich łgarzy naprawdę lepiej trzymać się z daleka.

Wciąż nie widzę tożsamości pomiędzy ateizmem, popieraniem aborcji i zabijaniem. Z punktu widzenia sprawstwa – zabija matka, bo ona podejmuje decyzję – i lekarz, bo on morderstwa dokonuje. Zwolennik aborcji (ateista czy nie) jedynie tego zabójstwa nie potępia – lub jest zwolennikiem nieutrudniania go (co nie jest równoznaczne z byciem mordercą, więc panie Michalkiewicz jesteś pan kłamcą). Palacz zabija siebie i osoby wdychające dym w jego towarzystwie. Czy pan, panie Michalkiewicz jest zwolennikiem całkowitego zakazu palenia? Janusz Korwin-Mikke jest zwolennikiem zniesienia nakazu zapinania pasów bezpieczeństwa podczas jazdy samochodem. Nie wiem, jakie poglądy w tej kwestii ma pan Michalkiewicz. Ile osób więcej zginie na drogach, jeśli nakaz zostanie uchylony? Panie Michalkiewicz, czy potępił pan swojego kolegę Mikkego? Nie? To jest pan – zgodnie z pańską logiką – mordercą.

Po uwiarygodnieniu się przed katolikami waleniem w “ateistów” – “aborcjonistów” pora przystąpić do właściwej, libertariańskiej części ewangelii, prawda, panie Michalkiewicz? “Precz z komunom, ale jeszcze bardziej – ateistokomunom”.

Wreszcie – „nie kradnę”. Naprawdę? Przecież socjalizm, zarówno ten „realny”, jak i ten „kulturowy” forsowali kosztem milionów ofiar, propagowali i nadal propagują przede wszystkim ateiści.

Tu mamy kolejną ciekawą manipulację. Jeśli wielu zwolenników socjalizmu to ateiści, to jeszcze nie znaczy, że ateiści to w znakomitej większości zwolennicy socjalizmu. To jest elementarz rachunku zbiorów, ale i prosta manipulacja. Jeśli A jest podzbiorem B to jeszcze nie znaczy, że A = B. Pamięta Pan hasło “Solidarności” “socjalizm-tak, wypaczenia- nie”? Otóż wśród 10 mln członków Solidarności 90% (albo więcej) to byli katolicy. Czytał Pan “21 postulatów”? Wniosek: 9 mln katolików w Polsce to według Pana wykładni złodzieje. I to w dodatku zuchwali. Odwracając logikę – jeżeli skutkiem działania wolnego rynku jest przechwytywanie nieproporcjonalnej części wartości dodanej przez pracodawcę (patrz także Ubezpieczenia społeczne, siła negocjacyjna i “żelazne prawo płac”), to czy popierając wolny rynek, nie popiera pan pewnej formy czegoś gorszego niż złodziejstwo – bo czynu noszącego znamiona wymuszenia rozbójniczego? Czyli jeśli zgodnie z Pana logiką ateista to złodziej i morderca, to czy wedle tej samej logiki nie jest pan zwolennikiem wymuszeń rozbójniczych, czyli bandytą?

W dodatku, chociaż przedstawiają się jako „racjonaliści”, próbują wmówić nam, że zachowują się nieracjonalnie. Bo – powiedzmy sobie szczerze – jeśli Boga nie ma, to dlaczegóż właściwie nie kraść? Dlaczego nie zabijać?

Z pana pogardy wobec ateistów wnioskuję, że jakieś bóstwo pan czci (z tekstu nie wiem jakie, bo się pan nie zadeklarował). Jakie to bóstwo, które pozwala oszukiwać, mordować i rabować? Jaka jest jakościowa różnica pomiędzy panem a ateistami? Na marginesie – prof. Wolniewicz był do niedawna zdeklarowanym ateistą. Ile osób zabił, ile okradł, a ile okłamał? Jeśli żadnej, to czy mógłby pan go wypytać o źródło irracjonalizmu w jego postępowaniu? To mogłoby być interesujące. Ciekawe, jak wyglądają statystyki penitencjarne – czy odsetek poszczególnych światopoglądów wśród skazanych złodziei, morderców i krzywoprzysięzców pokrywa się ze stosunkiem deklarowanych światopoglądów w społeczeństwie? Czy przeprowadził pan odpowiednie badania?

Nie wiem, jak W takim przypadku zarówno złodziejstwo, jak i zbrodnia, to zachowania jak najbardziej racjonalne.

Sokrates był zupełnie innego zdania, ale zapewne jest pan mądrzejszy od Sokratesa:

Jak podaje Arystoteles w Etyce eudemejskiej (1216 b):
Sądził przecież (Sokrates), że każda cnota jest wiedzą, z czego wynikało, że kto wie o sprawiedliwości, jest sprawiedliwy.
Podobnie pisze Ksenofont w swoich Wspomnieniach o Sokratesie (III 9, 5):
Sokrates mówił, że sprawiedliwość i każda inna cnota jest mądrością, bo sprawiedliwe i w ogóle wszystkie cnotliwe czyny są piękne i dobre. Mówił dalej, że ani ci, którzy posiadają ich wiedzę (tj. wiedzę o cnotach), nie wybiorą zamiast nich niczego innego, ani też ci, którzy jej nie posiadają nie mogą ich dokonywać, lecz jeśli nawet spróbują, to błądzą.Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Intelektualizm_etyczny

Ale z Sokratesem polemizowało w tych kwestiach wielu filozofów. Najprawdopodobniej Sokrates używał specyficznej definicji “mądrości”, bliskiej temu, co reprezentują swoim stylem bycia buddyjscy mnisi.

Inaczej w przypadku ludzi wierzących w Boga. Oni jako mordercy i złodzieje zachowywaliby się nieracjonalnie, podczas gdy ateiści – racjonalnie jak najbardziej.

O czym świadczy występowanie osób deklarujących się jako wierzące w Boga wśród winnych kradzieży i morderstw z premedytacją? Czy szahidzi są nieracjonalni, czy też nie wierzą w Boga? Dlaczego ateista zdaniem pana Michalkiewicza nie jest uprawniony do przestrzegania zasad etyki? Czy pan Michalkiewicz zna ten cytat z Kanta o prawie moralnym? Słyszał o dziedzinie filozofii, która nazywa się “etyka”? Dodatkowo – w społeczeństwie funkcjonuje coś takiego jak prawo i wymiar sprawiedliwości (różnie z tym bywa, ale formalnie istnieją). Jeśli ateista wie, że konkretne czyny są karane i że sprawcy są znajdowani z określonym prawdopodobieństwem – to czy nadal popełnianie przestępstw (abstrahujemy od moralności i etyki ateisty, które mogą wykluczyć z góry dokonanie czynu przestępnego) jest racjonalne? Krótkie pytanie – ilu ateistów jeździ na gapę? Jak odsetek ateistów jeżdżących na gapę ma się do odsetków obserwowanych dla różnych religii? Czy sprawdził pan, zanim zaczął wypisywać brednie? Nie? Zatem jest pan jeszcze na dokładkę oszczercą – czyli kłamcą. A nie jest pan ateistą (ponoć)!

Zatem nie tylko są łgarzami, ale w dodatku – tchórzliwymi, bo nie potrafią zdobyć się na odwagę działania z otwartą przyłbicą.

Może po prostu opisywani przez szanownego pana funkcjonują wedle innej heurystyki, niż ta, którą im pan łaskawie przypisał – i wedle innej etyki, niż ta, którą pana zdaniem mają. Czy pan, nie przyznając się że jest oszustem, mordercą, bandytą i oszczercą, działa z odkrytą przyłbicą, czy nie?

Od takich tchórzliwych czy tylko niechby nawet obłudnych łgarzy naprawdę lepiej trzymać się z daleka.

Dokładnie tak, tylko jak pan to ma zrobić? Musiałby pan wyjść z siebie i uciec gdzieś daleko.

____________________________
*^ (osoba, która wkleiła tekst Michalkiewicza na marucha.wordpress.com)
_________________
http://www.youtube.com/user/MareczekX5?feature=mhee



http://praca-za-prace.iq24.pl/default.asp
  
marcus
16.05.2014 23:24:35
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)



Grupa: Użytkownik

Posty: 2110 #1843035
Od: 2014-5-4
Dorzucę też swoje trzy grosze, do Stanisława Michalkiewicza.Chcę zaznaczyć, że mimo, że sporo o nim wiem, na razie nie chcę Go oceniać, aczkolwiek, żeby nie trollować, dostosuję się do poglądów większości tutaj piszących o nim. To jego z wielu felietonów: Ujemne i dodatnie plusy demokracji.Chyba niepodobna przesadzić z krytyką procedur demokratycznych. Teraz wprawdzie mamy kampanię tylko do Parlamentu Europejskiego – takiego demokratycznego kwiatka do biurokratycznego kożucha, więc emocje i duraczenie nie przekraczają dopuszczalnych granic – ale w przyszłym roku czekają nas wybory parlamentarne i prezydenckie, więc nie ulega wątpliwości, że będzie się działo!

A będzie tym bardziej, że już teraz widać, iż główną troską, głównym zmartwieniem ugrupowań dominujących na politycznej scenie jest obawa przed pojawieniem się politycznej alternatywy, przed opuszczeniem świeżej krwi i nowych idei.

Tymczasem wygląda na to, że znaczna i chyba nawet rosnąca część młodego pokolenia nie tylko nie widzi dla siebie niczego atrakcyjnego w partiach tkwiących w okrągłostołowym układzie, ale pragnie ten układ rozsadzić. Dlatego właśnie nawet kampania wyborcza do Parlamentu Europejskiego może przynieść różne niespodzianki, a kampanie przyszłoroczne – jeszcze większe.

Czy to twoje małpy w tym cyrku?

Wróćmy jednak do krytyki procedur demokratycznych. Otóż kampania wyborcza ma na celu przekonanie obywateli, że akurat ta partia jest najlepsza, podczas gdy wszystkie inne mogą tylko spierać się między sobą o różnicę łajdactwa i głupoty. Tak robi każda partia i dlatego wyborcy głosują akurat na tę, przez siebie wybraną.

Ale kiedy już głosowanie się odbędzie, wówczas rozpoczynają się rozmowy koalicyjne. Partia mądra zaczyna namawiać się z partią głupią, partia uczciwa – z partią złodziejską i tak dalej. Wreszcie dochodzi do sklecenia koalicji i między jej uczestnikami rozpoczynają się tak zwane „rozmowy programowe”. Chodzi o to, kto, ile i w jakich sektorach pozajmuje posady, za pośrednictwem których będzie doił Rzeczpospolitą w tak zwanym „majestacie prawa” – ale niekiedy wymaga to, przynajmniej dla zachowania pozorów, dokonania jakichś rzeczywistych uzgodnień programowych.

W rezultacie tych uzgodnień koalicja rządowa będzie realizowała program, o jakim przedtem nikt nie słyszał i za jakim, być może, nikt by nie zagłosował. Trudno sobie wyobrazić większą kpinę z wyborców, toteż nic dziwnego, że wielu ludzi nie chce w tym widowisku statystować.

Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ponieważ rywalizujące ze sobą ugrupowania muszą jakoś przekonywać do siebie obywateli, toteż czasami dochodzi do ujawnienia rozmaitych tajemnic. Tak właśnie stało się i teraz, kiedy pan Paweł Piskorski, ongiś wysoki dygnitarz Kongresu Liberalno-Demokratycznego i Platformy Obywatelskiej ujawnił, że Kongres Liberalno-Demokratyczny był regularnie finansowany przez niemiecką CDU.

Podejrzewam, że CDU dla zachowania pozorów przyzwoitości tylko przekazywała pieniądze pochodzące od niemieckiego wywiadu, który w ten sposób budował w naszym nieszczęśliwym kraju potężne dzisiaj Stronnictwo Pruskie. Wprawdzie zarówno pan premier Tusk, jak i inni działacze Platformy, zaprzeczali tym rewelacjom, ale jakoś niemrawo – widać nie byli pewni, kto pana Piskorskiego inspirował do tych wyznań i jakiego jeszcze asa chowa w rękawie.

Również niezależne media głównego nurtu, które początkowo rzuciły się na tę rewelację, wkrótce o niej zapomniały, jak na komendę demonstrując święte oburzenie z powodu bezceremonialnego potraktowania pana Władysława Bartoszewskiego przez panią posłankę Pawłowicz, no a prawdziwym darem Niebios okazał się osobnik, który wygrał konkurs Eurowizji, prezentując się jako kobieta z brodą.

Ale nawet kobieta z brodą na długo nie wystarczy, toteż okazało się, że Aleksander Kwaśniewski, były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju, był na łaskawym chlebie w firmie kontrolowanej przez obalonego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza i w dodatku, żeby było śmieszniej, kolegował się tam z synem amerykańskiego wiceprezydenta Bidena.

Dzięki temu lepiej rozumiemy przyczyny zainteresowania Stanów Zjednoczonych rozwojem demokracji na Ukrainie, no i oczywiście – przyczyny takiego zaangażowania w tę sprawę naszych Umiłowanych Przywódców. Dodatkowe światło rzuca na wszystko okoliczność, iż w umacnianie ukraińskiej demokracji zaangażowali się, również finansowo, tamtejsi oligarchowie. Podobno na demokrację nie żałują grosza, a w tej sytuacji trudno się dziwić zaangażowaniu naszych Umiłowanych Przywódców, którzy nawet skrytykowali węgierskiego premiera Orbana, że bardziej troszczy się o węgierski interes państwowy, niż o całość ukraińskiego terytorium.
Stanisław Michalkiewicz
http://www.michalkiewicz.pl

źródło: http://marucha.wordpress.com/2014/05/16/ujemne-i-dodatnie-plusy-demokracji/pytajnikpytajnikpytajnikwykrzyknik
  
marcus
11.06.2014 18:16:37
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)



Grupa: Użytkownik

Posty: 2110 #1862860
Od: 2014-5-4


Ilość edycji wpisu: 1
Stanisław Michalkiewicz: Skrobią „zygotki” dla Lebensraumu



Jak wiadomo, myśl raz rzucona w przestrzeń, prędzej czy później znajdzie swego amatora. Im głupsza myśl – tym szybciej, bo – jak zauważył pewien klasyk – „głupiec zawsze znajdzie głupca, który go uwielbia”. Niektórzy tym właśnie tłumaczą ogromną, chociaż ostatnio jakby nieco przygasającą popularność pana redaktora Adama Michnika. Z jednej strony to by się zgadzało, bo pan redaktor Michnik jest wyrocznią dla licznych gromad mikrocefali, którym za pośrednictwem redagowanego przez siebie „Głosu Cadyka” tłumaczy, co akurat myślą. Gdyby tak z jakichś zagadkowych przyczyn ta żydowska gazeta dla Polaków przestała wychodzić, to mikrocefale miałyby straszliwy problem – nie wiedziałyby mianowicie, co właściwie myślą. Stąd płynie ich uwielbienie dla pana redaktora Michnika, który dostarcza im złudzenia, iż są istotami myślącymi. Oczywiście mikrocefale nie zdają sobie sprawy, że to tylko iluzja, rodzaj namiastki, ponieważ handełesy nigdy nie dostarczają swoim klientom prawdziwego towaru, tylko tandetę. Z drugiej jednak strony, taki jeden z drugim handełes doskonale wie, że dostarcza swoim klientom tandetę, bo dysponuje specyficznym rodzajem mądrości zwanej sprytem – chociaż oczywiście pieniądze i prestiż są już jak najbardziej prawdziwe.

Myślę jednak, że pan redaktor Michnik jest za sprytny, żeby robić to co robi tylko dla pieniędzy, czy prestiżu. Oczywiście dla pieniędzy i prestiżu też, ale przede wszystkim – dla tzw. wielkiej polityki. Zwrócił na to uwagę Jerzy Urban, który wprawdzie epatuje wszystkich swoją demoralizacją, ale jest inteligentny i spostrzegawczy. I właśnie on zwrócił uwagę, że pan redaktor Michnik jest jednym z najpoważniejszych polityków w naszym nieszczęśliwym kraju – bo jak wiadomo, żadnego z naszych Umiłowanych Przywódców, nakręcanych rano i wieczorem przez odpowiednie bezpieczniackie watahy, serio traktować niepodobna. Mimo to niektórzy traktują ich serio, puszczając mimo uszu ostrzeżenia, że kto tak robi, ten sam sobie szkodzi.

Specyfika politycznej metody pana redaktora Michnika polega właśnie na wywieraniu wpływu na postępowanie mikrocefali. Tak je kształtuje, by sprzyjało ono osiąganiu celów, jakie w naszym nieszczęśliwym kraju postawiła sobie światowa społeczność żydowska. Chodzi mianowicie o odpowiednie ukształtowanie naszego nieszczęśliwego kraju, jako awaryjnej przestrzeni życiowej dla Żydów na wypadek, gdyby na Bliskim Wschodzie coś poszło nie tak i trzeba było likwidować eksperyment polityczny w postaci bezcennego Izraela. Wspominał o tym przed laty w niemieckiej prasie pewien malarz, lokalizując tę przestrzeń życiową w Turyngii, albo w Polsce.

Z różnych powodów, o których nie czas i nie miejsce, by tu się rozpisywać, Turyngia jest znacznie mniej prawdopodobną lokalizacją, niż Polska, a konkretnie – jej resztówka w postaci – jak pisze niemiecka prasa – „polskiego terytorium etnograficznego”. Wystarczy, że wspomnę o jednym – wobec Turyngii Żydzi nie wysuwają żadnych roszczeń majątkowych, podczas gdy wobec Polski – jak najbardziej. Gdyby te roszczenia zostały zrealizowane, wówczas Żydzi siłą rzeczy stanowiliby warstwę ekonomicznie w Polsce dominującą – rodzaj szlachty mniej wartościowego narodu tubylczego – z czego zupełnie nie zdają sobie sprawy mikrocefale, duraczeni propagandą żydowskiej gazety dla Polaków redagowanej przez pana redaktora Michnika, który tłumaczy im, że żaden mądry, roztropny i przyzwoity, pod rygorem natychmiastowej utraty przyzwoitości nie może wierzyć w żadne teorie spiskowe z wyjątkiem tych, na które akurat ogłoszono dyspensę – a już w żadnym razie w teorie o spiskach żydowskich. W rezultacie mikrocefale są święcie przekonani, że spisków, a zwłaszcza – spisków żydowskich „nie ma” podobnie jak Wojskowych Służb Informacyjnych, czy izraelskiej broni jądrowej. Tymczasem rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej i są poważne powody do przypuszczeń, iż w ramach scenariusza rozbiorowego przewidywana jest również redukcja demograficznego potencjału mniej wartościowego narodu tubylczego w Polsce. Wspominały o tym już dawno projekty Klubu Rzymskiego, ustanawiające górny limit liczebności mniej wartościowego narodu tubylczego w naszym nieszczęśliwym kraju na 15 mln.

Wsparcie przez „Gazetę Wyborczą” kampanii zainaugurowanej buńczuczną deklaracją pani Katarzyny Bratkowskiej, że gwoli większej uciechy wyskrobie sobie z uterusa swoją „zygotkę” akurat w Wigilię Bożego Narodzenia, do którego Żydostwo ze zrozumiałych względów od dwóch tysięcy lat odczuwa nieprzejednaną wrogość. Deklaracja była buńczuczna, bo jestem pewien, iż ze względu na swoją urodę pani Bratkowska żadnej „zygotki” w uterusie nie ma, że to tylko takie „marzenia dziewcząt”, a właściwie – starzejących się, wysychających panien, które do swego smutnego losu próbują dorabiać ideologię – ale buńczuczna czy nie – deklaracja pani Bratkowskiej ewokowała w feministycznym demi-mondzie pewną radykalną modę. Radykalną – bo dotychczas za przebój uważane było w środowisku molestowanie. Która z pań nie potrafiła przypomnieć sobie, że w dzieciństwie była molestowana przez ojca lub przynajmniej kuzyna, a jeszcze lepiej – przez księdza, nie miała po co pokazywać się w towarzystwie.

Już przypomniała sobie o tym słynna Kora, zaraz potem – Maryla Rodowicz, a po niej – Joanna Szczepkowska. Jestem przekonany, że ambitna pani Bratkowska nie chciała stawać w tym ogonku więc postanowiła tamte damy przelicytować zapowiedzią wyskrobania „zygotki”. Rezonans, jaki swoją deklaracją wywołała, zachęcił liczne naśladowczynie, które zapowiedziały wyskrobywanie sobie „zygotek” na Trzech Króli. Ja bym potraktował to jako rodzaj przyrzeczenia publicznego i wyegzekwował skrobanie sądownie bez względu na to, czy „zygotka” jest, czy jej nie ma, bo – jak mówi przysłowie – „słowo się rzekło – kobyłka u płotu” – oczywiście łącznie z kosztami skrobania, bo nawet socjalistyczne państwo nie ma żadnego obowiązku finansowania snobizmów starych panien – ale nie o to chodzi, bo ważniejsze jest to, że zapoczątkowana przez panią Bratkowską moda sprzyja żydowskiej polityce demograficznej na terenie naszego nieszczęśliwego kraju. Może on zostać wyludniony w pożądanym przez przyszłego okupanta stopniu bez konieczności stosowania Cyklonu B, czy innych ludobójczych praktyk, z których potem trzeba by się ewentualnie tłumaczyć przez jakimiś ONZ-tami. I w tym właśnie objawia się spryt pana redaktora Adama Michnika, który dla stworzenia w naszym nieszczęśliwym kraju sytuacji sprzyjającej żydowskiej polityce demograficznej, posługuje się zasadą sformułowaną ongiś przez Archimedesa: podnosi ciężki problem wykorzystując dźwignię w postaci głupoty pani Katarzyny Bratkowskiej i jej naśladowczyń, które, wpatrując się w pewne otwory swego ciała, w ogóle nie widzą świata.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl/

To jest właśnie żydowska moralność i żydowska kultura szczodrze sponsorowana
przez żydowskiego ministra Pseudokultury i Dziadowstwa Narodowego.
Dzisiejsze niby polskie media, to żydowska tuba propagandowa z wiodącymi
gwiazdami tj. Michnik, Walter, Soloż-Żak czy jak tam się on naprawdę wabi
i wieloma innymi. A koszerna panna Bratkowska, to przecież kochana córunia
żyda Stefana Bratkowskiego. Jeżeli Polacy nie przepędzą żydów z ojczyzny,
to plan eksterminacji narodu polskiego będzie realizowany aż do osiągnięcia
liczebności 15-tu milionów źle wykształconych niewolników. I pomyslec, ze p. red. Michnik bywal w Castel Gandolfo razem z drogim Bronislawem, i cala czereda, aby obradowac nad „przeszloscia” Polski („co bedzie z ta Polska?”-padlo pytanie, „bedzie dobrze”- padla odpowiedz, wlasnie red Michnika). Czy przypadkiem „predykcja” „Klubu Rzymskiego” nie zbiegla sie w czasie z SWII?

Jak mowia, swiat kolem sie toczy. No i sie zatoczyl.

  
marcus
11.06.2014 18:21:52
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)



Grupa: Użytkownik

Posty: 2110 #1862862
Od: 2014-5-4

Stanisław Michalkiewicz: Handełesy nowojorskie i tubylcze

Pani Dowd, pochodzenia irlandzkiego, absolwentka katolickiego uniwersytetu w Waszyngtonie napisała w „New York Times” – żydowskiej gazecie dla Amerykanów, którzy chlipią z niej swoją intelektualna zupę, podobnie jak polscy półinteligenci chlipią z żydowskiej gazety dla Polaków pod redakcją pana redaktora Adama Michnika – , że Jan Paweł II, to był nawet klawy gość, ale jaki tam z niego święty!
.
Handełesy nowojorskie i tubylcze

Jeszcze nie ucichły echa chórów anielskich towarzyszących kanonizacji Jana Pawła II, a nawet zanim jeszcze te chóry zaśpiewały, bo niemal w przeddzień rzymskich uroczystości, dała głos pani Maureen Dowd. Pani Dowd, pochodzenia irlandzkiego, absolwentka katolickiego uniwersytetu w Waszyngtonie napisała w „New York Times” – żydowskiej gazecie dla Amerykanów, którzy chlipią z niej swoją intelektualna zupę, podobnie jak polscy półinteligenci chlipią z żydowskiej gazety dla Polaków pod redakcją pana redaktora Adama Michnika – , że Jan Paweł II, to był nawet klawy gość, ale jaki tam z niego święty! Najwyraźniej ścisły redakcyjny sanhedryn „New York Times’a” musiał uradzić, żeby całą tę kanonizację olać. Wprawdzie „NYT” został założony przez goja, ale w 1896 roku odkupił go żydowski wydawca Adolf Ochs i od tamtej pory pismo jest w szponach żydowskich. Prawnuk Adolfa, Artur Ochs Sulzberger Jr jest dyrektorem generalnym i zarazem wydawcą „NYT”, a przez New York Times Co kontroluje m.in. 33 innych gazet oraz siedem stacji radiowych i telewizyjnych.

Ponieważ jest rozkaz, żeby wszelkie spostrzeżenia o dominującej roli Żydów w mediach i finansach traktować jako zbrodniczy antysemitismus, ścisły redakcyjny sanhedryn stara się, oczywiście w miarę możności, unikać zbędnej ostentacji, toteż chętnie wysługuje się rozmaitymi szabesgojami, podobnie zresztą, jak to robią w żydowskiej gazecie dla tubylczych Polaków. Ci szabesgoje są niekiedy znacznie bardziej gorliwi od prawdziwych Żydów, którzy niczego nie muszą sobie udowadniać, podczas gdy nawet takie mechesy, jak rosyjski polityk narodowości prawniczej („matka Rosjanka, ojciec prawnik”) Włodzimierz Wolfowicz Żyrynowski, musi pić więcej wódki niż normalni Rosjanie, no i być bardziej od nich rosyjski.

Cóż dopiero goje! Taki na przykład pan red. Stasiński komentując zerwanie współpracy z Joanną Szczepkowską napisał, że „nigdy nie wydrukowalibyśmy felietonów o podobnych treściach”. Chodziło mu o uwagę Joanny Szczepkowskiej, że teatrami w Polsce rządzi lobby homoseksualne. Taka opinia może być prawdziwa albo nie – ale Stasiński nie wydrukowałby jej „nigdy”, to znaczy – nawet wtedy, gdyby to była prawda.

Zawsze uważałem, że ta cała „Gazeta Wyborcza” to kupa gówna, a ścisłe kierownictwo – to banda totalniaków, którzy powysysali totalniactwo z mlekiem ojców i matek. Wprawdzie chętnie drapują się w płaszcze Konrada, ale co z tego, skoro co i rusz spod tych draperii wyłażą im stalinowskie cholewy? („Śmieją się karalusze wąsiska i cholewa jak słońce rozbłyska” – tak Mandelsztam pisał o Józefie Stalinie). Nawiasem mówiąc, skąd sanhedryn „NYT” wie, że Jan Paweł II nie jest święty? Pani Dowd sugeruje, że dlatego nie jest, bo za jego pontyfikatu miały miejsce pedofilskie skandale. Ale co to znaczy, że ktoś jest „święty”? To znaczy, że jest to człowiek zbawiony. A ponieważ, zgodnie z zasadami religii katolickiej, o tym, kto jest zbawiony, a kto nie, decyduje Pan Bóg według Swego uznania, więc nowojorskie handełesy, nawet gdyby były wydęte ze szczerego złota i wysadzane brylantami, nie mają tu nic do gadania. Nie mają – ale za pośrednictwem wynajętych szabesgojów, gadają jak najęci w nadziei, że amerykańscy czytelnicy się na to nabiorą.

Ale mniejsza o Amerykanów, bo dopiero teraz możemy lepiej zrozumieć, skąd biło źródło natchnienia dla biłgorajskiego filozofa i jego dziwnie osobliwej trzódki, no i dla Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Okazuje się, że po staremu Żydzi im radzą; pan Hartman został oficjalnym konsyliarzem posła Palikota, który w związku z tym, wraz ze swoją trzódką ćwierka z koszernego klucza – no a w przypadku tak zwanych „Chamów”, których nie tylko ideowym spadkobiercą jest SLD, a zwłaszcza – jego przewodniczący Leszek Miller, to już taka tradycja; „Chamami” zawsze dyrygowały „Żydy” – i dlatego właśnie żydokomuna nie jest żadnym epitetem, tylko określeniem ścisłym. To jest ten szankier, który na podobieństwo nowotworu wyrósł na ciele narodu polskiego i obawiam się, że bez jakiejś operacji chirurgicznej nie tylko się go nie pozbędziemy, ale w dodatku w końcu doprowadzi on naród polski do zapaści. Taki nowotwór, podobnie jak tasiemiec uzbrojony, nie wie, że doprowadza do śmierci swego żywiciela – a czyż potomkowie ubeckich dynastii, które niczym „grzyb trujący i pokrzywa” reprodukują się w kolejnych pokoleniach, są mądrzejsi od uzbrojonego tasiemca? Nic na to nie wskazuje, jest akurat odwrotnie – na co wskazuje mnóstwo poważnych poszlak, przede wszystkim – stan naszego nieszczęśliwego kraju.

Bo oto zanim jeszcze umilkną echa chórów anielskich towarzyszących kanonizacji Jana Pawła II, nasi okupanci będą triumfalnie obchodzili 10 rocznicę Anschlussu, kiedy to, ukrywając się za parawanem referendum akcesyjnego, poddali nasz nieszczęśliwy kraj pod władzę Eurokołchozu, którego kierownikiem politycznym są, jak wiadomo, Niemcy, mający względem państwa polskiego własne projekty. Między innymi – projekt „Mitteleuropa” z roku 1915, który przewidywał ustanowienie w Europie Środkowo-Wschodniej niemieckich protektoratów, o gospodarkach niekonkurencyjnych wobec niemieckiej, tylko peryferyjnych i komplementarnych. Po odzyskaniu przez Niemcy swobody ruchów w Europie, co nastąpiło 12 września 1990 roku, kiedy to w Moskwie podpisany został traktat „2 plus 4” i po unieszkodliwieniu Heksagonale, polityczną próżnię w Europie Środkowej, jaka pojawiła się na skutek ewakuacji imperium sowieckiego, zaczęły wypełniać Niemcy, stwarzając w ten sposób polityczne warunki dla realizacji projektu „Mitteleuropa”.

I jeśli jacyś poczciwcy dzisiaj się dziwują, dlaczegóż to Polska nie jest w stanie samodzielnie wyprodukować nawet aspiryny, to nie tylko powinni wiedzieć, że właśnie dlatego, że to nie przypadek, tylko intencjonalne działanie państwa poważnego, kształtującego politykę Polski za pośrednictwem swojej agentury – ale również wiedzieć, komu to zawdzięczają. A zawdzięczają to tym, którzy w roku 2003 agitowali za Aschlussem – że to niby Unia sypnie złotem i znowu będzie jak za Gierka – a 1 kwietnia 2008 roku głosowali za ratyfikacją traktatu lizbońskiego – bo w tej sprawie zarówno prezydent Lech Kaczyński, jak i typy spod ciemnej gwiazdy zasiadające w Sejmie już narodowi referendum pożałowali – traktatu spychającego Polskę na równię pochyłą, na końcu której jest utrata niepodległości – bo polityczna suwerenność jest na skutek postanowień tego traktatu systematycznie wypłukiwana cały czas.

Dość przypomnieć, że już od 1 listopada tego roku w Radzie Unii Europejskiej, a więc organie władzy ustawodawczej UE (bo Parlament Europejski jest tylko demokratycznym kwiatkiem do biurokratycznego kożucha), glosowanie będzie odbywało się systemem tzw. podwójnej większości, co w praktyce oznacza, że Polska może zostać przegłosowana, czyli – zmuszona do przyjęcia reguł, które wcześniej uzna za sprzeczne z własnym interesem państwowym. Dobrze jest o tym pamiętać zwłaszcza teraz, kiedy ci sprzedawcy Ojczyzny nie tylko stręczą swoich faworytów, ale kiedy gołym okiem widać, jak agentura w niezależnych mediach głównego nurtu aż wyłazi ze skóry, by utrzymać ich monopol na politycznej scenie.

Stanisław Michalkiewicz

http://michalkiewicz.pl/
Piszemy, mówimy, ze skóry wychodzimy a lemingi: – trzymają się urojonych mrzonek szabesgojów, gojopodobnych, pożytecznych idiotów – określenie Michałkiewicza. Głosując na obecny układ, pogrążają siebie i Polskę. Żydzi, nie są problemem, problemem jest świadomość NARODU POLSKIEGO, nomen – omen urabianych przez tą nację. Węgrzy dają radę, idźmy ich śladem!!!.
Świetny, kapitalny tekst Pana Stanisława Michalkiewicza, jeden z najlepszych w jego bogatym dorobku, czapki z głów(chapeau bas) jak mawiają żabojady.
  
marcus
11.06.2014 18:26:51
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)



Grupa: Użytkownik

Posty: 2110 #1862869
Od: 2014-5-4

Stanisław Michalkiewicz: Faszyści się budzą.
Czym się różni ustrój faszystowski od ustroju wolnościowego? Niektórzy, zwłaszcza tak zwani „młodzi wykształceni z dużych miast”, czyli inaczej mówiąc – półinteligenci, co to swoją „intelektualną zupę” chlipią z „Głosu Cadyka”, czyli żydowskiej gazety dla Polaków, myślą, że faszyzm polega na prześladowaniu Żydów. Najwyraźniej nie wiedzą, bo i skąd, że wśród faszystów było całkiem sporo Żydów i na przykład w słynnym „marszu na Rzym” urządzonym w 1922 roku przez Benito Mussoliniego, wśród 40 tysięcy faszystów było 230 Żydów. Aldo Fizzi był nawet członkiem Wielkiej Rady Faszystowskiej, a organem prasowym Żydów – faszystów była „La Nostra Bandiera”. Antysemityzm nie jest więc wcale immanentną właściwością faszyzmu, tylko przypadłością incydentalną, podobnie zresztą, jak w komunizmie: raz Żydzi mają okres dobrego fartu, a innym razem – gorszego. Na przykład w 1940 roku na Kresach przyłączonych do sowieckiej Białorusi popularny był anonimowy wierszyk: „Hop, naszy hreczanniki, usie Żydy naczalniki, usie Paliaki na wywoz, Biełarusy – w kołchoz!” Kiedy jednak w wielkiej polityce Związek Sowiecki postawił na kraje arabskie, to nie tylko natychmiast stracił reputację, ale Żydom skończył się też poprzedni dobry fart. W tej incydentalności można zresztą dopatrzeć się pewnego cyklu, który zauważył i opisał jeszcze w Średniowieczu pewien niemiecki książę. Żydzi – powiadał – są jak gąbka. Kiedy już dobrze nasiąkną, to my ich wyciskamy. Otóż to! Teraz, ma się rozumieć, znajdujemy się jeszcze na etapie nasiąkania, o czym świadczy choćby impreza, jaka z inicjatywy stowarzyszenia „Otwarta Rzeczpospolita” odbyła się w Teatrze Polskim w Warszawie. Panie Agnieszka Graff i Agnieszka Holland oraz panowie Paweł Huelle i Jarosław Gugała doszli do wniosku, że nie powinno być wolności dla wrogów wolności, zaś bezpieczeństwo, a nawet dobre samopoczucie mniejszości żydowskiej, jest ważniejsze od wolności słowa. Nawiasem mówiąc, tak samo było za Stalina, więc tylko patrzeć, jak ci płomienni szermierze wolności zaczną nienawistników pakować do lochu, a jeśli i to nie pomoże, to kto wie – może nawet i do gazu? Ale mniejsza z tym, bo przecież chodzi o faszyzm – co stanowi jego istotę, jego – jak to się mówi – najtwardsze jądro? Wydaje się, że istotę faszyzmu najlepiej wyraża faszystowski slogan propagandowy: „Wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciw państwu!”

Zasada ustroju wolnościowego głosi, że co nie jest zakazane – jest dozwolone. Tymczasem zasada ustroju faszystowskiego jest odwrotna; dozwolone jest tylko to, co jest dozwolone. Wprawdzie z zacytowanego propagandowego sloganu to expressis verbis nie wynika , ale pośrednio – jak najbardziej. W jaki sposób działa państwo? Państwo – jak zauważył generał de Gaulle – nie wysuwa propozycji, tylko wydaje rozkazy. Nie odnosi się to oczywiście do współczesnej Polski, bo to nie jest prawdziwe państwo, tylko jego tandetna imitacja, ale w przypadku prawdziwych, poważnych państw, tak właśnie jest. Zatem jeśli „wszystko” ma być „w państwie”, a nic – „poza państwem”, nie mówiąc już o tym, żeby cokolwiek „przeciw”, to znaczy, że niczego nie wypada, a nawet więcej – niczego nie wolno uczynić bez wyraźnej woli „państwa”, a więc – bez rozkazu, a przynajmniej – pozwolenia. Zatem – dozwolone jest tylko to, co zostało dozwolone. I to właśnie jest najważniejsza różnica między ustrojem wolnościowym, a faszyzmem, a nie żadni tam Żydzi, czy cykliści.

Faszyzm Benito Mussoliniego był popularny nie tylko we Włoszech, ale na całym świecie. Jego entuzjastą był nie tylko Mahatma Gandhi, ale nawet – Winston Churchill. W tej sytuacji trudno się dziwić, że i w Polsce, gdzie dominującym nurtem kulturowym była i jest skłonność do snobistycznego i powierzchownego naśladownictwa, ideologia faszystowska znajdowała entuzjastów zarówno w ruchu narodowym, jak i socjalistycznym – bo nie możemy zapominać, że faszyzm jest ideologią jeśli nie socjalistyczną, ze wszystkimi jej wynalazkami, to na pewno – etatystyczną, co wynika już z zacytowanego sloganu. Znalazło to wreszcie wyraz w art. 4 konstytucji kwietniowej z 1935 roku, który w punkcie 1 głosił, że „W ramach państwa i w oparciu o nie kształtuje się życie społeczeństwa”, zaś w punkcie 2 – że „Państwo zapewnia mu swobodny rozwój, a gdy dobro powszechne wymaga, nadaje mu kierunek lub normuje jego warunki”. Niepodobna nie zauważyć podobieństwa, a właściwie identyczności tych zapisów konstytucji kwietniowej ze sloganem propagandowym włoskich faszystów. „W ramach państwa” to przecież nic innego, jak „wszystko w państwie”. Z kolei – „w oparciu o nie”, to nic innego, jak „nic poza państwem”. Wreszcie punkt 2 artykułu 4, a zwłaszcza stwierdzenie, że gdy dobro powszechne wymaga, to państwo „nadaje mu (tj. społeczeństwu – SM) kierunek lub normuje jego warunki”, to inaczej, tzn. bardziej rozwlekle powiedziane „nic przeciw państwu”. Zwróćmy też uwagę na wewnętrznie sprzeczne sformułowanie punktu 2, że „państwo” z jednej strony zapewnia społeczeństwu „swobodny rozwój”, ale jednocześnie „nadaje mu kierunek” lub „normuje jego warunki” – oczywiście nie zawsze, tylko w momencie, „gdy dobro powszechne tego wymaga”. Jednak – powiedzmy sobie szczerze – czy jest kiedykolwiek taki moment, gdy dobro powszechne tego nie wymaga? Takiego momentu nie ma. Zawsze dobro powszechne – d’abord – więc jest rzeczą oczywistą, iż „swobodny rozwój” społeczeństwa tak naprawdę jest zdalnie, albo nawet i ręcznie kierowany, że „społeczeństwo” może się rozwijać wyłącznie w kierunku mu „nadanym”, a uwarunkowanym wymaganiami „dobra powszechnego”. A kto wie, jakie są te wymagania? A któż by inny, jeśli nie „państwo”, czyli ci, którzy państwem kierują? W tej sytuacji nie dziwi nas, że faszyści włoscy jako rzecz oczywistą przyjęli zasadę: „Duce ha sempre ragione” (Wódz ma zawsze rację), którą później, tzn. w roku 1934 w postaci Fuhrerprinzip (zasady wodzostwa), jako podstawy systemu prawnego III Rzeszy sformułował Hans Frank. Oczywiście z powodu obfitości pięknych kobiet i wina, faszyzm włoski nie był tak demoniczny, jak niemiecki, nie mówiąc już o jego polskiej karykaturze – bo u nas nic nie dzieje się naprawdę, tylko mamy do czynienia z mniej lub bardziej udanymi imitacjami. Co do zasad jednak – to wszystko się zgadza.

Dlaczego to wszystko przypominam? Ano dlatego, że reliktem okresu recepcji faszystowskich idei do Polski w latach międzywojennych, jest ustawa z 15 marca 1933 roku o zbiórkach publicznych, stanowiąca, iż przeprowadzenie publicznej zbiórki pieniędzy jest możliwe wyłącznie za zezwoleniem władz, które decydują też, czy jej cel jest nie tylko zgodny z prawem, ale i „godny poparcia”. Nie tylko zresztą ona, bo na przykład podobnie faszystowska z gruntu jest ustawa o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, a zwłaszcza – jej postanowienia o koncesjonowaniu rozgłośni radiowych i stacji telewizyjnych. Zwróćmy uwagę, iż zasada koncesjonowania wynika z absurdalnego i oczywiście wrogiego swobodzie wypowiedzi przekonania, że jeśli jeden człowiek chce coś powiedzieć drugiemu człowiekowi, to musi uprzednio uzyskać pozwolenie od trzeciego człowieka – urzędnika państwowego. Jestem pewien, że nasi faszyści chętnie udzielaliby takich pozwoleń nawet gdyby nie dotyczyły one przekazywania wiadomości za pośrednictwem urządzeń elektronicznych, tylko bezpośrednio – tylko trochę wstydzą się jeszcze do tego przyznać, a po drugie – nie wymyślili jeszcze sposobu kontrolowania takich niedozwolonych przekazów. Podobnie jest w przypadku zbiórek publicznych. Zwróćmy uwagę, że chodzi o sytuację, gdy jeden człowiek dobrowolnie chce podarować drugiemu człowiekowi własne pieniądze z dochodów już wcześniej przez państwo opodatkowanych. Co państwu do tego? Na dobry porządek – nic, ale przecież nie o logikę tu chodzi, tylko o podporządkowanie obywateli faszystowskiej zasadzie, że „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciw państwu”. I dlatego policja w Toruniu zamierza – jak czytam – pociągnąć do odpowiedzialności przed niezawisłym sądem dyrektora Radia Maryja o. Tadeusza Rydzyka, bo organizując publiczną zbiórkę „złamał prawo”. Taki nagły przypływ wrażliwości policjantów na praworządność mógłby nawet cieszyć, ale – jak już wspomniałem – u nas nic nie dzieje się naprawdę, więc i ten skokowy przypływ jurydycznej wrażliwości wynika, jak sadzę, z decyzji władających nami faszystów, by z toruńską rozgłośnią „zrobić porządek”. Jestem pewien, że wielu durniów przyjmie to z entuzjazmem dlatego, że, jako durnie, nie potrafią przewidzieć, iż później przyjdzie kolej również na nich, bo 20-letnia pieriedyszka najwyraźniej ma się ku końcowi.

Stanisław Michalkiewicz
www.michalkiewicz.pl
  
marcus
11.06.2014 18:36:54
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)



Grupa: Użytkownik

Posty: 2110 #1862875
Od: 2014-5-4

Od czasu do czasu otrzymuje od strony Yahoo ostrzezenia o wzroscie popularnosci skrajnej prawicy, a to w Holandii, a to w Niemczech a ostatnio na Wegrzech. Zadziwiajaca jest glupota liberalow i roznej masci lewakow, ktorzy wspierani przez media „swiatowe” skacza bezkarnie po glowach Europejczykow, wprowadzajac swoj globalistyczny porzadek oraz ideologie poprawnosci politycznej, zaciekle zwalczajac tradycyjne wartosci europejskie.

W Niemczech przydałby się Fuehrer – uważa co dziesiąty Niemiec, a
co trzeci – że w jego kraju jest za dużo cudzoziemców. Te szokujące dane
znalazły się w sondażu Fundacji im. Friedricha Eberta. 58,4%
ankietowanych optuje za ograniczeniem swobody praktyk religijnych
islamistów mieszkających w Niemczech. Większość Niemców woli bardziej
Polaków, niż muzułmańskich imigrantów.
Wsrod cytowanych w telewizji wypowiedzi byla nawet taka, ze gdyby Hitler nie zabijal Zydow, dzisiaj bylby uznany za wielkiego przywidce Niemiec.
Z kolei, Merkel w swojej ostatniej wypowiedzi w Bundestagu przyznala, ze problemem sa muzulmanie, ktorzy nie chca sie integrowac.
Tak wiec, nazizm mogl byc dobry, gdyby nie zabral sie za Zydow.
Dzisiaj Zydzi w Europie moga chyba spac spokojnie.
Wrogiem nr 1 w Europie Zachodniej sa muzulmanie.
W Anglii podobno organizacja mlodziezy syjonistycznej popiera antyimigranckie stanowisko brytyjskicj Nazis.

Wyglada na to, ze rowniez Wegrzy sie przebudzili. Rosnie popularnosc partii prawicowych, dla ktorych interes wlasnego narodu jest najwazniejszy.
Jak widac nie tylo my Polacy jestesmy anty-cos-tam
Maja juz dosyc zydo-globalistycznej petli zaciskajacej ich szyje.
http://www.spiegel.de/interna…
http://www.spiegel.de/interna… Myślę ze nie zamknął Radia Maryja ,nie odważą się.To by była wojna z połową Polski [ i nie tylko moherową połową ],ale z polonia na całym świecie.Będą bruzdzić o.Rydzykowi,będą go gnebic,jak gnębią cały czas,ale samego dzieła nie ruszą,oni nie są samobojcami,co innego zbrodnie skrytobojcze,z tym nalezy się liczyć,ale do otwartej konfrontacji nigdy nie dojdzie.TO SĄ TCHÓRZE.!! Drogi Panie Stanisławie. Bardzo mocno Pana ściskam za ten felieton, bardzo mocno.wesoły Jest cudny. A najbardziej podoba mi się w nim to, co o narodzie wybranym powiedział ów średniowieczny książę. Boskie! Fundacja Friedricha Eberta tak lubi Polaków a szczególnie ziemie zajmowane przez nas, że wiedzie prym w sponsorowaniu pewnej partii podwórkowej w Polsce. Liczy pewnie na usłużność domorosłych partyjniaków. Szczególnie tych z niemieckimi korzeniami. Ten rodzaj miłości można chyba śmiało nazwać polityczną lubieżnością. Czekać tylko jak jedni i drudzy lubieżnicy poprowadzą Paradę Miłości, oczywiście na czele pójdzie Quido Westerwelle ze swoją czy raczej swoim ‚żoną’. Tylko kogo wystawi w rezerwie partia podwórkowa kiedy zabrakło jej służbowego geja Palikota?. Przecież żona czy raczej może ‚żon’ ministra ma prawo się rozchorować. A przecież niemiecki partner aż rży do miłości. Tymczasem realia na terenach umownie zwanych po II wś Polska Rzeczpospolita Ludowa, a od 1989 roku Rzeczpospolita Polska, wygladają tak: http://wsercupolska.org/joomla/index.php?option=com_content&view=article&id=3629:czarne-dziury-w-finansach-pastwa&catid=5:panstwo&Itemid=2

Bardziej to przypomina ekspolatację jak w wielkim obozie koncentracyjnym niż niepodległe państwo, ojczyznę Polaków


List Jerzego Przystawy do Ojca Konrada Hejmo

Berlin, 25 maja 1991

Przewielebny i Drogi Ojcze!

Przesyłam do dyspozycji Ojca niezwykły materiał, jaki dzięki zaangażowaniu przejętych sprawą osób udało nam się zgromadzić. Są to głównie materiały z NIK, ale także z innych zainteresowanych instytucji, które dają podstawę, aby Sądzić, że kraj nasz jest systematycznie ograbiany i skala tej grabieży przekracza wszelkie

spodziewania. Z naszych oszacowań wynika, że kwoty,

o które tu chodzi Są rzędu dziesiątków miliardów dolarów. Z załączonych notatek służbowych inspektora NIK Michała Falzmanna wolno wyciągnąć wniosek, że kraj nasz znajduje się w rękach zorganizowanej mafii finansowej, rezultatem działania której jest systema­tyczny wypływ ogromnych kwot dewizowych, które są następnie lokowane na prywatnych, a może również i nie tylko prywatnych kontach. Znamienna jest bowiem informacja jaką znajdujemy w tajnym załączniku (w notatkach są to strony oznaczone przeze mnie 140 do138), że stricte nielegalną – z punktu widzenia prawa międzynarodowego i zawartych umów – operacją wykupu przez FOZZ polskich długów zajmują się najbardziej renomowane firmy na Wall Street, jak Shearson-Lehman-Hutton Inc., albo Dillon Read International Finance Inc, której prezesem był Nichlas Brady, powołany przez Busha na stanowisko Sekretarza Skarbu USA! Można więc zasadnie pytać kto tu kogo oszukuje i na czyją korzyść?

Z załączonych materiałów wynika jasno, że w finansach państwa panuje zamierzony chaos, który…

[Nie kontynuuję, to tylko dla ilustracji, jak bardzo nie wiedzieliśmy o przerośnięciu tak polskich władz, jak i Watykanu, przez agenturę. Hejnał, Dominik, agent wielu wywiadów... I przez takiego usiłowaliśmy dotrzeć do Ojca św... Pfuj MDakowski]. Proszę sobie poczytać
http://www.polskawalczaca.com/viewtopic.php?f=1&t=4929
Znajdzie tam pani mnóstwo faktów historycznych co powiedzieli znani i sławni ludzie o Żydach oraz co złego robili Żydzi Europejczykom i jakie nieszczęścia za to na nich spadły. Wszystko to często opisane jest przez żydowskich historyków. Wspominam to na wszelki wypadek aby zamknąć usta tym co zaczną mowic o antysemityźmie.
Zamieściłem to wszystko na tamtym forum ku pamięci, gdyż stamtąd jeszcze nic nigdy nie zniknęło. http://henrykp.salon24.pl/242054,goje-zyja-po-to-by-uslugiwac-zydom. Zastanawia długowieczność Hajki Siberstein na Watykanie. Jej zasługi dla Polski były dosyć wątpliwe. Z jej polecenia jako szefa rządu nastąpiła likwidacja polskich kooperatyw rolniczych {w tej formie gospodarstwa istnieją we Włoszech i m.in. we Francji}. Miliony Polaków z terenów rolniczych Polski zachodniej i północnej z dnia na dzień stało się bezrolnymi nędzarzami. Równocześnie w tym samym czasie zaczęła się istna inwazja rolników niemieckich na zachodnie i północne Kresy Polski. Podstawiani hochsztaplerzy pomagali za bezcen nabywać Niemcom ziemie Polaków. ‚Polowanie na agentów’ to najwyrażniej również sprężyna zawoalowanej starej panny. Rzecz jasna nie na agentów Stasi, BND, FSB czy Mosadu ale na informatorów Polskiego Wywiadu i Polskiego Kontrwywiadu. Znakomity tekst. W tej chwili w Europie mamy jedno panstwo niepodwazalnie faszystowskie, zreszta zalozone przez Mussoliniego, a mianowicie Watykan. Wszyscy jego mieszkancy zyja dla Watykanu, nikt poza, nikt przeciwko. Papiez ma zawsze racje, tak jak fuehrer i duce zawsze mieli racje.
  
marcus
11.06.2014 21:15:24
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)



Grupa: Użytkownik

Posty: 2110 #1863021
Od: 2014-5-4


Ilość edycji wpisu: 2
Błyskotki Obamy.
Wielkie święto dziś u Gucia! Gucio gumę ma do żucia! Toteż 4 czerwca Warszawa, dotychczas, przynajmniej w oczach Stanisława Cata-Mackiewicza, uchodząca za „małe żydowskie miasteczko na niemieckim pograniczu”, stała się „stolicą świata”. Tak przynajmniej twierdził Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych naszego nieszczęśliwego kraju, oczyma rozradowanej duszy widząc się już na stanowisku I Sekretarza NATO.

Warto dodać, że nie było to zwyczajowe urojenie ministra Sikorskiego, który często sprawa wrażenie, jakby tracił kontakt z rzeczywistością, bo rzeczywiście – z okazji 25 rocznicy kontraktowych wyborów, na jakie ówczesny szef komunistycznej razwiedki, generał Czesław Kiszczak umówił się ze swoimi konfidentami, a którą z inicjatywy pana prezydenta Komorowskiego – tego samego, po którego wyborze ostatni szef Wojskowych Służb Informacyjnych, generał Marek Dukaczewski miał otworzyć sobie i z radości duszkiem wytrąbić butelkę szampana – nie wiedzieć czemu nazwano Dniem Wolności – do Warszawy zjechał „rewizor iz Pietierburga”, to znaczy – prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Husejn Obama, a za nim również wielu innych prezydentów, w tym również – drobniejszego płazu, więc opowieści o „stolicy świata” przynajmniej częściowo były uzasadnione.

Kulminacyjnym momentem Dnia Wolności było przemówienie Dostojnego Gościa na Placu Zamkowym w Warszawie, który zza pancernej szyby powiedział „to, co pragnęliśmy usłyszeć”. Tak w każdym razie zrecenzowali to przemówienie wszyscy indagowani dygnitarze, nie wyłączając Kukuńka, który został osobiście połechtany wspomnieniem, jak to przeskoczył przez płot i obalił komunizm.

Mamy w związku z tym kilka możliwości: albo prezydent Obama preferuje historię przykrawaną ad usum Delphini, to znaczy – w wersji dla przedszkoli, albo wprawdzie wie, jak było, ale ktoś mu podpowiedział, żeby spragnionym uznania tubylcom zakadził, jak to tylko możliwe, albo wreszcie – że Amerykanie wynaleźli przenośne urządzenie do czytania w myślach, dzięki czemu prezydent Obama mógł swoim przemówieniem idealnie wstrzelić się w oczekiwania Umiłowanych Przywódców naszego nieszczęśliwego kraju.

Gdyby prawdziwa okazała się ta ostatnia możliwość, to by znaczyło, że rację miał rosyjski ambasador Otton Magnus von Stackelberg pisząc w raporcie do Katarzyny, że naród polski przyzwyczaił się do „kultu pozorów”, co jeszcze ostrzej ponad sto lat później wyartykułował Wyspiański: „My jesteśmy jak przeklęci / Że nas mara, dziwo nęci / Wytwór tęsknej wyobraźni / Serce bierze zmysły draźni / Że nam oczy zaszły mgłami; pieścimy się jeno snami”. Oczywiście snami o potędze, biorącej się z prężenia cudzych muskułów. Cóż bowiem Dostojny Gość powiedział? Ano, że „iskra wolności” wyszła z Polski, która wprawdzie będąc w potrzebie bywała opuszczana przez przyjaciół, ale tym razem to już nie zdarzy się „nigdy”. Że Polska nie zostanie sama.

  
marcus
12.06.2014 10:52:23
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)



Grupa: Użytkownik

Posty: 2110 #1863366
Od: 2014-5-4


Ilość edycji wpisu: 1
Stanisław Michalkiewicz: Syria, a sprawa polska
Najwyraźniej jednak izraelska strategia podpalania świata cudzymi rękami przestała się już w Europie podobać, kto wie, czy również nie w Ameryce – a to mogłoby oznaczać początek końca pewnej epoki – epoki odcinania kuponów od holokaustu.
Zaśmierdziało gazem i zaraz zapachniało prochem. Kiedy okazało się, że na przedmieściach Damaszku ponad tysiąc osób zginęło na skutek zetknięcia z bojowym gazem sarinem, który działa trująco zarówno przez drogi oddechowe, jak i przez skórę, rząd amerykański i brytyjski oskarżyły o użycie sarinu władze syryjskie i zagroziły uderzeniem odwetowym. Ale po doświadczeniach z bronią masowej zagłady, jaką, według „twardych dowodów” amerykańskiej i brytyjskiej razwiedki miał wyprodukować iracki dyktator Saddam Husajn, a której nigdzie nie można było znaleźć, nawet Umiłowani Przywódcy w parlamentach nie ufają już swoim razwiedkom, najwyraźniej wiedząc, że za odpowiednią opłatę zrobią wszystko, czego się od nich zażąda. W takiej sytuacji wiarygodność przekazywanych przez nie informacji, a zwłaszcza tak zwanych „twardych dowodów” jest bardzo ograniczona zwłaszcza, gdy żyją przecież ludzie pamiętający deklarację prezydenta Obamy, według której użycie broni chemicznej przez syryjski reżim stanowiłoby powód do amerykańskiej interwencji w tym kraju.

Ponieważ „bezbronnym cywilom”, którzy w odróżnieniu od cywilów zwyczajnych, nie wdających się w żadne wojny z rządem, wojują z syryjskimi władzami i armią, ostatnio szczęście przestało dopisywać, mogli uchwycić się brzytwy w postaci prowokacji i użyli broni chemicznej przeciwko zwyczajnym cywilom, by następnie oskarżyć o to rząd i w ten sposób ściągnąć interwencję amerykańską. Ciekawe, że tak właśnie przypuszcza Carla del Ponte, szwajcarska prawniczka, występująca jako prokurator przed Międzynarodowym Trybunałem w Hadze sądzącym przestępców wojennych z byłej Jugosławii. Twierdzi ona, że ONZ ma dowody, iż sarin w Syrii zastosowali właśnie tamtejsi „bezbronni cywile”. Dodatkową poszlaką, która by na to wskazywała, jest deklaracja ich rzecznika, który dał wyraz swemu „rozczarowaniu” decyzją prezydenta Obamy o zwróceniu się do Kongresu o zgodę na użycie siły wobec Syrii.

Przekładając to „rozczarowanie” na język ludzki, niepodobna nie dopatrzeć się tam gorzkiego wyrzutu pod adresem amerykańskiego prezydenta, że to niby my ze swej strony zrobiliśmy wszystko co było trzeba, a ty wystawiłeś nas do wiatru. Bo prezydent Obama, kiedy zorientował się, że brytyjski parlament nawet nie czekając na żadne „dowody”, nie zezwolił premierowi Cameronowi na uczestnictwo Wlk. Brytanii w akcji wojskowej przeciwko Syrii, że Niemcy ani myślą włączać się do jakiejkolwiek wojskowej operacji przeciwko temu krajowi, a francuski prezydent Hollande niby chce – ale też czeka na przyzwolenie francuskiego Zgromadzenia Narodowego, natychmiast pohamował wojenny zapał i wziął na wstrzymanie, to znaczy – postanowił zaczekać aż Kongres mu pozwoli. Ale czy mu pozwoli? Tego nie wiadomo, zatem „rozczarowanie” syryjskich „bezbronnych cywilów” jest w tej sytuacji jeszcze bardziej zrozumiałe.

No dobrze – ale skąd właściwie syryjscy „bezbronni cywile” zdobyli broń chemiczną? Po pierwsze mogli zdobyć ją w walce, bo podobno była ona składowana w 20 syryjskich bazach wojskowych, a niektóre z nich zostały przejściowo opanowane przez „bezbronnych cywilów”. Po drugie – mogli zostać w nią wyposażeni przez wspierające ich państwa trzecie, na przykład – bezcenny Izrael, który zapewne broni chemicznej „nie ma” tak samo, jak „nie ma” broni jądrowej. Uprzejmie zakładam, że dla Mosadu, który, jak wiadomo, potrafi „wszystko”, dostarczenie chemicznej amunicji syryjskim „bezbronnym cywilom”, to byłaby bułka z masłem. W końcu premier Izraela Beniamin Netanjahu wielokrotnie deklarował, że jego kraj jest „gotowy na wszystko”. Skoro „na wszystko”, to dlaczego nie na dostarczenie broni chemicznej syryjskim „bezbronnym cywilom”, żeby za ich pośrednictwem zmusić wahającego się prezydenta Obamę do postępowania zgodnego z izraelską racją stanu?

Bo w interesie Izraela niewątpliwie leży jeśli nie całkowite zniszczenie, to w każdym razie – takie osłabienie Syrii, by nie mogła ona mu zagrozić. Podobny cel został już osiągnięty w Egipcie i Libii, które na skutek wspomaganych przez Francję pod kierownictwem prezydenta Sarkozy’ego, który tylko po ojcu uchodzi za węgierskiego arystokratę, za to po matce jest starszym i mądrzejszym – i USA „jaśminowych rewolucji”, zostały wtrącone w stan permanentnego chaosu, graniczącego z wojną domową i w związku z tym przestały stanowić jakiekolwiek zagrożenie dla bezcennego Izraela. Wcześniej w taki sam stan wtrącony został Irak, więc dlaczego Syria miałaby stanowić wyjątek, zwłaszcza mając dwustronny układ wojskowy ze złowrogim Iranem, który tylekroć się Izraelowi publicznie odgrażał?

Najwyraźniej jednak izraelska strategia podpalania świata cudzymi rękami przestała się już w Europie podobać, kto wie, czy również nie w Ameryce – a to mogłoby oznaczać początek końca pewnej epoki – epoki odcinania kuponów od holokaustu. Warto zwrócić uwagę również na ten aspekt problemu syryjskiego, bo chociaż premier Tusk, widząc powściągliwość Naszej Złotej Pani Anieli, już zapowiedział, że i nasz nieszczęśliwy kraj w operacji przeciwko Syrii udziału nie weźmie, to przecież w ramach operacji obcinania kuponów od holokaustu jest on ważnym celem. Dlatego też pan minister Sikorski, zamiast instruować prezydenta Putina, że jest on odpowiedzialny za używanie broni chemicznej w Syrii, pomyślał wreszcie o naszym nieszczęśliwym kraju, który płaci mu pensję – na razie nie bardzo wiadomo, właściwie za co – i odważył się pokazać bezcennemu Izraelowi gest Kozakiewicza. Jeśli nawet żydowskie loby w MSZ próbowałoby go za to wygryźć z posady, to przecież dłużej klasztora, niż przeora i po wygryzieniu mógłby przyłączyć się do innej watahy, by dorżnąć tę, która go skrzywdziła. Połączyłby w ten sposób piękne z pożytecznym – chyba, że aż taki odważny to on nie jest, czego wykluczyć nie można.
Stanisław Michalkiewicz

http://michalkiewicz.pl/

Obrazek
  
marcus
12.06.2014 10:59:14
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)



Grupa: Użytkownik

Posty: 2110 #1863375
Od: 2014-5-4
Aborcja opóźniona i takież alimenty

Felieton • Radio Maryja • 12 czerwca 2014

Szanowni Państwo!

Cała Polska - a konkretnie - funkcjonariusze poprzebierani za dziennikarzy i przez swoich oficerów prowadzących delegowani do niezależnych mediów głównego nurtu - więc ci funkcjonariusze o niczym innym nie mówią, tylko o panu profesorze Bogdanie Chazanie, który - powołując się na klauzulę sumienia - odmówił przeprowadzenia aborcji, no i o zaskakującym głosowaniu w Sejmie nad immunitetem posła Mariusza Kamińskiego, byłego szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego, którego prokuratura próbuje oskarżać o przekroczenie uprawnień. Jeśli chodzi o pana profesora Chazana, to został on pryncypialnie potępiony zarówno przez resortową „Stokrotkę”, która zwolniła go ze wszystkich stanowisk, jak i przez żydowską gazetę dla Polaków, która zupełnie serio zaczynam podejrzewać, że może być zainteresowana w zmniejszeniu liczebności narodu polskiego.

Okazuje się, że w ubeckiej optyce, której resortowa „Stokrotka”, pewnie ze względu na przyzwyczajenia wyniesione z domu rodzinnego, najwyraźniej hołduje, zagwarantowane konstytucyjnie wolności obywatelskie przysługują o tyle, o ile akurat nie sprzeciwiają się upodobaniom i pragnieniom postępactwa. A wiadomo nie od dziś, że postępactwo za największe osiągnięcie cywilizacyjne i probierz wolności uważa maksymalne rozszerzenie uprawnień do mordowania dzieci. Skąd u postępactwa taka nienawiść do dzieci - trudno zgadnąć, ale przypuszczam, że stąd, iż postępactwo lubi ludzi mordować. Raz robi to ze względów rasowych, innym razem - ze względów klasowych, a jeszcze innym razem - ze względów eugenicznych. Ponieważ w swoich morderczych skłonnościach postępacy są tchórzliwi, to ograniczają się do mordowania dzieci jeszcze przed urodzeniem. Ale omnia principia parva sunt - powiadali starożytni Rzymianie, co się wykłada, że wszelkie początki są skromne - więc nie jest wykluczone, że już wkrótce pojawi się postulat zalegalizowania tzw. aborcji opóźnionej, to znaczy - zabijania dzieci również po urodzeniu. Takie dziecko sprawia przecież znacznie więcej kłopotów, niż przed urodzeniem, a przede wszystkim - znacznie więcej kosztuje. Jeśli zatem rząd pana premiera Tuska, ponaglany kryzysem finansowym państwa, ogłosi wreszcie Narodowy Program Depopulacji, to kto wie - może doczekamy czasów, kiedy tzw. aborcja opóźniona obejmie nawet panią posłankę Wandę Nowicką, dlaczegoś w sprawie rozszerzenia możliwości aborcyjnych szczególnie zacietrzewioną.

Z kolei zaskakujący wynik głosowania w Sejmie nad immunitetem posła Mariusza Kamińskiego potwierdza, że nikt nie jest bez grzechu wobec Boga i bez winy wobec cara. Za utrzymaniem immunitetu posłowi Kamińskiemu głosowali nie tylko posłowie Prawa i Sprawiedliwości, ale również - posłowie Platformy Obywatelskiej, Sojuszu Lewicy Demokratycznej, a nawet - dziwnie osobliwej trzódki biłgorajskiego filozofa, który najwyraźniej goni w piętkę. Już tam oni dobrze wiedzą, dlaczego tak głosowali! Jak to mówiła Pani, która zabiła Pana? „Ach, pójdę aż do piekła, byleby moja zbrodnię wieczysta noc powlekła!” Dopiero w takich sytuacjach możemy się domyślić, ileż to łajdactw muszą mieć na sumieniu nasi Umiłowani Przywódcy. Myślę, że bez obawy przesady można powiedzieć, iż Sejm stanowi jedna z najgroźniejszych organizacji przestępczych, bo korumpuje praworządność, a już święty Tomasz z Akwinu zauważył, że „corruptio optimi pessima”, co się wykłada, że zepsucie najlepszego jest najgorsze. Zresztą tradycja podejrzeń polityków o wszelkie możliwe łajdactwa ma u nas starą i pewnie dobrze uzasadnioną tradycję. Kiedy we Francji umarł tamtejszy premier Arystydes Briand, pewien warszawski fryzjer skomentował to słowami: „nakradł się, nakradł i umarł!” Tymczasem żaden z posłów głosujących nad immunitetem posła Mariusza Kamińskiego przecież nie umarł, a to oznacza, że żaden nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Ale kiedy tak funkcjonariusze poprzebierani za dziennikarzy niezależnych mediów głównego nurtu mielą ozorami na temat pana profesora Chazana i glosowania w Sejmie nad immunitetem posła Kamińskiego - żaden z nich nawet nie piśnie o wypowiedzi, jakiej udzielił niedawno izraelskiej gazecie „Times of Israel” pan Sebastian Rejak, piastujący w Ministerstwie Spraw Zagranicznych operetkowe stanowisko ambasadora do spraw kontaktów z diasporą żydowską, które w swoim czasie stworzył Władysław Bartoszewski. Otóż pan Rejak ujawnił, że Polska będzie wypłacała emerytury Żydom „ocalałym z holokaustu” w wysokości co najmniej 100 euro miesięcznie. Strona żydowska szacuje, że w Izraelu mieszka co najmniej 50 tysięcy pretendentów, ale jestem pewien, że jak ta informacja się rozejdzie, to liczba „ocalałych” wzrośnie, kto wie, czy nie wielokrotnie? Ale jeśli nawet by nie wzrosła, to oznacza, że Polska będzie wypłacała izraelskim Żydom co najmniej 260 milionów złotych rocznie! Ładny interes!

Mówił Stanisław Michalkiewicz

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza z cyklu „Myśląc Ojczyzna” jest emitowany w Radiu Maryja w każdy czwartek o godz. 7.00 i 17.50. Komentarze nie są emitowane podczas przerwy wakacyjnej w lipcu i sierpniu.

Obrazek
  
marcus
12.06.2014 11:45:03
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)



Grupa: Użytkownik

Posty: 2110 #1863411
Od: 2014-5-4
  
Electra18.10.2017 13:04:34
poziom 5

oczka
  
marcus
12.06.2014 14:36:09
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)



Grupa: Użytkownik

Posty: 2110 #1863553
Od: 2014-5-4

Stanisław Michalkiewicz: Z drugiego końca świata
Szanowni Państwo!
Ten felieton nadaję z Nowego Jorku, gdzie – dzięki uprzejmości państwa Ewy i Krzysztofa Koczwarów – zatrzymałem się w drodze powrotnej z Urugwaju. Uczestniczyłem tam w XVI Walnym Zebraniu Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej – USOPAŁ. Za sprawą „Gazety Wyborczej”, która – jak w wielu innych sprawach – również i w tej kieruje się pobudkami wypływającymi z solidarności rasowej – USOPAŁ, a w szczególności – jego walne zebrania, mają w pewnych środowiskach reputację czegoś w rodzaju sabatu czarownic. Z tym większym zainteresowaniem skorzystałem z zaproszenia prezesa Jana Kobylańskiego i poleciałem na drugi koniec świata, do Punta del Este w Urugwaju. Na miejscu przekonałem się, że „Gazeta Wyborcza” jak zwykle się myli. Żadnej osobliwej atmosfery tam nie zauważyłem, a co najwyżej – pewną egzotykę, nawiasem mówiąc, za przyczyną niektórych uczestników z Polski.

Zanim jednak przejdę do relacji z samego zebrania, kilka słów o samym USOPAL-e. Skupia on organizacje polonijne z Ameryki Łacińskiej – chociaż w Walnym Zebraniu uczestniczyli również reprezentanci ze Stanów Zjednoczonych i Kanady. Najliczniejszym uczestnikiem USOPAŁ jest Juventus z Brazylii, ale w Unii uczestniczą też organizacje z Meksyku, Argentyny, Chile, Paragwaju, no i oczywiście – Urugwaju. Nawiasem mówiąc, przemówienie reprezentantki Polonii paragwajskiej, pani Teresy Włosek, która – dzięki audycjom telewizyjnym przekonała paragwajską publiczność, że Polacy to nie są Rosjanie ani Ukraińcy, że mają własną państwowość, bogatą kulturę i starą historię, było szczególnie wzruszające. Całości prezesuje od lat Jan Kobylański, który jest również finansowym filarem tego przedsięwzięcia.

W tegorocznym Walnym Zebraniu USOPAŁ wyróżniłbym dwa nurty: jeden odnoszący się przede wszystkim do Polonii obydwu Ameryk i drugi – odnoszący się przede wszystkim do Polski. W przypadku nurtu pierwszego chodzi przede wszystkim o postępowanie Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Warszawie oraz władz Senatu, które tworzą w krajach osiedlenia Polonii tak zwane polskie organizacje kulturalne, często skupiające obrotnych absolwentów komunizmu z ulicy Gęsiej lub Smoczej w Warszawie. Jedynym celem tych organizacji, które wspierane są znacznymi środkami finansowymi, jest dywersja wobec starych organizacji polonijnych, na przykład – brazylijskiego Juventusu, liczącego sobie ponad 100 lat.

Po co Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Warszawie to robi i czym ta polityka ma się zakończyć – to jest temat na osobną publikację, więc ja ograniczam się do zilustrowania problemu, który zresztą znalazł swój wyraz w jednym z punktów końcowej uchwały XVI Walnego Zebrania USOPAŁ: „Walne Zebranie USOPAŁ z niepokojem obserwuje instrumentalne traktowanie polonijnych organizacji w Ameryce Północnej i Południowej. Prowadzi to do antagonizowania polskich społeczności w krajach ich osiedlenia, ze szkodą dla polskich interesów. Walne Zebranie USOPAŁ apeluje do konstytucyjnych władz Rzeczypospolitej Polskiej o niezwłoczne położenie kresu tym praktykom, które sprzyjają agenturalnej penetracji polskich społeczności za granicą.”

I wątek drugi – pogarszająca się od trzech lat sytuacja międzynarodowa Polski. Informacja na ten temat była przedmiotem mojego wystąpienia na Zebraniu – zresztą nie tylko mojego – bo w podobnym tonie wypowiadał się również mecenas Ryszard Parulski – a co znalazło wyraz w kolejnym punkcie uchwały Walnego Zebrania, w którym czytamy, że: „wyraża głębokie zaniepokojenie pogarszaniem się międzynarodowej sytuacji Rzeczypospolitej Polskiej oraz działaniami ruchów autonomicznych, m.in. tzw. Ruchu Autonomii Śląska, co w perspektywie grozi osłabieniem, a może nawet naruszeniem terytorialnej integralności państwa, a nawet likwidacją jego politycznej suwerenności. Walne Zebranie USOPAŁ deklaruje intencję współpracy z konstytucyjnymi władzami Rzeczypospolitej dla powstrzymania i odwrócenia tych zagrożeń. Wszystko to pod warunkiem położenia kresu dyskryminacyjnym praktykom i kampanii dezinformacyjnej, prowadzonej przeciwko naszej organizacji oraz jej władzom.”

Zwróciłbym szczególną uwagę na dwa ostatnie zdania tego punktu uchwały. Pokazują one, że postępowanie Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Warszawie – obliczone na zniechęcenie światowej Polonii do współpracy dla dobra Polski – jest dla naszego państwa rzeczywiście szkodliwe. Warto przypomnieć inspirowaną przez MSZ w Warszawie kampanie dyskredytowania na gruncie amerykańskim ówczesnego prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej Edwarda Moskala wkrótce po tym, jak pod petycją do Kongresu Stanów Zjednoczonych o przyjęcie Polski do NATO udało mu się zebrać aż 9 milionów podpisów. Dlaczego Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Warszawie nie chce wykorzystać potencjału Polonii dla tworzenia polskiego lobby w skali może nie światowej, ale przynajmniej tam, gdzie ważą się losy świata – tego niepodobna zrozumieć.
Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza z cyklu „Myśląc Ojczyzna” jest emitowany w Radiu Maryja w każdą środę o godz. 20.50 i powtarzany w czwartek. Komentarze nie są emitowane podczas przerwy wakacyjnej w lipcu i sierpniu.
  
marcus
12.06.2014 23:12:24
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)



Grupa: Użytkownik

Posty: 2110 #1863962
Od: 2014-5-4
  
marcus
12.06.2014 23:40:30
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)



Grupa: Użytkownik

Posty: 2110 #1863979
Od: 2014-5-4

  
marcus
13.06.2014 11:38:01
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)



Grupa: Użytkownik

Posty: 2110 #1864305
Od: 2014-5-4
Stanisław Michalkiewicz: Nie zostaniemy sami

Z „Times of Israel” dowiedzieliśmy się, że Polska rozpocznie wypłacanie emerytur Żydom „ocalałym z holokaustu”

Na początku 2011 roku z inicjatywy Izraela oraz Agencji Żydowskiej powstał zespół HEART, którego celem jest „odzyskiwanie mienia żydowskiego w Europie Środkowej”. Chodzi oczywiście o tzw. mienie bezspadkowe, to znaczy takie, do którego w normalnym trybie nikt nie może rościć sobie pretensji – bo w innych przypadkach sukcesor odzyskuje własność bez żadnych dodatkowych regulacji.

Jak podały w ubiegłym roku izraelskie media, dyrektor tego zespołu Robert Brown na czele delegacji przebywał wiosną w Warszawie, gdzie przeprowadził rozmowy z 6 ministrami rządu premiera Tuska (wymieniono tylko 3 nazwiska: min. Rostowski, min. Sikorski i min. Gowin) oraz przywódcami opozycji parlamentarnej. Charakterystyczne było to, że żadne z niezależnych mediów głównego nurtu ani słówkiem nie pisnęło o tej wizycie, ani o tym, co tam z tymi wszystkimi ministrami i opozycjonistami Robert Brown uradził. A coś uradzić musiał, bo w wypowiedzi dla „Times of Israel” stwierdził, że w sprawie restytucji mienia żydowskiego nastąpił „przełom”. Dopiero wtedy MSZ się odezwało, dementując wiadomość o „przełomie” tak samo energicznie, jak dzisiaj dementuje informacje o polskich najemnikach na Ukrainie.

„Nie wierzę nie zdementowanym informacjom” – mawiał rosyjski minister spraw zagranicznych, książę Gorczakow. Chyba miał rację, bo oto po raz kolejny z „Times of Israel” dowiedzieliśmy się, że Polska już wkrótce rozpocznie wypłacanie emerytur Żydom „ocalałym z holokaustu”. Komentatorzy izraelscy twierdzą, że jest ich około 50 tysięcy, ale znając życie, można być pewnym, że znajdzie się znacznie, znacznie więcej.

Trzeba będzie tylko uważać, by liczba ocalałych nie była większa od zatwierdzonej liczby ofiar holokaustu, bo mogłoby to wzbudzić rozmaite wątpliwości. A tych i tak nie brakuje, bo np. Izrael i różne organizacje „przemysłu holokaustu” pod pretekstem zadośćuczynienia ofiarom tylko od Niemiec wyłudziły co najmniej 100 miliardów marek, nie licząc dostaw okrętów podwodnych – bo wiadomo, że nic tak nie łagodzi traumy jak porządny okręt podwodny. Gdyby tak ofiary dostały przynajmniej jedną tysięczną wyłudzonych kwot, to każdą z nich można byłoby szacować na wagę złota. No, a teraz okazuje się, że i Polska będzie musiała dołożyć do interesu co najmniej 100 euro na osobę miesięcznie.

Co tu dużo gadać; parafrazując Voltaire’a, gdyby nawet holokaustu nie było, należałoby go wymyślić, tym bardziej że wypracowana została też oryginalna formuła zaliczania do ofiar: ci, którzy zginęli, no to zginęli, ale iluż się z tego powodu nie urodziło! Przy takim podejściu jest oczywiste, że liczba ofiar holokaustu z dziesięciolecia na dziesięciolecie może rosnąć w postępie geometrycznym. Czy budżet naszego nieszczęśliwego kraju wytrzyma takie obciążenie?

Prawdopodobnie nie – ale właśnie dlatego zespół HEART przewiduje możliwość restytucji mienia w naturze, tj. w nieruchomościach. Roszczenia wysuwane wobec Polski szacowane są na 60, może nawet 65 mld dolarów. Jeśli więc decyzje w sprawie „restytucji” już zapadły – a cisza w niezależnych mediach i wśród Umiłowanych Przywódców wskazuje, że zapadły – to środowisko dysponujące w Polsce majątkiem tego rzędu będzie miało dominującą pozycję ekonomiczną, a co za tym idzie – dominującą pozycję polityczną. Będzie ono w stosunku do mniej wartościowego Narodu tubylczego pełniło rolę szlachty. Okazało się, że prezydent Obama, przemawiając 4 czerwca na placu Zamkowym w Warszawie, nie rzucał słów na wiatr. Rzeczywiście – już nigdy nie będziemy sami!


Stanisław Michalkiewicz
  
marcus
13.06.2014 11:39:37
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)



Grupa: Użytkownik

Posty: 2110 #1864306
Od: 2014-5-4
Stanisław Michalkiewicz: Żydzi nie rezygnują z rabunku Polski

Jak mówiono? Broń mnie Boże od przyjaciół, bo od wrogów sam się obronię? I słusznie – czego dowód właśnie otrzymaliśmy w przeddzień wizyty prezydenta Komorowskiego w Izraelu. Oto Colette Avital, sekretarz Światowej Organizacji Restytucji Mienia, jednej z najważniejszych organizacji przemysłu holokaustu i Lilii Haber, przewodnicząca ziomkostwa polskich Żydów w Izraelu napisały list otwarty do prezydenta Bronisława Komorowskiego, domagając się uchwalenia specjalnego prawa, które stwarzałoby pozory legalności dla rabunku Rzeczpospolitej przez Żydów z diaspory i z Izraela. Diabli wiedzą, po co właściwie prezydent Komorowski jedzie do Izraela, bo znając słabość jego charakteru obawiam się, że albo pozwoli Żydom wykorzystać Polskę militarnie, albo pozwoli wykorzystać Polskę finansowo, albo i tak i tak. Inaczej mówiąc – że za obronę izraelskich, a szerzej – żydowskich interesów nie tylko na Bliskim, ale i Środkowym Wschodzie, będziemy musieli Żydom zapłacić. Obawiam się bowiem, że po prezydencie Komorowskim niczego dobrego Polska spodziewać się nie może, odkąd – Bóg jeden wie dlaczego – napisał w lipcu 2011 roku to haniebne zdanie, odczytane następnie z miedzianym czołem przez starego faryzeusza, Tadeusza Mazowieckiego, od czasów stalinowskich znanego z „postawy służebnej” – że naród polski musi przyzwyczaić się do myśli, że był również sprawcą – to znaczy sprawcą zbrodni II wojny światowej. Łamiąc w ten sposób prezydencką przysięgę stracił moralne prawo do sprawowania urzędu prezydenta, a sprawując tę funkcję nadal, firmuje tylko okupację kraju przez soldateskę, która wysunęła go do tej godności i na niej utrzymuje.

Wracając do żydowskich roszczeń, rzecz jest taka: na początku 2011 roku rząd Izraela do spółki z Agencja Żydowską utworzył zespół HEART pod dyrekcją Roberta Browna w celu odzyskania „mienia żydowskiego” w Europie Środkowej. Jak potwierdził były ambasador Izraela w Warszawie, dr Szewach Weiss, roszczenia żydowskie wobec Polski szacowane są na 60-65 mld dolarów. Izrael i – niestety również idąca na żydowskim pasku administracja prezydenta Obamy – z naszego punktu widzenia najgorsza od czasów prezydenta Roosevelta, który w Jałcie sprzedał nas Stalinowi – naciska na Polskę, by tubylcze władze stworzyły pozory legalności dla rabunku naszego kraju przez Żydów, wydając specjalną ustawę, na podstawie której żydowskie organizacje przemysłu holokaustu mogłyby rabować polskich podatników. W tym celu lansują kategorię „własności żydowskiej” jak gdyby własność była jedną z kategorii trybalistycznych.

Kategoria ta ufundowana jest na przekonaniu, że do mienia pozostałego po jakimś Żydzie mają bliżej nieokreślone prawa wszyscy inni Żydzi. Jest to oczywiście sprzeczne ze stanowiącymi jeden z trzech filarów cywilizacji łacińskiej zasadami prawa rzymskiego, a także z polskim porządkiem prawnym, według którego sukcesorem majątku bezspadkowego jest państwo, którego obywatelem był spadkodawca. Ponieważ Żydzi zamordowani przez Niemców podczas II wojny światowej byli obywatelami polskimi, a nie obywatelami Izraela, którego to państwa w ogóle jeszcze wtedy nie było, to w świetle polskiego porządku prawnego jest oczywiste, że żydowskie żądania są nie tylko całkowicie bezprawne, ale i bezczelne. I tak już Polska zrobiła głupstwo, ulegając amerykańskim oraz żydowskim szantażystom i uchwalając ustawę o stosunku państwa do gmin wyznaniowych żydowskich, jako łapówkę za przyjęcie naszego kraju do NATO, więc miejmy nadzieję, że ani prezydent Komorowski, ani minister Sikorski, nawet narażając się na „ciche dni” ze swoimi żonami, tego głupstwa i łajdactwa nie powtórzą i pozorów legalności dla rabunku polskich podatników nie będą ani popierali ani promulgowali. W przeciwnym razie powinni zostać uznani za zdrajców ojczyzny, a w sprzyjających okolicznościach postawieni przed sądem i surowo ukarani. Przypominam, że w XVIII wieku Polska upadła na skutek tolerowania obcych agentów – jurgieltników. Jeśli zatem chcemy uchronić Ojczyznę od powtórzenia tego paroksyzmu, powinniśmy wyciągnąć stosowne wnioski z historii. Dlatego też wzywam wszystkich, niezależnie od politycznych sympatii, by ostrzegli posłów i senatorów na których głosowali, że jeśli którykolwiek z nich przyłoży rękę do stworzenia pozorów legalności dla tego rabunku Polski, to niech ani on, ani partia, do której się zapisał, już nigdy nie liczy na żaden głos poparcia. Warto chyba wydać 1,50 zł na znaczek pocztowy, żeby zapobiec wydarciu Polsce przez Żydów co najmniej 200 miliardów złotych, dzięki którym staliby się jerozolimską szlachtą naszego tubylczego narodu.

Stanisław Michalkiewicz

http://michalkiewicz.pl/
  
marcus
13.06.2014 14:04:00
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)



Grupa: Użytkownik

Posty: 2110 #1864493
Od: 2014-5-4
Stanisław Michalkiewicz: Nie zostaniemy sami

Z „Times of Israel” dowiedzieliśmy się, że Polska rozpocznie wypłacanie emerytur Żydom „ocalałym z holokaustu”

Na początku 2011 roku z inicjatywy Izraela oraz Agencji Żydowskiej powstał zespół HEART, którego celem jest „odzyskiwanie mienia żydowskiego w Europie Środkowej”. Chodzi oczywiście o tzw. mienie bezspadkowe, to znaczy takie, do którego w normalnym trybie nikt nie może rościć sobie pretensji – bo w innych przypadkach sukcesor odzyskuje własność bez żadnych dodatkowych regulacji.

Jak podały w ubiegłym roku izraelskie media, dyrektor tego zespołu Robert Brown na czele delegacji przebywał wiosną w Warszawie, gdzie przeprowadził rozmowy z 6 ministrami rządu premiera Tuska (wymieniono tylko 3 nazwiska: min. Rostowski, min. Sikorski i min. Gowin) oraz przywódcami opozycji parlamentarnej. Charakterystyczne było to, że żadne z niezależnych mediów głównego nurtu ani słówkiem nie pisnęło o tej wizycie, ani o tym, co tam z tymi wszystkimi ministrami i opozycjonistami Robert Brown uradził. A coś uradzić musiał, bo w wypowiedzi dla „Times of Israel” stwierdził, że w sprawie restytucji mienia żydowskiego nastąpił „przełom”. Dopiero wtedy MSZ się odezwało, dementując wiadomość o „przełomie” tak samo energicznie, jak dzisiaj dementuje informacje o polskich najemnikach na Ukrainie.

„Nie wierzę nie zdementowanym informacjom” – mawiał rosyjski minister spraw zagranicznych, książę Gorczakow. Chyba miał rację, bo oto po raz kolejny z „Times of Israel” dowiedzieliśmy się, że Polska już wkrótce rozpocznie wypłacanie emerytur Żydom „ocalałym z holokaustu”. Komentatorzy izraelscy twierdzą, że jest ich około 50 tysięcy, ale znając życie, można być pewnym, że znajdzie się znacznie, znacznie więcej.

Trzeba będzie tylko uważać, by liczba ocalałych nie była większa od zatwierdzonej liczby ofiar holokaustu, bo mogłoby to wzbudzić rozmaite wątpliwości. A tych i tak nie brakuje, bo np. Izrael i różne organizacje „przemysłu holokaustu” pod pretekstem zadośćuczynienia ofiarom tylko od Niemiec wyłudziły co najmniej 100 miliardów marek, nie licząc dostaw okrętów podwodnych – bo wiadomo, że nic tak nie łagodzi traumy jak porządny okręt podwodny. Gdyby tak ofiary dostały przynajmniej jedną tysięczną wyłudzonych kwot, to każdą z nich można byłoby szacować na wagę złota. No, a teraz okazuje się, że i Polska będzie musiała dołożyć do interesu co najmniej 100 euro na osobę miesięcznie.

Co tu dużo gadać; parafrazując Voltaire’a, gdyby nawet holokaustu nie było, należałoby go wymyślić, tym bardziej że wypracowana została też oryginalna formuła zaliczania do ofiar: ci, którzy zginęli, no to zginęli, ale iluż się z tego powodu nie urodziło! Przy takim podejściu jest oczywiste, że liczba ofiar holokaustu z dziesięciolecia na dziesięciolecie może rosnąć w postępie geometrycznym. Czy budżet naszego nieszczęśliwego kraju wytrzyma takie obciążenie?

Prawdopodobnie nie – ale właśnie dlatego zespół HEART przewiduje możliwość restytucji mienia w naturze, tj. w nieruchomościach. Roszczenia wysuwane wobec Polski szacowane są na 60, może nawet 65 mld dolarów. Jeśli więc decyzje w sprawie „restytucji” już zapadły – a cisza w niezależnych mediach i wśród Umiłowanych Przywódców wskazuje, że zapadły – to środowisko dysponujące w Polsce majątkiem tego rzędu będzie miało dominującą pozycję ekonomiczną, a co za tym idzie – dominującą pozycję polityczną. Będzie ono w stosunku do mniej wartościowego Narodu tubylczego pełniło rolę szlachty. Okazało się, że prezydent Obama, przemawiając 4 czerwca na placu Zamkowym w Warszawie, nie rzucał słów na wiatr. Rzeczywiście – już nigdy nie będziemy sami!

Stanisław Michalkiewicz

  
marcus
13.06.2014 16:16:14
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)



Grupa: Użytkownik

Posty: 2110 #1864619
Od: 2014-5-4
  
marcus
19.06.2014 15:46:24
poziom najwyższy i najjaśniejszy :-)



Grupa: Użytkownik

Posty: 2110 #1869330
Od: 2014-5-4


Ilość edycji wpisu: 1
Stanisław Michalkiewicz: Kwaśne winogrona premiera Tuska
Bodaj Honoriusz Balzac zauważył, że cmentarze pełne są ludzi niezastąpionych. Pewnie zwłaszcza te, na których „Zbycho” spotykał się z „Rychem” – a skoro tak, to iluż ludzi niezastąpionych musi być w takim, dajmy na to, rządzie pana premiera Tuska? A skoro w rządzie jest tylu ludzi niezastąpionych, to najbardziej niezastąpiony jest niewątpliwie sam pan premier Donald Tusk. I rzeczywiście. Właśnie oświadczył, że nie będzie kandydował na prezydenta, bo gwoli wypełnienia ambitnego programu Platformy Obywatelskiej, musi dysponować realną władzą. W świetle tej deklaracji pana premiera Donalda Tuska nie ulega wątpliwości, że ten ambitny program Platformy Obywatelskiej może zostać wykonany tylko pod jego osobistym kierownictwem. Wprawdzie potwierdza to podejrzenia, że Donald Tusk jest człowiekiem niezastąpionym, ale z drugiej strony zmusza do zrewidowania wizji Platformy Obywatelskiej jako partii skupiającej wybitne osobowości polityczne. Czyż ambitnego programu Platformy Obywatelskiej nie można by zrealizować pod kierownictwem, dajmy na to, posła Janusza Palikota, czy Grzegorza Schetyny, albo nawet i Mirosława Drzewieckiego, do których premier Tusk miał absolutne zaufanie i dlatego właśnie ich zdymisjonował? Teoretycznie by można, ale ta rewolucyjna teoria najwyraźniej nie wytrzymuje konfrontacji z rewolucyjną praktyką, potwierdzoną właśnie tak dobitnie przez deklarację pana premiera Tuska o rezygnacji z kandydowania w wyborach prezydenckich.

W tej sytuacji reputację Platformy Obywatelskiej, jako partii skupiającej wybitne i godne zaufania osobistości można by podtrzymać przyjmując założenie, że premier Donald Tusk nie zrezygnował dobrowolnie z kandydowania w wyborach prezydenckich, tylko starsi i mądrzejsi po naradzie mu tego zakazali. Ze względów prestiżowych nie można oczywiście o tym głośno mówić, więc premier Tusk daje do zrozumienia, że „kwaśne winogrona”, i że ambicje swoje poświęca w służbie narodu i nawet na tę okoliczności nakreślił wizję niezwykle ambitnego programu. Co to za program? Tego jeszcze nie wiemy, ale w takim razie może to być scenariusz rozbiorowy, nakreślony przez strategicznych partnerów. To jest przedsięwzięcie ambitne, a przede wszystkim – wymagające przejęcia ręcznego sterowania tubylczymi dygnitarzami, żeby uniknąć wszelkich niespodzianek. Premier Donald Tusk, który dotychczas udowodnił, ze można na nim polegać, wydaje się takie oczekiwania spełniać. Ciekawe zatem, kogo starsi i mądrzejsi wytypują na prezydenta.
Stanisław Michalkiewicz

  
Electra18.10.2017 13:04:34
poziom 5

oczka

Przejdz do góry stronyStrona: 1 / 1    strony: [1]

  << Pierwsza      < Poprzednia      Następna >     Ostatnia >>  

HOME » UWAGA NA SEKTY..... » STANISŁAW MICHALKIEWICZ – ZATRUTE PIÓRO DO OGŁUPIANIA POLAKÓW

Aby pisac na forum musisz sie zalogować !!!

randki | własny sklep internetowy | promocje | darmowe aliasy | CyberCiekawostki | darmowe forum | sklepy
opinie, testy, oceny | katalog stron | toplsta

<

Gada teraz:
Dodatki na bloga